Kraków może dać przykład. Niezadowolenie w miastach narasta

Redakcja Redakcja Sondaż Obserwuj temat Obserwuj notkę 5
Referendum, które doprowadziło do odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego, wywołało ogólnopolską dyskusję o kondycji samorządów. Najnowszy sondaż IBRiS pokazuje, że niemal połowa Polaków nie jest zadowolona z osób rządzących ich miejscowościami. Wyniki badań mogą zachęcić przeciwników lokalnych włodarzy do podejmowania prób organizacji kolejnych referendów. Taki zresztą jest plan prawicy w roku wyborczym.

Wpływ referendum w Krakowie na inne miasta

Kraków stał się pierwszym dużym miastem od lat, w którym mieszkańcy skutecznie odwołali urzędującego prezydenta miasta. W referendum aż 97,8 proc. głosujących opowiedziało się za odwołaniem Aleksandra Miszalskiego. Choć o wyniku przesądziło przede wszystkim przekroczenie wymaganego progu frekwencyjnego dzięki mobilizacji zwolenników PiS i Konfederacji, polityczne skutki głosowania są odczuwalne w całym kraju. Sukces inicjatorów referendum sprawił, że w wielu miastach zaczęto zadawać pytania o możliwość przeprowadzenia podobnych akcji wobec innych samorządowców.

Prawie połowa Polaków krytycznie ocenia lokalne władze

Jak wynika z sondażu IBRiS przeprowadzonego dla "Rzeczpospolitej” aż 49,1 proc. respondentów negatywnie ocenia sposób sprawowania władzy przez prezydentów miast, burmistrzów lub wójtów. Przeciwnego zdania jest 37,9 proc. badanych, którzy uważają, że lokalni włodarze dobrze wykonują swoje obowiązki. Jednocześnie aż 13,1 proc. respondentów nie miało w tej sprawie wyrobionego zdania.

Badanie wskazuje również, że największe niezadowolenie występuje wśród wyborców opozycji, mieszkańców najmniejszych miejscowości oraz dużych miast liczących ponad 250 tys. mieszkańców. Częściej niezadowolenie deklarują także mężczyźni.

Co ciekawe, część krytyków lokalnych władz nie widzi jednocześnie realnej alternatywy. Taką odpowiedź wskazało 25,4 proc. osób niezadowolonych z obecnych samorządowców. Badanie IBRiS zostało przeprowadzone metodą CATI w dniach 12–13 czerwca 2026 roku na reprezentatywnej grupie 1068 respondentów. 


Gdzie mogą odbyć się kolejne referenda? 

Po sukcesie referendum w Krakowie uwaga komentatorów skupia się na kilku dużych miastach, gdzie w ostatnich miesiącach pojawiały się inicjatywy referendalne lub głośna krytyka władz samorządowych. Wśród najczęściej wymienianych znajdują się m.in. Wrocław, gdzie przeciwnicy prezydenta Jacka Sutryka od miesięcy zapowiadają możliwość zbierania podpisów pod referendum, Tarnów, gdzie trwa polityczny spór wokół władz miasta, oraz Bytom, gdzie w przeszłości dochodziło już do prób odwołania samorządowców.

Aby referendum było ważne, frekwencja musi wynieść co najmniej 3/5 liczby wyborców uczestniczących w wyborze odwoływanego włodarza. Próg jest różny w każdym mieście. We Wrocławiu szacunkowo potrzeba ponad 100 tys. uczestników głosowania, w Tarnowie około 20 tys., a w Bytomiu około 25 tys. osób. To właśnie wymóg frekwencyjny jest najtrudniejszą przeszkodą dla organizatorów referendów. W wielu miastach inicjatorom udawało się zebrać podpisy i przeprowadzić głosowanie, jednak kończyło się ono fiaskiem z powodu zbyt małej liczby uczestników.  

Choć niezadowolenie z władz lokalnych deklaruje niemal połowa Polaków, skuteczne odwołanie prezydenta miasta czy burmistrza nadal należy do rzadkości. W ostatnich latach większość inicjatyw referendalnych kończyła się niepowodzeniem właśnie z powodu nieosiągnięcia wymaganego progu frekwencji. Wyjątkami w ostatnich dwóch latach są polityczne wstrząsy z Zabrza i Krakowa. 

Przykład Krakowa pokazuje jednak, że w sytuacji dużej mobilizacji społecznej oraz znaczącego kryzysu zaufania do władz lokalnych referendum może stać się realnym narzędziem politycznej zmiany.  

 

Fot. Krakowski magistrat/East News 

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj5 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka