Jest prawdą, że kto uważnie śledził ekspercką aktywność Ryszarda Petru, a przy tym ze zrozumieniem śledził istotę wpuszczanych w przestrzeń publiczną komunikatów, ten bez trudu uchwycił pewną prawidłowość oficjalnych wystąpień obecnego lidera partii "Nowoczesna". Ryszard niezmiennie z komentarzem na temat danego zdarzenia w sferze finansowo-gospodarczej wstrzymywał się do czasu aż własne opnie wyrażą inne, przepytywane na tą okazję ekonomiczne autorytety. Potem dokonywał kompilacji dominujących poglądów, po czym z niezmąconym spokojem wygłaszał serię banałów, podając je za wytwór swego eksperckiego namysłu. Obojętne, czy czynił to do reporterskiego mikrofonu czy do audytorium bankowych zebrań, potrafił zrobić wrażenie - sęk w tym, że jak na stratega wiodących instytucji finansowych poza wrażeniem niewiele z tego wynikało. A i to wrażenie dotyczyło raczej elity lemingolidalnej niż rozsądnych ludzi z politowaniem obszerwujących teatralne sztuczki Ryśka. Bo choć nie od dziś wiadomo, że Ryśki to fajne chłopaki, to jednak nikt ich tak całkiem poważnie nie traktuje, no może poza głupszymi od nich samych.
I to właśnie dysponujący takimi talentami, taką wiedzą i takim doświadczeniem Ryszard zrobił w III RP imponującą karierę od wczesnych lat studenckich nie schodząc z ekonomiczno-towarzyskiego Olimpu. I gdyby nie marzenie wspięcia się na kolejny, tym razem polityczny szczyt, zapewne szerokie audytorium nigdy by nie spostrzegło, że król jest nagi. Że za strategię wiodących banków i rady udzielane zawiadującemu finansami państwa ministrowi odpowiadał zręczny ignorant, salonowiec którego największą cnotą byłoby milczenie gdyby tylko milczeć zechciał, wreszcie gość po studiach ekominicznych nie potrafiący nawet ze zrozumieniem przeczytać instrukcji finansowania partii politycznych, którą prosty chłopski umysł Leppera był w stanie ogarnąć. Czy to na prawdę możliwe, aby taki przesympatyczny Nikodem dzierżył przez całe lata stery finansowych liniowców a teraz zgłaszał pretensje do rządzenia całym krajem i stawiania swoich politycznych oponentów przez Trybunałem Stanu?
Historycy współczesności nazywają to poczuciem humoru oficerów prowadzących, którzy elitą finansową naszego kraju w dobie przełomu lat 80. i 90. XX wieku czynili bramkarzy, cinkciarzy, drobnych złodziejaszków i innych uczynnych im prostaczków. Nie wiem czy w tym przypadku dzieci dawnych ubeków, czy też wzorujący się na nich podopieczni z demokratycznej opozycji, ale najwyraźniej kolejne pokolenie demiurgów polskiej rzeczywistości ma podobną skłonnością do kawałów. Bo trudno uznać, by Leszek Balcerowicz czy też inni bankowi promotorzy Ryśkowej fortuny kierowali się czymkolwiek innym, od chęci zrobienia z nas wszystkich baranów, lansując Ryszarda Petru wpierw na wysmakowanego ekonomistę, dziś zaś na wiodącego lidera opozycji. Nic dziwnego, że elity III RP mają ogół społeczeństwa za skończonych durniów, skoro takie kity można im wciskać bez mrugnięcia powieką.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)