Piątkowy występ naszej reprezentacji kopiącej piłkę nieoczekiwanie sprawił, że odkryłem w sobie dar przewidywania przyszłości. Zawsze przed meczem reprezentacji wiem dokładnie, co i jak się wydarzy. Najpierw we wszystkich telewizjach mądre głowy zapewniają, że drużyna jest zmotywowana i na pewno wygra. Potem odbywa się mecz. Wraz z upływem czasu i puszczanymi golami miny ekspertów w studiu robią się coraz dłuższe. Potem końcowy gwizdek, piłkarze idą do szatni, wkurzeni kibice do domów, a w telewizjach eksperci tłumaczą, czego zabrakło: a to pomysłu, a to umiejętności, a to woli walki. Wszyscy wiedzą, że przede wszystkim zabrakło bramek, jak mówił pewien satyryk. Łapani przez kamerę piłkarze głupawo się tłumaczą. I zapewniają, że jeszcze nie wszystko stracone, że jest cień szansy i tak dalej. Nie rozumiem, na co liczyli ci wszyscy ludzie w kolorowych szalikach, zmierzający w mroźny wieczór na Stadion Narodowy. Czy naprawdę sądzili, że obecna polska reprezentacja jest w stanie wygrać z kimkolwiek? Może chociaż zdążyli do domu na czas, aby obejrzeć reklamę z polskimi piłkarzami w niemieckim samochodzie.
216
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze