dzida dzida
1364
BLOG

O spreadzie walutowym, słowo (Łukaszowi Warzesze)

dzida dzida Gospodarka Obserwuj notkę 15

Dzisiaj w radiowej "Trójce", w rozmowie komentatorów poruszano m.in. sprawę spreadów walutowych w bankach. Gośćmi komentującymi wydarzenia byli panowie Cezary Łazarewicz ("Polityka") i Łukasz Warzecha ("Fakt"). Przyczynkiem do dyskusji był projekt, autorstwa Waldemara Pawlaka, który ma pomysł, aby ten problem (dla konsumentów, nie banków rzecz jasna) załatwić w drodze ustawy, tj. odgórnie ograniczyć  wysokośćspreadów lub zmusić banki do umożliwienia spłaty kredytów po kursie NBP.

Dla porządku przypomnijmy czym jest spread: jest to różnica pomiędzy kursem kupna waluty (po jakiej udziela się Klientom kredytu w banku) a kursem sprzedaży waluty (po której Klient spłaca kredyt). Kurs kupna jest zawsze niższy niż kurs sprzedaży, m.in dzięki czemu Klient pożycza więcej waluty, niż gdyby to robił  po tym kursie po jakim spłaca a bank zarabia na różnicy pomiędzy kursem kupna i sprzedaży czyli właśnie spreadzie.

Np. gdybyśmy chcieli pożyczyć kwotę 300 000 PLN w walucie CHF (frank szwajcarski) w dniu 11.01.2011 r. w jednym z banków np. mBanku to pożyczylibyśmy kwotę 99 522,29 CHF (po kursie kupna z godz. 8:06 równym 3,0144 PLN za 1 CHF). Ale gdybyśmy chcieli od razu spłacić kredyt (wygraliśmy np. w LOTTO sporą kwotę) to oddalibyśmy bankowi równowartość 318 570,85 PLN co stanowi odpowiednik kwoty 99 522, 29 CHF, ale spłacanych po kursie sprzedaży (czyli 3,2010 PLN za 1 CHF). Bank jednym ruchem zarobił na nas ponad 18 tys. PLN.

Jak wyglądają obecnie różnice kursowe w poszczególnych bankach i w NBP? Posłuszmy się tabelą sporządzoną przez DGP:

Na czym według mnie polega największe zagrożenie związane ze spreadami (które nie jest prawie wogóle podnoszone w dyskusji publicznej - a przynajmniej bardzo rzadko)?

W mojej opinii poważnym problemem jest to, że nie spotkałem się z żadną umową bankową, w której wysokość spreadu byłaby precyzyjnie określona w umowie (ani kwotowo ani procentowo)! Najczęściej jest tylko odniesienie do tabeli kursów banku, która jak wiadomo może się zmieniać, a więc bank nie ma prawnej przeszkody, aby podnieść spread np. z 6% do 12% (bo może i będzie to zgodne z umową).

Aby nie być gołosłownym, poniżej daje dwa przykłady w jaki sposób banki "regulują" sprawę wysokość spreadów w umowach o kredyt hipoteczny:

MultiBank (grupa BRE Bank):

Raty kapitałowo odsetkowe oraz raty odsetkowe spłacane są w złotych, po uprzednim ich przeliczeniu wg kursu sprzedaży CHF z tabeli kursowej BRE Banku S.A. obowiązującego na dzień spłaty z godziny 14:50.

Bank Millenium:

W przypadku kredytu indeksowanego kursem waluty obcej kwota raty spłaty obliczona jest według kursu sprzedaży dewiz, obowiązującego w Banku na podstawie obowiązującej w Banku Tabeli Kursów Walut Obcych z dnia spłaty.

I jest to wszysko co jest w umowie na ten temat (a więc dokumencie, który wymaga zgodnego podpisu obu stron) - reszta w tabeli kursowej, której zmiana nie stanowi zmiany umowy.

A gdyby ktoś spróbował uregulować zapis próbując negocjacji z bankiem i doprecyzowanie klauzuli to można mu życzyć powodzenia. Sam mam taką próbę za sobą i od mojego banku dostałem taką odpowiedź (MultiBank z dnia 23 stycznia 2009 roku):

Informujemy, że kursy walut w tabeli BRE Banku S.A. uzależnione są od aktualnej sytuacji rynkowej. Z dniem 14.01.2009 r. MultiBank dokonał podwyższenia spready ze względu na duże wahania kursów walut. informujemy, że wysokość spreadu nie podlega negocjacjom.

