Janusz Palikot i jego Ruch zaliczyli bolesną wpadkę już na starcie nowego Sejmu (fot. www.flickr.com/photos/drabikpany)
Janusz Palikot i jego Ruch zaliczyli bolesną wpadkę już na starcie nowego Sejmu (fot. www.flickr.com/photos/drabikpany)
Łukasz Rogojsz Łukasz Rogojsz
277
BLOG

„Świeżaki atakują”, czyli weekend w Sejmie

Łukasz Rogojsz Łukasz Rogojsz Polityka Obserwuj notkę 0

Oglądając w piątek premiera, wygłaszającego exposé w Sejmie wcale nie zastanawiałem się, jak wiele uda się z tego zrealizować. Wiadomo, wszyscy politycy kłamią. Różnią się tylko tym, jak bardzo i jak często. To założenie może i wiele upraszcza, ale również ratuje przed płonnymi nadziejami, które nigdy nie znajdą odzwierciedlenia w rzeczywistości. A zastanawiałem się, co przyniesie nam pierwszy polityczny weekend. Ten okazał się dla nas, wyborców, rozrywkowy. 

Zaczęło się od, i to chyba już nikogo nie dziwi, Ruchu Palikota. Tym razem sejmowy „świeżak” wziął sobie na celownik Jana Krzysztofa Bieleckiego. A poszło o plany dodatkowego opodatkowania wydobycia miedzi i srebra. Efekt? Gwałtowny spadek cen akcji koncernu KGHM. Winny? Zdaniem RP duet Donald Tusk – Jan Krzysztof Bielecki.

Ten drugi miał wejść w posiadanie informacji z exposé odpowiednio wcześniej i w nieuczciwy sposób zrobić z nich użytek. Dowody? A po co? Przecież w polityce liczy się i tak tylko to, kto głośniej krzyczy i kto potrafi w krótszym czasie narobić większego smrodu wokół swojego konkurenta.

Giełda Papierów Wartościowych zapewniła, że nie odnotowała żadnych nietypowych transakcji przed ogłoszeniem planu wprowadzenia nowego podatku. Tak argumentował premier Tusk. Argument RP? Doszło do nadużycia, które powinna zbadać komisja. I koniec! Daleki jestem od chronienia rządu zawsze i przed wszystkim, bo naprawdę jest ich za co krytykować, ale tak żenującego spektaklu ze strony drugiej największej siły opozycyjnej się nie spodziewałem. 

RP po swojej szarży na premiera Bieleckiego, rząd i Platformę Obywatelską został zrównany z ziemią. O ile w przypadku „sporu o krzyż” ich broniłem, to teraz taki obrót spraw bardzo mnie ucieszył. Rzucanie bezpodstawnych oskarżeń z sejmowej mównicy jest praktyką tyleż częstą i popularną, co żałosną i niegodziwą. 

Szkoda tylko, że liczący 41 posłów klub parlamentarny sam spycha się w stronę politycznego science-fiction i w niebezpiecznie szybkim tempie zaczyna wypełniać niszę, jaką pozostawiły partie pokroju Samoobrony czy Ligi Polskich Rodzin. A liczyłem na RP w tym nowym Sejmie. No cóż, błąd z gatunku „Umiesz liczyć...”.

Z kolei w niedzielę rozrywki dostarczył mi najnowszy nabytek polskiego Sejmu, a więc Solidarna Polska. Okazuje się bowiem, że Zbigniew Ziobro wraz z kolegami planują akcję odbicia wyborców Prawa i Sprawiedliwości. I to akcję na skalę krajową! Przy okazji liczą na odbicie sporej części partyjnych struktur. Dlatego w tym tygodniu rozpoczynają objazd po Polsce. Na pierwszy ogień pójdzie Nowy Sącz. 

Będzie się działo. Bez dwóch zdań. Dlaczego? Otóż Jarosław Kaczyński najwyraźniej przestał lekceważyć swoich niedawnych podwładnych i postanowił stanąć z nimi w szranki. „Ostatni nieomylny” też rusza w Polskę. I też najpierw zawita do Nowego Sącza. Podobno zaprosili go tam lokalni działacze. Podobno! 

Jak więc widać, PiS będzie musiało w najbliższych tygodniach przeprowadzić kolejną kampanię wyborczą, chociaż od wyborów minęło już ponad pięć tygodni. Co więcej, tym razem nie ma szans, aby cokolwiek wygrać. Może na tym tylko stracić. Pytanie, jak wiele? Zdaniem „ziobrystów”, bardzo dużo. Zdaniem „kaczystów”, o stratach nie ma mowy. A wszystko to oczywiście pod wspólnym szyldem „Ratujmy polską prawicę”. 

Kto zyskuje na tym najbardziej? Naturalnie, Platforma Obywatelska, premier Tusk i jego „rząd zderzaków”. Muszą mieć z tego ubaw po pachy. PiS zamiast monitorować ministrów i z lubością wytykać im błędy, będzie ganiać po kraju za własnym ogonem. Śmiech na sali (i to już nawet nie sejmowej)!

Więc tak na koniec, o naszym sympatycznym prezydencie. Otóż pierwszą rzeczą, jaką przeczytałem w poniedziałek była informacja o tym, że Bronisław Komorowski wysłał list okolicznościowy do redakcji, i tu proszę się czegoś przytrzymać, „Super Expressu”. Okazja? Dwudziestolecie tegoż tytułu. 

Przyznaję, po lekturze rzeczonego newsa miałem nieodparte wrażenie, że ktoś robi sobie ze mnie jaja. Albo, że w ostatnim dwudziestoleciu jakoś potajemnie na prasowym rynku funkcjonował tytuł o nazwie „Super Express”, który umknął mojej uwadze. I to w dodatku taki nie będący łaknącym taniej sensacji tabloidem, z dziennikarską obiektywnością nie mającym kompletnie nic wspólnego. 

Niestety, okazało się, że nikt jaj sobie ze mnie nie robił. Żaden tajemniczy „Super Express” przez 20 lat również się nie ukazywał. Prezydent wysłał list do redakcji, która od lat tylko czeka na jego potknięcia i gafy, żeby obsmarować go w nakładzie kilkuset tysięcy egzemplarzy. A co, nie wolno mu? Może to taki chrześcijański gest pojednania, w stylu „Nadstaw drugi policzek”? A może po prostu zupa była za słona? Niezbadane są wyroki prezydenckie. 

"Człowiek rośnie w grze o wielkie cele" - Friedrich Schiller "Osiąga się triumf przez zwalczanie trudności" - Victor Marie Hugo "Fortuna boi się odważnych i uciska bojaźliwych" - Seneka Młodszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka