Powściągliwy Dynamitard
Any writard who writes dynamitard shall find in me a never-resting fightard
15 obserwujących
65 notek
101k odsłon
  742   3

Instytut Demografii, czyli kosztowny pomnik niemocy.

Rząd powołuje Instytut Demografii i Rodziny, ale pomoże to urodzić dzieci tylko zatrudnionym tam kochankom. Demografia jest dużo bardziej skomplikowanym procesem, i wiara, że wszystkiemu winna pigułka i rewolucja seksualna 1968r to mit

Kolejna fala covidu, gdzie ludzie umierają zamiast się rodzić, “zaskoczyła” nas tej jesieni i zanim przyjdzie czas na podsumowanie GUSu, rząd już teraz wyprzedzająco powołuje Instytut Demografii i Rodziny.  Rzeczywiście, jeśliby tam zatrudnić same dwudziestoparolatki szukające stabilizacji i wygonić je od razu ma macierzyński, to z tegobudżetu 30mln może się urodzić nawet 1000 dodatkowych dzieci, ale pewnie głównie pieniądze pójdą na partyjnych dyrektorów po pięćdziesiątce, którzy nawet w epoce gender żadnego dziecka osobiście nie urodzą.

Oczywiście możemy być pewni, że gdy spłyną statystyki nadmiarowych zgonów i braku urodzeń nasz niezawodny minister Czarnek winą obarczy deficyt cnót niewieścich, a lewica wyrok Trybunału Konstytucyjnego w kwestii aborcji, zaś Ordo Iuris być może wpaść na pomysł chipowania przyszłych matek:) Jak rasowy czytelnik Tygodnika Powszechnego i paryskiej Kultury, powiem „to wszystko jest dużo bardziej skomplikowane niż nam się wydaje”.

Dlatego skupię się, na obaleniu najważniejszych mitów - że dołek demograficzny, to jakiś fenomen dotykający Zachodu (I), który jest efektem polityki kulturalno-społecznej po 1968 (II). I że bez dzieci & migrantów “zabraknie nam rąk do pracy” (III).

I Kiedyś to były czasy

Gdy patrzymy na dane demograficzne Europy, to się okazuje że największy spadek dzietności to końcówka XIXw i początek XXw wieku. WNiemczech dzietność  (TFR, czyli dzieność całkowita, czyli średnia liczba urodzonych żywych dzieci na kobietę) spadła z 4.7 do 1.77 w ciągu trzydziestu lat - i nie, nie chodzi tu o drugą połowę XXw wieku a lata 1905-1935. We Francji dzietność spada systematycznie od czasów Napoleona (dwieście lat!!), aw 1920 wyniosła 1.68, czyli mniej niż w 2020! Podobne trendy dotykały sto lat temu cały Zachód poza USA.

W doskonałej książce „Factfulness” Hansa Roslinga (nieżyjący już szwedzki lekarz, członek akademii nauk, autorytet między innymi dla głównego epidemiologa Szwecji Andreasa Tengella) można zobaczyć kilka podstawowych korelacji demograficznych:  Kiedyś dzieci się masowo rodziły i konsekwentnie masowo umierały, tak więc przyrost populacji netto był mizerny. Dopiero pierwsze przejście demograficzne, czyli ograniczenie śmiertelności dzieci w epoce rewolucji przemysłowej spowodowało pierwszy boom populacyjny.  Następnie wraz z urbanizacją i rozwojem zarówno zamożności jak i cywilizacji przemysłowej wśród społeczeństwa dzietność maleje – jest to fenomen, który widzimy wszędzie na świecie od Afryki po bieguny. Dzietność systematycznie spada w krajach muzułmańskich, zarówno u sunnitów (Turcja) i szyitów - w Iranie dzietność spadła nawet do 1.84 (poniżej Francji!) i dopiero niedawno się odbija (echo wyżu demograficznego, coś jak u nas za pierwszego PiSu).

Tak więc widzimy, że nawet niby tak oczywiste argumenty jak kultura i religia nie działają tak łatwo, bo dzietność w muzułmańskiej Bośni (1.26) czy  Albanii (1.62) nie odstaje jakoś w górę od sąsiedniej chrześcijańskiej Serbii (1.49) czy  Czarnogóry (1.74).
Tu na białym koniu zwykle wjeżdża Janusz Korwin Mikke i opowiada, że brak dzieci to skutek ZUSu i państwowych emerytur. Jakoś kraje takie jak USA, Chiny, Singapur czy Korea notowały dramatyczny spadek dzietności zanim wprowadzono w niektórych z nich szczątkowe emerytury. Socjalistyczna Argentyna czy Wenezuela (2.26) radzi sobie dużo lepiej na tym froncie niż kapitalistyczne Chile (1.67).

Warto tu jeszcze wspomnieć, że Chiny według wszystkich znaków na niebie i ziemi czeka los reszty Azjatyckich Tygrysów (Japonia, Korea etc), czyli kolaps demograficzny tuż po gwałtownej industrializacji i zapewnieniu sobie miejsca na światowym podium. Widać, że partia komunistyczna próbuje ostatnio na gwałt  zawrócić Jangcy kijem, ale z racji tego, że nie udało się to nikomu w tym kręgu kulturowym, szczerze wątpię w ich sukces.

II Rewolucja seksualna czyli recepty chłopków-roztropków

Prawica często traktuje ludzi, a zwłaszcza kobiety, jako straszne głąby wbrew faktom (w podobne neokolonialne tony wpada lewica gdy mówi o uchodźcach). Gdy to tego doda się różne fiksacje dziarskich chłopców-narodowców wychodzi, że konserwatyści naprawdę wierzą, że kobiety nie wiedzą skąd się biorą dzieci i dopiero pigułka antykoncepcyjna, telewizja i Netflix im to uświadomiły.

W katolickiej Italii w XIX wieku, czyli na długo przed wynalezieniem nowoczesnych prezerwatyw (1916) czy legalizacją aborcji (w większości dopiero dekadę-dwie po wojnie) rodziny jakoś wiedziały jak zrobić by dzieci rodziło się mniej: dzietność we Włoszech w latach 1850-1960) spadła z 5.5 na 2.2, a po 1968 z 2.5 na 1.4. Czyli w XIX wieku Włoszki lepiej zabezpieczały się przed ciążą zarówno w liczbach względnych jak i bezwzględnych. Z resztą z edyków Oktawiana Augusta wiemy, że Rzymianki w tych sprawach znały się na rzeczy już dwa tysiące lat temu.

Lubię to! Skomentuj31 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo