Muszę się przyznać, że ostatnio słucham TOK FM rano dość często, a to z powodu tego, że jadąć do pracy lubię zająć czymś myśli (i wprowadzić się w pewien stan irytacji, który czasem pomaga mi skupić się na pracy). Robię to na zmianę z "Trójką", choć od czasu wyrugowania z prowadzenia Salonu Politycznego Michała Karnowskiego (zostały mu audycję we wtorek i czwartek) - wybór jest właściwie słaby, bo pomiędzy mdłym "Programem 3" a jeszcze bardziej beztreściowym TOK FM (głównie dlatego, że dobór gości w obu stacjach - takich którzy prawie we wszystkim się zgadzają - jest dla intelektu słuchacza upadlający).
Dzisiaj w "Poranku TOK FM" gośćmi Grzegorza Kozaka byli Paweł Lisicki ("Rzeczpospolita"), Jan Ordyński (TVP Info) i Tomasz Machała ("Polsat News"). Wśród poruszanych tematów - sprawa katastrofy z 10 kwietnia 2010
Jest w dyskusjach o Smoleńsku w tzw. poprawnych i wielce nieobciachowych mediach dla "młodych, wykształconych..." (co ja piszę...), kilka elementów, które zwracają zawsze moją uwagę.
Po pierwsze wysoki poziom emocjonalnego oburzenia - często dyskusja zaczyna się od odbębnienia "jazdy obowiązkowej" czyli zapewnieniu, że w żaden zamach nie wierzą, podejrzewanie Rosji o cokolwiek to jest rzecz niedopuszczalna, bo "głasnost" i "pierestrojka" itp. Potem dopiero - po takim uwierzytelnieniu prawomyślności - przystępuję się do udowadniania dlaczego PIS jest podły. I czynią to bynajmniej w języku rozedrganym od emocji (vide dzisiejszy Ordyński, czy Baczyński albo Lis - o Wołku już niewspominając).
Po drugie rozpaczliwy brak profesjonalizmu - poziom zestawiania faktów choćby w sferze intelektualnej, ogólna interpretacja możliwych scenariuszy, czy metodologi badania hipotez wypadków lotniczych jest na koszmarnie niskim poziomie. Wogóle wiedza mainstreamu na temat katastrofy właściwie nie wytrzymuję jakiejś poważniejszej dyskusji z kimś kto ma conieco inne zdanie (dlatego pewnie takiej dyskusji nie ma) i potrafi logicznie operować faktami.
Po trzecie głęboka niewiara, że TA władza (Polski i Rosji) może robić rzeczy podłe - jak wiadomo bowiem, całość podłości w polityce zagospodarował PIS i Prezes Kaczyński, co spowodowało, że potencjał spraw niecnych się wyczerpał i rządzą teraz ludzie o gołębich sercach.
Nie wiem co mógłbym radzić ludziom, którym wyjaśnienie katastrofy leży bardzo na sercu, aby hipotezę "udziału sprawczego osób trzecich" wciągnąć chociaż do poważnej dyskusji.
Mainstream na autorytety z dziedziny badania wypadków lotniczych jest głuchy (ma swoje, które wiedzą wszystko lepiej, nawet bez danych z FDR-ów i całej masy informacji), na ferment intelektualny jest nieprzygotowany (NTSB badał i w oficjalnych raportach umieszcza nawet hipotezy zestrzeleń samolotów przez UFO - jeśli pojawi się świadek, który coś takiego twierdzi), a wiedze na temat samej katastrofy czerpie od siebie nawzajem (stąd jest ona słabej jakości), fakty zaś niewygodne wypiera po prostu ze świadomości (czym zresztą się szczyci, że "w winę Rosji nie wierzy, bo to zbrodnia" jak raczył wyrazić się prof. Nałęcz).
Bo jak tu gadać z wyznawcami wiary w "wyłączny błąd pilota", "dobre chęci praworządnych Rosjan" i "rzetelny MAK" - którzy to wyznawcy potrafią przemawiać w temacie smoleńska jedynie w stanie religijnego uniesienia, charakterystycznego dla neofitów?


Komentarze
Pokaż komentarze (53)