Centrolewicowy elektorat wciąż czeka na godne przedstawicielstwo na sali plenarnej Sejmu (fot. flickr.com/photos/polandmfa)
Centrolewicowy elektorat wciąż czeka na godne przedstawicielstwo na sali plenarnej Sejmu (fot. flickr.com/photos/polandmfa)
Łukasz Rogojsz Łukasz Rogojsz
794
BLOG

Polska lewica - między śmiesznością a betonem

Łukasz Rogojsz Łukasz Rogojsz Polityka Obserwuj notkę 2

Odbyłem wczoraj w redakcji bardzo interesującą rozmowę ze swoim wydawcą, panem T., dotyczącą polskiej lewicy. Chociaż jesteśmy z dwóch zupełnie różnych pokoleń, doszliśmy do bardzo podobnego wniosku. Polski lewicowy lub centrolewicowy wyborca jest obecnie w martwym punkcie.

Pan T., wykształcony człowiek z pokolenia +50, głosował na Ruch Palikota, licząc, że staną się nową siłą polskiej polityki. Przekonała go również znaczna większość programu tego ugrupowania. Propozycje, plany i inicjatywy odpowiadające elektoratowi centrolewicowemu, który w Polsce jest ostatnimi laty zepchnięty na boczny tor. Koniec końców, w wyborach decydujemy albo o skręcie w prawo (Platforma Obywatelska), albo o skręcie w prawo do potęgi n-tej (Prawo i Sprawiedliwość).

Ja, należący do pokolenia 18-30 wykształcony młody człowiek, głosowałem na Platformę Obywatelską. Ale nie dlatego, że wierzę w ich program, doceniam to, co dotychczas zrobili dla Polski czy z powodu sympatii do premiera Donalda Tuska. Tak naprawdę chciałem głosować na Palikota i jego partię. Aż do ostatniego tygodnia przed wyborami.

Kiedy w programie „Tomasz Lis na żywo” Jarosław Kaczyński znów obnażył swoje nacjonalistyczne ciągoty i niechęć wobec aktualnych partnerów Polski (w tym wypadku padło na Niemcy i kanclerz Angelę Merkel), uznałem, że choćby nie wiem co się działo, swojego kraju pod rządy kogoś takiego nie oddam. Z ciężkim sercem zapadła decyzja - głosuję „przeciw” czemuś, a nie „za” czymś.

Obecnie, trzy i pół miesiąca po wyborach, zarówno pan T., jak i ja jesteśmy mocno rozczarowani. On - tym, że „jego” partia robi z siebie idiotów w Sejmie, zamiast zajmować się umacnianiem swojej pozycji i budowaniem zaufania społecznego. Ja - tym, że w zasadzie mogłem głosować w zgodzie z przekonaniami, bo PO wygrała ze zdecydowaną przewagą oraz tym, że teraz PO pokazuje, zgodnie z moimi przedwyborczymi obawami, że w drugiej kadencji rządzenie jej „nie idzie”.

I tak mamy dwa obrazy wyborcy centrolewicowego. Jeden to człowiek zawiedziony postawą „swoich” polityków. Drugi, jest przybity tym, że jak by nie zagłosował byłoby źle - albo na partię-kabaret, albo na „Partię PR-u”. Zgodni ci dwaj wyborcy są w dwóch kwestiach. Po pierwsze, dobrze, że nie rządzi PiS, bo wszystko jest lepsze od premiera Kaczyńskiego. Po drugie, dobrze, że nie głosowaliśmy na Sojusz Lewicy Demokratycznej, bo tutaj jest jeszcze gorzej niż w przypadku Palikota.

I tym sposobem dochodzimy do tego, że pan T. i ja liczymy na duet Palikot - Kwaśniewski. Na to, że ci dwaj rozmontują obecne SLD i stworzą w Polsce nowoczesną centrolewicę na wzór zachodni. Partię, na którą elektorat centrolewicowy będzie mógł z czystym sumieniem głosować. Że nie będzie już trzeba wrzucać kartki do urny „przeciw” komuś, ale znów będzie można robić to „za” kimś.

Bo czymże jest obecnie SLD? Podstarzały i zblazowany Leszek Miller u władzy trzyma całą partię „za ryj” i co chwilę wyciąga z lewicowej szafy polityczne trupy. I reanimuje, reanimuje na potęgę - Lech Nikolski, Krzysztof Janik, Marek Dyduch, Mariusz Łapiński czy Aleksandra Jakubowska. Większość z nich odchodziła z dawnego SLD lub LiD w niesławie, będąc umoczonymi w jakąś aferę czy skandal.

Dzisiaj notorycznie odwiedzają Millera w jego gabinecie. Powspominać stare dobre czasy? Niewątpliwie. Przypomnieć lewicowym wyborcom, że „stara gwardia” wróciła? Być może. Powrócić do polityki, by u boku Millera walczyć o utraconą chwałę i zaufanie SLD? Mimo wszystko, wątpliwe.

Niemniej jednak, jasne jest, że SLD w rozwoju się zatrzymał. Albo i cofnął. O zmianie pokoleniowej mowy już nie ma. Młodzi na swoją szansę muszą poczekać. Pytanie, czy doczekają się jej zanim SLD się rozpadnie? Ale widok przestraszonych Grzegorza Napieralskiego czy Wojciecha Olejniczaka, jakby nie patrzeć - dwóch byłych liderów partii, biegających na audiencję do swojego nowego pana - we mnie budzi jedynie uśmiech politowania.

Tyle, że lewicowemu elektoratowi do śmiechu wcale nie jest. Przetrzebiony, rozkradziony i rozproszony musi dokonywać wyborów, narzucanych mu przez polityczną rzeczywistość. A więc wyboru między PiS-em u władzy lub brakiem PiS-u u władzy. Zyskuje na tym PO, którą pan T. bardzo trafnie określił mianem „partii pracodawców”.

Wyborcy lewicowi chcieliby, powiem więcej - potrzebują, silnego i poważnego Ruchu Palikota (albo nowej, centrolewicowej formacji pod przywództwem duetu Palikot - Kwaśniewski). Jednak na razie jest nam proponowany poseł Biedroń ze swoimi planami powieszenia tęczowej flagi w sali obrad plenarnych Sejmu i brakiem wiedzy o Konwencie Seniorów. Cóż, tacy posłowie jaka lewica.

"Człowiek rośnie w grze o wielkie cele" - Friedrich Schiller "Osiąga się triumf przez zwalczanie trudności" - Victor Marie Hugo "Fortuna boi się odważnych i uciska bojaźliwych" - Seneka Młodszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka