dzida dzida
863
BLOG

O przewadze grajka nad pudłem rezonansowym

dzida dzida Polityka Obserwuj notkę 2

Aby jakiś koncert można było uznać za udany potrzeba zaistnienia kilku elementów naraz. Czasami tych elementów jest więcej niż kilka, bo gdy koncert jest wielki i z udziałem megagwiazdy formatu światowego to jest to operacja logistyczna przy której przerzucenie pociągiem polskiego batalionu spadochroniarzy (ktoś pamięta taki epizod z czasów wojny na Bałkanach?) to właściwie jak przeprowadzanie skautów na drugą stronę przez zamkniętą ulicę i to na zielonym świetle - ale zostańmy może przy najważniejszych elementach.

Po pierwsze - artysta. To podstawowa sprawa, bo dla niego przychodzimy na recital, dla niego stoimy w kolejce po bilety, to on jest na afiszach, to on jest osią przedstawienia. Już nawet repertuar czasami nie jest istotny, bo gdy taki grajek np. ma premierowy występ gdzie gra premierowe kawałki, to o tym czy jest to program słaby czy dobry będziemy mogli powiedzieć dopiero jak wysłuchamy występu.

Po drugie - instrument.Ważna kwestia. Pamiętam jeden z koncerów Jacka Kaczmarskiego, któremu ewidentnie nie stroiła gitara. Zmagał się z nią po każdej piosence, kręcił kluczami w międzyczasie konwersując z publiką, co wychodziło mu zupełnie niezłe i kłopot z instrumentem nie był zbyt rażący.

Po trzecie - nagłośnienie. Sprawa istotna, bo co po koncercie, którego nie słychać dalej niż w drugim rzędzie. Albo słychać słabo i niewyraźnie, bo jeden głośnik (ten po lewej) działa świetnie, ten po środku gorzej ale ujdzie, ale ten po prawej - wogóle nie spełnia swojej roli, tylko brzęczy coś mechanicznie i właściwie lepiej aby go nie było, bo nie dość, że pożytek z niego niewielki to jeszcze psuję przedstawienie, bo zagłusza pozostaje . Wymaganie dla nagłośnienia czy "pudła rezonansowego" jest aby rezonowało i niosło przesłanie barda do mas. Tylko tyle i aż tyle. Gwiazdą jest grajek, czasem jego instrument i element nagłośnienia nie może odstawiać alternatywnego koncertu. Koniec i kropka - co tu tłumaczyć?

***

Piszę o tym dlatego, bo gdy dzisiaj w "Antysalonie" Ziemkiewicz przypomniał jeszcze raz sławną już wypowiedź Premiera Tuska w sprawie raportu MAK po dramacie z 10 kwietnia, który - po miesiącach, świetnej, bezprecedensowej  współpracy polsko-rosyjskiej - okazał się być nie do przyjęcia,  to stanął mi przed oczami jeden z Szanownych Redaktorów, jednej równie Szanownej Gazety który to w programie publicystycznym Wielce Szanownej Telewizji, uspokajał wzburzony innego (zupełnie spokojnego zresztą) redaktora (z mniej szanownej gazety, ale takiej co jeszcze ujdzie), co to powiedział, że coś z tą współpracą z Rosją jest cokolwiek gorzej niż trwierdzi pan Premier i jego usta, które w wolnych chwilach piłują brzozy czy skrzydła samolotów rządowych (już nie pamiętam dokładnie nawet czy o to chodziło - mniejsza o dygresję bo się mi zdanie na cały akapit napisało).

Otóż - nie wchodząc w szczegóły - ten Szanownych Redaktor, z Szanownej Gazety stwierdził, że jest to zupełnie niemożliwe bo w interesie Rosjan jest wyjaśnić wszystkie okoliczności upadku Tupolewa rzetelnie (jak katastrofę "Kurska" czy zabójstwo Politkowskiej - chciałoby się dodać, ale nie podejrzewam, że Szanowny Redaktor o tym nawet pamiętał) i ogólnie Donald Tusk ma rację, a wszystko na co choćby spojrzał Macierewicz jest podejrzane.

"I co ty na to mądralo?" pomyślałem (ja tym razem) wtedy słuchając Premiera, który mówiąc sławetne już słowa na zmianę - a to badał stan swoich sznurowadeł, a to oglądał brukselskie żyrandole a to szukał słów aby nie wyszło za mocno.

Zaraz jednak przypomniałem sobie o roli jaką na każdym koncercie ma grajek (który wszak zawsze może zmienić repertuar), a jaką ma pudło rezonansowe.

I więcej już takie myśli mnie nie nachodziły...

dzida
O mnie dzida

Staram się pisać krótko. Nie zawsze wychodzi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka