Na początek tzw. pytanie retoryczne: czy ktoś pamięta jeszcze o czymś taki jak "jesienna ofensywa legislacyjna rządu Donalda Tuska ad. 2010" (w poprzednich latach też były ofensywy):
7 września 2010 r.
W Kancelarii Premiera obraduje zespół rządowo-parlamentarny PO, który przygotowuje między innymi jesienną ofensywę legislacyjną Platformy Obywatelskiej. Zamierza ona przedstawić do końca października około 40 ustaw.
Wiceszef klubu PO Rafał Grupiński ujawnił wczoraj, że pierwsze projekty będą zaprezentowane już na pierwszym po wakacjach posiedzeniu izby. Pierwszeństwo mają propozycje ważne społecznie - ustawa o żłobkach, prawo wodne służby oraz reformujące szkolnictwo wyższe. PO zamierza poszczególne projekty prezentować co tydzień.
Po sprawach społecznych, do laski marszałkowskiej trafią projekty związane z finansami państwa i służba zdrowia. (1)
Mamy 2 grudnia 2010 r. (a więc kalendarzową jesień póki co...). I jaki jest stan prac nad ważnymi społecznie projektami? Ano mamy niekończącą się dyskusję jak tu rąbnąć OFE. Swoje ma do powiedzenia Michał Boni, swoje uważa minister Fedak, swoje wie minister Rostkowski. Swoje również mówi Donald Tusk, który ogłasza, że kompromis jest na wyciągnięcie ręki, że już (prawie) wiadomo co będzie i jak - ale status wydaje się ciągle taki sam jak przed miesiącem, dwoma itp. (czyli każdy mówi co mówił i nie chce ustąpić). Premier jest strasznie dumny z tej "wewnętrznej debaty", ale - jak zauważają ekonomiści - przydałoby się podjąć jakąś decyzję, a z tym Tusk od zawsze ma problem (jak się da lawirować, to trzeba to robić, jak długo można...).
Z OFE jest o tyle ciekawe, że każda opcja (czy ta Boniego czy ta Fedak) to jest bardzo poważna i kosztowna społecznie zmiana (i to wydaje się, w zupełnie złym kierunku czyli w stronę skoku na kasę obywateli a nie ograniczenia i racjonalizowania wydatków). Jak to pogodzić z zapewnienieniami Premiera, że reformy będą, ale bezbolesne? Pomijam już fakt, że potrzeba reform drastycznych, bo sytuacja jest nadzwyczajna i grozi nam przekroczenie konstytucyjnego progu ostrożnościowego (tym gorzej dla progu...). A u nas trwa chocholi taniec ministra Rostowskiego, by zmienić zasady rozliczeń, aby Polska jakoś tam się przemknęła pod barierą (swoją drogą nie pamiętam, aby rząd o coś tak walczył w Brukseli jak właśnie o legalizacji sztuczki księgowej, która by pozwoliła jakoś rządowi przezipać do wyborów 2011 r.).
Za to podjęte zostały inne reformy ważne społeczne polegające na zmianie stawki VAT (jak się podwyższa to jest zmiana, jak się obniża to jest to obniżka) a teraz przebąkuje się o zmianie składki rentowej (w nowomowie brzmi to "powrót do poprzedniej wysokości stawki" - jak zwał tak zwał, chodzi o kolejną podwyżkę danin na rzecz państwa).
Tak rządzić to umie chyba nawet partia Gamoni i Krasnoludków (mam nadzieję, że się nie obrażą...)
Dobrze, że chociaż po "jesiennej ofensywie" pozostał "zegar Balcerowicza".
(1) http://news.money.pl/artykul/zespol;po;szykuje;ofensywe;bedzie;40;ustaw,123,0,671611.html


Komentarze
Pokaż komentarze (34)