Trudno oprzeć się wrażeniu, aby scenariusz występowania pojedyńczych posłów z PIS (każdego dnia ktoś inny - dzisiaj kolejna wycieczka jednoosobowa w postaci pani Cichockiej) nie był zaplanowany. Ma to oczywiście utrzymać w przekonaniu widza, że PIS się sypie z każdym dniem (można było wszak uzgodnić i wyjść hurtem jednego dnia) a w porównaniu z rezultatem PISu w wyborach (niezbyt porywającym ale i niezbyt kiepskim) i komentarzami w mediach platformocentrycznych - ma to wrażenie jeszcze wzmocnić.
Jeśli spojrzeć w ten sposób to słowa o "zaplanowanej i perfidnej akcji" jakie wypowiedział Kaczyński były uzasadnione. Nie jestem w stanie ocenić jednak kolejnej części zdania, czy gdyby nie ta akcja, to PIS byłby w stanie wygrać wybory (domniemuję, że to dość daleko posunięta hipoteza) czy jedynie odnotować wynik lepszy o kilka procent (zważywszy, że termin wywalenia JKR i EJ wybrał sam Prezes, choć Kluzik-Rostkowska usilnie nad tym pracowała - tutaj Prezes mógł się zdecydować wcześniej albo później - chyba, że trzeba było szukać usprawiedliwienia dla spodziewanego wyniku, co też jest prawdopodobne).
To co widać po kilku tygodniach od wymuszonej frondy, to fakt że powstawanie ugrupowania "Polska jest najważniejsza" odbywa się w taki sam sposób w jaki trochę odbywała się kampania Kaczyńskiego, ale widziana od dołu. Tutaj warto wrócić do wywiadu toyacha z wolontariuszem sztabu wyborczego Prezesa PIS.
Wybrałem dwie scenki:
To była chyba sobota. I wtedy okazało się, że ktoś wymyślił, że honorowy komitet, zamiast stać na scenie tuż za Jarosławem Kaczyńskim, zostanie stłoczony tuż przed sceną, za barierkami, w miejscu gdzie zazwyczaj stawia się młodzieżówkę. Przyszedłem na plac gdy była już masa ludzi, więc o tym nie wiedziałem ale powiedziano mi o tym na drugi dzień w sztabie. No więc oni wszyscy – jak mówię, profesorowie, artyści i inni – stali za barierkami, do których przyciskał ich zebrany na placu tłum. I pamiętam, jak właśnie wtedy sobie pomyślałem, że gdybym to ja był w takim komitecie, i gdyby mnie w taki sposób potraktowano, na kolejny już bym zwyczajnie nie przyszedł. (...)
I tak:
Ogólne wrażenie miałem takie, że nikt tu nie ma żadnego planu. Ciągle widziałem jakiś ludzi i posłów, którzy łazili po korytarzu i zaglądali do pokoi – jakby wszyscy wszystkich szukali. Drugie spostrzeżenie to takie, że tam w ogóle nie było osoby która wyróżniałaby się zdecydowanym działaniem. Brakowało dyrygenta.
Cytatów tego typu jest w rzeczonym wywiadzie więcej i można oczywiście potraktować to jako frustrację zawiedzionego wolontariusza, który - pełen zapału - włączył się w projekt, dostał po głowie i teraz zwala wszystko na kierownictwo (ilu to takich obserwowałem w firmie, w której pracuję - przychodzili świeżo po studiach, napakowani teorią - pierwszy kontakt z rzeczywistością powodował, że doznawali szoku, kolejne - że często rezygnowali twierdząc, że tego się "nie da naprawić").
Ale można spojrzeć z innej strony i dojść do wniosku, że organizacyjnie cała ta kluczowa w końcu impreza nie funkcjonowała optymalnie (żeby być delikatnym w słowach).
Gdy patrzę jak tworzy się nowy twór, mający ambicję wyrąbać sobie miejsce pomiędzy dwoma młyńskimi kamieniami w postaci PO i PIS, to odnoszę wrażenie, że ta druga interpretacja jest bardziej zbliżona do prawdy. Wybór nazwy ugrupowanie, bez reasearchu rynku pod kątem czy coś takiego już istnieje (ciekawe, jak KRS podejdzie do problemu dwóch stowarzyszeń o tej samej nazwie - z tego co wiadomo oba jeszcze nie są wpisane prawomocnie do rejestru - swoją drogą ciekawe czy sztab Kaczyńskiego czyli JKR nie zabezpieczył hasła wyborczego kandydata Kaczyńskiego pod względem prawnym i kątem jakiegoś numeru konkurencji?), czy dukane oświadczenia przez JKM, lewitację Poncyliusza, wykuty wiersz Słonimskiego przez Michała K. - to jest właśnie start nowego ugrupowania. W porównaniu nawet do takiego Palikota to oczywista mizeria.
A program? Przecież jeżeli koncepcja PIS light była gotowa a Prezes poszedł drogą twardogłowych ziobrystów to właściwie co stoi na przeszkodzie, aby dokument wyciągnąć z szuflady i pokazać? Chyba, że go w ogóle nie było - były tylko dworskie przepychanki, w których to ta druga frakcja okazała się w finale skuteczniejsza.
Za wcześnie na konkrety? Może i tak, ale wszystko wskazuję na to, że to Kaczyński zaskoczył secesjonistów a nie odwrotnie - i nie było żadnego planu B a wszystko jest lepione ad hoc. Czyli trochę wypisz wymaluj modus operandi z kampanii prezydenckiej.
I tak mamy prawie ugrupowanie, które chce być PIS-em z retoryką Platformy. Czy to jest pomysł na udany biznes? Jak zwykle czas pokaże, ale czas miłości mediów się skończy, kiedy zacznie się atak na PO (a coś takiego nastąpić musi, bo po co komuś partia opozycyjna walcząca z opozycją?). Na razie jest chyba szkielet, ale bez mięśni, które byłyby w stanie go napędzać. I bez lidera za którego dałoby się oskubać (za to z dworkiem całkiem niezłych ambicji).
Taka armia samych generałów...
toyah1.blogspot.com/2010/09/pawe-ta-kampania-to-bya-fikcja.html


Komentarze
Pokaż komentarze (7)