Powściągliwy Dynamitard
Any writard who writes dynamitard shall find in me a never-resting fightard
12 obserwujących
48 notek
73k odsłony
  1163   1

Klasa średnia i Polski Ład

Najwięcej emocji w Nowym Polskim Ładzie wzbudza kwestia zmian podatkowych. W wielkim skrócie zostanie podniesiona kwota wolna do 30 tyś.  i drugi próg do 120tyś, a w zamian zostanie wprowadzona liniowa, nieredukowalna stawka ubezpieczenia zdrowotnego 9%. W praktyce oznacza to, że podatki dla ludzi zarabiających poniżej 5 tyś brutto spadną a powyżej 10tyś brutto wzrosną. Dla podatków „pomiędzy” wicepremier Gowin zapowiedział jakąś magiczną rekompensatę i miejmy nadzieje, że wyjdzie ona lepiej niż ta za podwyżki cen prądu.

Nie oszukujmy się, polski system podatkowy wymaga reformy i ta proponowana przez rząd jest nawet zbyt mało radykalna. Bo główne grzechy obecnego systemu to:

  • Podatki są podwójnie regresywne – po pierwsze stawki (np. ZUS) maleją z dochodami, a po drugie gross dochodów państwa ma charakter podatków pośrednich (VAT, ceny prądu, śmieci) które bardziej obciążają najuboższych. To wszystko indukuje duże koszty obsługi podatków, bo regresywne podatki bezpośrednie są po prostu nieefektywne.
  •  Niskie pensje mają bardzo wysoki klin podatkowy (różnica między pensją netto a kosztem pracodawcy), co wypycha zwłaszcza biedniejszych ludzi z legalnego rynku pracy. Bo podatki są formalnie niskie (np 0% PIT dla młodych) ale wszystkie obowiązkowe składki nadrabiają z nawiązką.
  • Preferencje fiskalne dla samozatrudnionych (“liniowy PIT”) które w oryginale miały być mechanizmem rozliczania drobnych rzemieślników stały się uniwersalnym wytrychem podatkowym dla zwykły pracowników najemnych, zarówno tych zarabiających mało jak i tych co zarabiają w setkach tysięcy złotych miesięcznie. I rządy aby nadrobić straty tworzy wrogi podatnikowi system rozliczania kosztów, który uderza głównie w uczciwych przedsiębiorców, zamiast po prostu urealnić stawki. A ponieważ na JDG odpowiada się całym majątkiem, system ów tworzy feudalne relacje z naczelnikiem urzędu skarbowego, zamiast budować nowoczesne państwo.

Oczywiście Nowy Ład nie naprawi tego problemu, jedynie może trochę zredukować obciążenie najbiedniejszych i zbliżył obciążenia etatu i jednoosobowej działalności gospodarczej. Ale nawet taka kosmetyczna zmiana (o 3-5 punktów procentowych) wystarczyła, by wysadzić w powietrze tradycyjne podziały polityczne oparte o front ideologiczny. Dziś artykuły mówiące, że podnoszenie podatków dla lepiej zarabiających to zamach na wolność można usłyszeć zarówno od polityków Konfederacji jak i Platformy. Przeczytać w Polonia Christiana jak i w Krytyce Politycznej. W tej ostatniej jest trochę złośliwych komentarzy, że lewica w Polsce może być za LGBT, za uchodźcami, przeciwko Kościołowi, ale gdy tylko takiemu wyborcy lewicy na lepszej posadzie zabiera się jakieś ekstra pieniądze w podatkach, to już lewicowość się kończy. No cóż, nie od dziś wiemy, że Jarosław jest mistrzem zarządzania przez konflikt.

Wszyscy dotknięci zmianami nas teraz straszą, że przeniosą działalność do Czech, co oczywiście jest równie realne jak emigracja celebrytów po zwycięstwie PiSu. W zasadzie poza programistami pracującymi dla zagranicznych zleceniodawców to nikt nie ma takiej możliwości, a wymaga to też przejścia na CIT/sp.zoo co dla sporej części wspomnianych „kontraktorów” jest po prostu za dużym kosztem, bo aż tyle nie zaoszczędzą - w Czechach też są podatki.

Wiele hałasu o nic - jak to w polityce.

Natomiast nie podoba mi się narracja PiSu ręka w rękę z Razem („nikt ci tyle nie da co Zandberg obieca, że zabierze”), iż powyżej 10 tysięcy zarabiają tylko “jakieś burżuje”. Tak samo jak nie podoba mi się argumentacja liberałów że 10 tysięcy brutto miesięcznie to nie jest żadna klasa średnia tylko biedota.

W Polsce pokutuje wypromowany w latach ’90 przez Gazetę Wyborczą i seriale mit, że klasa średnia to są biznesmeni-milionerzy w białych skarpetkach i willach w Konstancinie. Albo przynajmniej cenzusem klasy średniej jest inteligenckie wykształcenie i zawód biurowy. To nie tylko jest kompletna nieprawda, to jest też szkodliwy mit. Biznesmeni-multimilnionerzy w drogich willach to jest w każdym aspekcie klasa wyższa, nawet jeśli to stereotypowi nuworysze. Kwestia kindersztuby i edukacji, to jest nasz inteligencki fetysz, ale hydraulik z pickupem mający własną mała firmę usługową i zatrudniający pomocnika, to właśnie typowa klasa średnia – nawet jeśli skończył tylko podstawówkę. Te dwie obsesje – majątku z „Dynastii” oraz wyższego wykształcenia są naszym erzatzem klasowości czasu bezklasowego społeczeństwa post-PRLu.

Dziś klasowość się odradza ponad podziałami i warszawskie salony walczące z PiSem wyglądają tak samo jak ich patriotyczni przeciwnicy z rządu: fortepian, ukraińska służąca, wakacje w Zanzibarze, wielkie kompleksy zarówno wobec Zachodu oraz neoziemiańskie ciągoty. Różnią się tylko tym, że jedni chodzą na msze łacińskie, a drudzy wieszają na ścianach reprodukcje z Metropolitan Museum of Modern Art. Czasem obie te rzeczy na raz.
[CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE]

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka