Powściągliwy Dynamitard
Any writard who writes dynamitard shall find in me a never-resting fightard
15 obserwujących
64 notki
100k odsłon
  355   3

Sarmaci u bram UE czyli koniec epoki Tuska?

W Europie idzie nowe. We Włoszech damska wersja Grzegorza Brauna czyli Georgia Melloni (FdI) zastąpi prawdopodobnie na stanowisku premiera niemiecki zarząd powierniczy pod przewodnictwem włoskiego eurokraty, Boris Johnson pogonił z kretesem farbowanego lisa Davida Camerona i stanowi lepszą (i chyba bardziej strawną mutację Trumpa w polityce), no i pewnie po Bidenie wróci Trump w tej czy innej wersji. Korowód sarmatów w europejskiej polityce prowadzi oczywiście niezatapialny Orban z aspirującym Kaczyńskim, więc zaraz może się okazać, że Mateusz Morawiecki jest postacią powszechnie szanowaną w UE, jako że PiS był w awangardzie zmian i wytrzymał ostatnie pomruki i szarpnięcia starego układu politycznego w UE.


A poważnie, trudny stan UE i świata zachodu jest spowodowany w dużej mierze dominacji bezpłciowych oportunistów, takich jak Macron, Obama, Blair czy Matteo Renzi. To ostatnie 20 lat, stąd na ich tle Tusk taki dobry premier. Ostatnim bastionem liberalnej bezalternatywności jest Macron i jego partia en Marche, która bazuje już tylko na tym, że we Francji jest systemowy bezpiecznik przed dojściem do władzy narodowców z prowincji pod przewodnictwem rodziny Le Pen. 

Zresztą to pucowanie rzeczywistości i “kordon sanitarny” (jak liberalizm nie zachwyca skoro zachwyca?) miały na Zachodzie powszechny charakter. Robił to Obama, obiecując w zamian za głosowanie na niego, przejście do lepszego “magicznego” przejścia do czasów porasowych. Protesty BLM i zaostrzające się konflikty rasowe w USA stanowią chyba najlepsze podsumowanie jego dorobku w budowaniu postrasowego społeczeństwa. 

W Polsce znamy to za Tuska: PO Tuska z lat 2007-2015 zwyciężała, jak Obama w USA, dając poczucie wyborcom, że sam fakt oddania głosu na PO oznacza przeskok do lepszej wersji kraju w którym się żyje. Czyli Tusk podparty funduszami z UE oznaczał dla wielu “fajnopolaków” magiczne przejście do Polski gdzie w końcu można poczuć się jak na Zachodzie. Po 8 latach okazało się, że to “ch..j dupa i kamieni kupa” jak mówił potomek Henryka Sienkiewicza. 

Ale widać, po "sukcesach" Macrona , że ich era dobiegła końca i wyborcy bardzo ich już mają dosyć (do palenia gmachów i aut włącznie). Po prostu na zachodzie zaczyna się robić poważnie (bezrobocie, inflacja, nieskuteczna polityka covidowa, imigranci), więc kiedy miska zaczyna być pusta, ludzie już nie dają nabierać się na tani PR i kuglarstwo. Oczywiście, wszyscy ze starego układu politycznego narzekają na populizm i to że ludzie ich nie słuchają. Populizm, który coraz częściej oznacza, że oddaje się głos tym, którzy byli celowo marginalizowani przez politykę głównego nurtu. Po polsku, symbolami nadchodzących polityków staje się sp. Andrzej Lepper i Kononowicz; wracamy w koleiny tak doskonale znanego nad Wisłą sarmackiego warcholstwa, a reszta podąża za nami - z czego osobiście bardzo się cieszę, wreszcie będziemy mieć szansę wykorzystać naszą przewagę konkurencyjną doświadczenia oraz bogate know-how. W Polsce powszechnie wiadomo, że o wiele lepsze rozeznanie w świecie i “kontakt z bazą” mają rolnik czy polski janusz biznesu, którzy muszą zmagać się z szarą polską rzeczywistością, niż warszawskie elity, albo nie daj Boże, ich bananowe dzieci z balu debiutantów i zachodnich uczelni. 


Zresztą coraz więcej narodów w UE ma po dziurki w nosie co do elitarnych i technokratycznych rządów ekspertów w UE. Jak w starym powiedzeniu Napoleona: Urzędnicy są jak książki na półkach biblioteki: im wyżej postawieni, tym rzadziej do czegoś służą. 

Krótkofalowo, dla UE oznaczać to będzie, że stary układ, na zachodzie często uczestnicy protestów 1968, chcą już tylko dojechać do emerytury a po nich to choćby i piekło. Widać to w polityce klimatycznej, w polityce imigracyjnej, czy w polityce “wartości”. Hipokryzję starego układu pokazują najlepiej kolejne szczyty klimatyczne, na które wszystkie wysoko postawione książki w bibliotece muszą przylecieć własnym odrzutowcem. To trochę jak minister w rządzie Macrona, która każe francuzom mieszkać w ciasnych blokach w miastach (bo tak jest ekologicznie), a sama posiada wielką i piękną posiadłość pod Paryżem. 

Podsumowując, Tusk i PO są jednocześnie awangardą liberalnej postpolityki jak i ariergardą dominacji modelu liberalno-lewicowych partii na Zachodzie. Donald akurat może być tego świadomy, bo odkąd wrócił na białym koniu bardzo ciężko pracował nad tym by nic nie robić i by nic się nie zmieniło. Paradoksalnie jego największym PRowym sukcesem zbliżającym go ponownie do zwykłych Polaków, którzy lubią czasem “haratać w gałę” była jazda jak pirat drogowy. Mandat przyjął, zapunktował, ma teraz święty spokój i może bawić wnuczkę. 

A liberalne salony cały czas wierzą w to, że dzięki Tuskowi jeszcze wrócą do władzy:)




Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale