Wszyscy emocjonują się tym, czy rząd Tuska odda sprawę raportu MAK pod ocenę międzynarodowego arbitrażu przy ICAO (na mocy Art. 84 i 85 Konwencji), bo w dniu wczorajszym wiceszef tej instytucji Morozow powiedział to, co jest oczywistą oczywistością - że dla niego sprawa jest już zamknięta. Tymczasem nie spotkałem prawie głosów, które zastanowiłyby się czy przyjęcie przez Premiera dziwacznej formuły dochodzenia w oparciu o dokument z 1944 r. wogóle taką możliwość stwarza.
A przesłanek ku temu, aby ICAO wogóle nie podjęło sprawy jest wg mnie kilka:
PRZESŁANKA 1: brak zasadności procedowania katastrofy Tu-154M pod Smoleńskiem w ramach konwencji chicagowskiej.
Do znudzenia można przypominać, że de iure w świetle zapisów Art. 3 konwencji katastrofa smoleńska nie powinna być badana w oparciu o ten dokument. Art. 3, który mówi wyraźnie w punkcie A.
a). Niniejsza Konwencja stosuje się wyłącznie do cywilnych statków powietrznych, nie stosuje się zaś do statków powietrznych państwowych.
A potem punkt B:
b) Statki powietrzne używane w służbie wojskowej, celnej i policyjnej uważa się za statki powietrzne państwowe.
Bez względu na kalambur słowny typu samolot wojskowy, lot cywilny, konwencja określa do których statków stosuję się na zasadzie wyłączności postanowienia konwencji i są to wyłącznie cywilne statki.
Jeżeli więc strona polska (a właściwie rosyjska - rząd Tuska właściwie był w tej sprawie bierny, ograniczając się do żyrowania ustaleń MAK) wprowadza taką interpretację to trzeba uznać, że istnieją następujące kategorie statków powietrznych:
- statki cywilne
- statki państwowe
- statki państwowe w służbie cywilnej
- statki cywilne w służbie wojskowej (chyba też, co?)
Przy takiej kwalifikacji i tak konwencja ogranicza się do na pewno do grupy 1 i ewentualnie grupy 4 (słowo WYŁĄCZNIE).
Wczoraj minister Sikorski w TVN24 (na pytanie Moniki Olejnik, dlaczego przyjęto konwencję chicagowską) odpowiedział, że obowiązywała ona niejako automatycznie, z mocy prawa.
Tak panie ministrze, zgoda - ale TYLKO dla statków cywilnych.
PRZESŁANKA 2: brak oficjalnego dokumentu uzgadniającego wybór konwencji chicagowskiej
Wczoraj na konferencji powiedział o tym Premier Tusk (a właściwie został "zastrzelony" pytaniem przez red. Stankiewicza z "Newsweeka"). Tusk przyznał, że nie ma żadnego oficjalnego dokumentu ustalającego wybór konwencji chicagowskiej - nie zrobiono tego w dniu katastrofy ani przez 9 miesięcy trwania dochodzenia! (tak to zrozumiałem).
W takiej sytuacji ICAO może uznać, że nie mają umocowania aby się sprawą zajmować, a ustalenia że akurat procedowano wg tego dokumentu są bilateralne i ich nie obowiązują.
PRZESŁANKA 3: lądowanie odbywało się na lotnisku wojskowym
.... i wg procedur wojskowych, bo kontrolerzy nie mieli ani uprawnień cywilnych wymaganych przez ICAO, komunikacja odbywała się w języku rosyjskim a nie angielskim - a ogólnie wszystkie dokumenty są tajne, bo wojskowe i Rosja je zabetonowała - a więc nic tu po ekspertach ICAO, wyspecjalizowanych w cywilnym prawie i cywilnych procedurach.
Koniec i kropka.
***
Pewnie powodów można znaleść więcej - nie jestem prawnikiem specjalizującym się w prawie międzynarodowym - , ale chciałbym usłyszeć dziennikarza, który zada Premierowi pytanie o plan C (już nawet nie B) w przypadku takiego scenariusza.
Wczoraj na konferencji Tusk mówił, że zamiast emocji woli planować kolejne posunięcia. Idę o zakład, że MAK i Rosjanie w planowaniu biją go na głowę.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)