PRZEGLĄD TYGODNIA DZIADKA PAŹDZIERZAKA
Święto Bożego Ciała rozpoczęło się dramatycznie dla pewnej gdańskiej posłanki PO. „Ołtarz na środku drogi rowerowej” – alarmowała na Twitterze. – „Z przyczepką i dwójką maluchów w środku byliśmy bez szans.” Trudno się nie zgodzić z taką oceną sytuacji. Jeśli ma się przeciwko sobie Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego razem wziętych, to rzeczywiście nieciekawie to wygląda. Swoją drogą to dziwne, że Stwórca i Zbawiciel świata uwziął się akurat na tę posłankę. Wygląda mi to na szerzej zakrojony spisek, w który zamieszani są co najmniej Mieszko I (gdyby nie chrzest, pani poseł mogłaby śmigać rowerem bez przeszkód) i Bolesław Bierut (zamiast zamknąć wszystkich księży, sam podobno chodził w procesjach).
Incydent z udziałem posłanki – cyklistki i pojawiającego się znienacka na jej drodze ołtarza wzbudził niemałe zainteresowanie internautów, którzy (niestety, nie zawsze życzliwie) komentowali jej wpis. Większości zainteresowanych umknął jednak fakt, iż oto na naszych oczach rozgrywają się sceny jak ze Starego Testamentu. Pamiętają Państwo oślicę Balaama, której ukazywali się aniołowie z mieczami? Oślica na widok Bożych posłańców zbaczała z drogi, narażając się na nieprzychylną reakcję swojego właściciela, któremu w końcu wygarnęła, co myśli o tej sytuacji. Nam przyszło obserwować nie oślicę, ale – ujmijmy to w ten sposób - poślicę, której prosta ścieżka (rowerowa) również została poplątana z powodu Bożych zamysłów.
Przy okazji widać wyraźnie, że świat idzie do przodu i nic nie zatrzyma postępu. Oślica Balaama wskutek stresujących przeżyć przemówiła po ludzku. Poślica z PO mówi już od dawna, mniejsza o to, czy z sensem, a do tego pisze na Facebooku i ćwierka na Twitterze. Prawda, że postęp?
***
Hanna Gronkiewicz – Waltz, z łaski Bożej, Donalda Tuska i lemingów prezydent Warszawy, zasłynęła ostatnio skutecznym przeniknięciem do Ogrodów Wilanowskich bez przykrej konieczności wydatkowania pięciu złotych na bilet. Jak wynika z relacji portaluwww.wpolityce.pl, pani prezydent zamierzała zwiedzać ogrody ze znajomymi, ponieważ jednak znajomi mieli wejściówki, a HGW nie, to przy bramie doszło do ciekawej wymiany zdań i poglądów z pracownikiem sprzedającym bilety. Kasjer zajął stanowisko rygorystyczno – formalistyczne, zgodnie z którym każdy, nawet pani prezydent, zobowiązany jest przed wejściem na teren ogrodów do zakupienia biletu wstępu, chyba że ma stosowną wejściówkę lub przysługuje mu prawo do wejścia bezpłatnego, zgodnie z obowiązującym regulaminem. Pani prezydent wyraziła natomiast pogląd, iż rzeczony pracownik może sobie schować swoje bilety, wejściówki i regulamin w buty, to będzie wyższy. Interpretując zapisy regulaminu mówiące o konieczności uiszczenia opłaty za bilet wstępu, pani prezydent zastosowała wykładnię celowościową, zgodnie z którą celem regulaminu jest łupienie zwykłych obywateli, a nie najwyższych władz samorządowych. Z pewną dezynwolturą podeszła również do wynikającej z Konstytucji zasady równości wobec prawa, interpretując ją w ten sposób, iż wprawdzie wszyscy są równi, ale niektórzy są równiejsi. Ponadto HGW zapoznała interlokutora z panującą w jego organizacji hierarchią służbową, sugerując włączenie do dyskusji jego przełożonych. Nie wiadomo, czy pani prezydent zreferowała kasjerowi trudną sytuację na rynku pracy, ze szczególnym uwzględnieniem nieciekawych perspektyw dla bezrobotnych - byłych pracowników kasy parku w Wilanowie. Jeśli nie, to być może kasjer będzie miał wkrótce okazję osobiście zgłębić to zagadnienie, gdyż – jak donosi portalwww.tvn24.pl– „po incydencie prezydent Warszawy zadzwoniła do ministra kultury, któremu podlega muzeum w Wilanowie i poinformowała go o tym, że w organizacji jest tam dużo do poprawienia.”
Dyskusja przy kasie zakończyła się uznaniem przez kasjera argumentów pani prezydent i wpuszczeniem jej na teren Ogrodów Wilanowskich, gdzie mogła bez przeszkód kontynuować zwiedzanie i obcować z kulturą wysoką.
Zajście obserwowali ponoć z zainteresowaniem obywatele czekający w kolejce do kasy. Dziwić może, że żaden z nich nie uiścił za panią prezydent owych spornych pięciu złotych. Wśród oczekujących byli zapewne mieszkańcy Warszawy, a ci powinni być już przyzwyczajeni do płacenia na HGW i jej ekipę.
***
Z okazji Dnia Dziecka najwyższe władze III RP przypomniały sobie o najmłodszych obywatelach. 1 czerwca Kancelaria Premiera, Pałac Prezydencki i Sejm zaroiły się od dzieci. Prawdopodobnie zdaniem polityków nie ma lepszego prezentu dla Państwa pociech niż spotkanie z Komorowskim, Tuskiem lub Kopacz. Na szczęście nie jest to póki co obowiązkowe.
Ciekawe, o czym rozmawiali z dziećmi pan prezydent, pan premier lub pani marszałek. Może o systemie emerytalnym i o tym, że jak dorosną, będą miały co najmniej po kilku emerytów na utrzymaniu? Albo o bezrobociu wśród młodzieży? Może o umowach śmieciowych?
Swoją drogą należy zauważyć, iż niektórzy dziennikarze szydzą ze wszystkiego. „W Kancelarii Premiera zakończył się okolicznościowy piknik z okazji Dnia Dziecka, w którym uczestniczył Donald Tusk” – czytamy na jednym z portali. – „Najmłodsi mogli na własne oczy przekonać się, jak pracuje premier”.
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/dzieci-u-premiera-prezydenta-i-w-sejmie,329764.html
***
Tymczasem Leszek Miller obsobaczył panią rzecznik z Kancelarii Prezydenta, która nieprzychylnie skomentowała jedną z jego ostatnich wypowiedzi. Młody wiek nie usprawiedliwia durnoty i niekompetencji, orzekł Miller. Dodajmy, że zaawansowany też.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)