Z tego co pamiętam, w 2009 roku MultiBank podniósł spread z 4% do 6% i z odpowiedzi jaką dostałem powinienem być wdzięczny, że nie podniósł do 8% albo 12% (bo algorytm jest tajny i nie do wglądu dla Klienta).

Takie zapisy budzą moje obawy co do tego, czy praktyka tak jest oby zgodna z prawem cywilnym. Kodeks Cywilny mówi, że przedsiębiorca nie może stosować w swoich umowach zapisów, które w sposób rażąco łamią interesy konsumenta:

Art. 385[1]. § 1. Postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nie uzgodnione indywidualnie nie wiążą go, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy (niedozwolone postanowienia umowne).

Jeśli więc konsument udowodni przedsiębiorcy, że dany zapis umowny łamie dobre obyczaje lub zapis tożsamy (czyli niekoniecznie identyczny ale podobny, który rodzi jednakowoż takie same skutki prawne) znajduje się w Rejestrze klauzul niedozwolonych, a więc stanowi tzw. klauzulę abuzywną, wtedy uznaje się, że ten zapis nieobowiązywał od samego początku, a wszystkie decyzje przedsiębiorcy (tutaj banku) podejmowane na podstawie tego zapisu powstały niezgodnie z prawem i konsumentowi (teoretycznie) przysługuję prawo do odszkodowania (choćby na mocy Art. 410 KC).

Co ciekawe zdanie te podziela również UOKIK (Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta), który wytoczył proces właśnie Bankowi Millenium (w kwietniu 2009 roku) przed Sądem Ochrony Konsumenta i Konkurencji (SOKiK) - 14 grudnia 2010 roku zapadł wyrok w tej sprawie w I instancji, w którym sąd przyznał rację UOKIK. Sprawa jest więc rozwojowa, bo wyroki SOKiK obowiązują wszystkich przedsiębiorców (a więc wszystkie banki również) i trudno oczekiwać, aby w tak ważnej sprawie Millenium nie złożyło apelacji.

Co do Łukasza Warzechy, którego nazwisko perfidnie przywołałem w tytule posta - redaktor sformułował tezę, z którą się trochę zgadzam i trochę nie zgadzam, bo uważam że kontekst dyskusji o spreadach był akurat trochę nietrafiony. Jeśli dobrze zrozumiałem, red. Warzecha powiedział zdanie, którego sens mniej więcej odczytałem tak, że większość banków w Polsce ma swoich właścicieli za granicą i takie praktyki, które stosują u nas raczej nie uchodzą w krajach, gdzie znajdują się ich centrale.

Z tezą tak postawioną w części się zgadzam (w tej która mówi o niesymetrycznym traktowaniu konsumentów w krajach Europy Wschodniej i Zachodniej - ale to już temat na oddzielną notkę), choć niekoniecznie w kontekście dyskusji o spreadach walutowych, głównie dlatego, że problem kredytów walutowych w dużej mierze... nie dotyczy społeczeństw krajów Zachodniej Europy, którzy zapożyczają się przeważnie w rodzimej walucie (czy to EUR czy GBP czy USD - w przypadku USA). Kredyty walutowe to zdecydowanie zjawisko występujące w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, które muszą utrzymywać wyższe stopy procentowe (od których zależy oprocentowanie kredytów) niż w Eurolandzie czy Szwajcarii - bo inaczej np. nikt mógłby nie kupić ich obligacji.

Zainteresowanych problemem spreadu zapraszam na forum www.nabiciwmbank.pl, gdzie te kwestie są dokładniej opisane (tutaj tylko sygnalizuję problem).

-------------------------

Autor jest analitykiem,  moderatorem i członkiem grupy zarządzającej ruchu konsumenckiego nabiciwmbank.pl. Przedstawione w notce stwierdzenia stanowią subiektywne poglądy autora.

 

---------------------

biznes.onet.pl/sokik-bank-millenium-stosuje-niedozwolone-klauzule,18543,4083357,1,news-detal

dzida
O mnie dzida

Staram się pisać krótko. Nie zawsze wychodzi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Gospodarka