Jednego nie można odmówić obecnej ekipie, dzierżącej ster władzy w Polsce - największe sukcesy odnotowuję w odwracaniu głowy od spraw ważnych. Wymaga to oczywiście pewnego wysiłku i rząd krwi i potu ministra Grasia nie szczędzi, aby przekonać elektorat, że sprawy krytyczne dla państwo są nieistotne dla społeczeństwa a sprawy nieistotne - krytyczne.
Takie stwierdzenie o tematach zastępczych wyszukiwanych przez rząd nie jest oczywiście niczym odkrywczym. Wystarczy popatrzeć jakie sukcesy rząd usiłuję zapisać na swoję konto. Wzrost gospodarczy w okresie kryzysu Premier Donald Tusk bieże bohatersko na swoje barki, choć na pytania o konkretne działanie rządu, które przyczyniły się do tego stanu raczej odpowiedzi unika, oddając głos politologowi Jackowi Rostowskiemu (tak, tak - miniser finansów jest z pierwszego wykształcenia właśnie tej profesji), który - w ramach - debaty budżetowej potrafi przeczytać rocznik statystyczny lub "morduje" okulary Leszka Balcerowicza (to chyba on albo Rybiński skarżyli się, że ekspresja ministra Rostkowskiego jest conajmniej niebezpieczna dla otoczenia).
Inne sukcesy, z których dumny jest Premier są na miarę - nieumniejszając - wójta lub sołtysa. Gdzieś tam otwarto jakieś szkolne boisko, gdzie indziej skrzyżowanie, albo kawałek drogi. Przypomina to wszystko sytuację, gdyby lekarz ciężko rannemu w wypadku pacjentowi (z zatrzymaniem oddechu i akcji serca) bandażował skaleczony palec.
Już to samo w sobie nie jest wesołą perspektywą. Ale najgorsze wg mnie jest to, że ta taktyka działania rozlewa się na inne instytytucję państwa. Mamy więc sędziów, którzy pracują dwa dni w tygodniu (resztę niby poświęcają na czytanie akt - ale popytajcie jakiegoś aplikanta jak to wygląda w praktyce i ile jest przypadków, kiedy sędzia nie dokońca się orientuję o co chodzi w sprawie, a teksty rzucane stażystom typu "wydałem wyrok taki, czy ktoś ma pomysł na uzasadnienie?" nie uchodzą za rzadkość), policjantów którzy potrafią wypisywać przez półtorej godziny mandat jakiemuś hipisowi aby tylko jak najwięcej uszczknąć z parolu (zazdroszcząć często kolegom z samochodowego, którzy mają możliwość symulacji bardziej komfortowej - np. w Warszawie w nowych KIA CEED).
Takie przykłady można mnożyć - prokuratura udaje, że prowadzi śledztwo w wątku w sprawie ewentualnego zamachu w Smoleńsku, choć jak ona to robi skoro cały oryginalny materiał dowodowy jest w rękach tych którzy - gdyby mieli coś na sumieniu - raczej nie byli by zbyt wylewni aby tym faktem się chwali? Premier udaję, zaś że robi wszystko aby sprawę rozwiązać (czyli co?) po czym pytany o konkrety wystawia ministera Millera, który wydaję się zaskoczony że czegoś się od niego wymaga (więc ucieka w bezpieczną formułę, że wszyslko jest tajne - choć miało być jawne i ponoć w pełni transparentne).
Rację miał prof. Legutko pisząc, że oto nastał "czas wielkiej imitacji".


Komentarze
Pokaż komentarze (8)