Gazeta Wyborcza (17.01.2011):
Wydaje się, że od momentu, gdy kpt. Arkadiusz Protasiuk wypowiedział komendę: "Odchodzimy" do chwili katastrofy było dość czasu do wyprowadzenia samolotu - ocenił wiceprzewodniczący polskiej komisji badającej wypadek Tu-154M płk Mirosław Grochowski.
Poinformował również, że ekspertom udało się odczytać wcześniejszą wypowiedź: "Nic nie widać", nie wiadomo jednak, kto wypowiedział tę uwagę. Słowa te padły mniej więcej sekundę przed komendą kapitana Protasiuka "odchodzimy". (...) W czym to pomoże w wyjasnieniu przyczyn katastrofy? Odczytane słowa z kokpitu Tu-154M świadczą, że pilot nie chciał lądować "za wszelką cenę" - jak twierdzi raport MAK. Pilot chciał najprawdopodobniej odejść na drugi krąg nad lotniskiem. Nie zdążył wykonać manewru - wynika z uwag polskiej komisji do rosyjskiego raportu. Dlaczego nie zdążył? Na razie nie wiadomo.
***
Cóż więc stać się mogło?
Najprostsza odpowiedź jest taka, że coś złego stało się z maszyną. Wieloletni pilot Tu-154M kpt. J. Więckowski kiedyś mówił, że miał taki przypadek, że rozsypał mu się silnik nr 2 w Paryżu (potem już go do TVN24 nikt nie zaprosił i udzielał się tylko w "ND" czy "GP" identycznie jak z płk. Pietrzakiem - na scenę wszedł kpt. Gruszczyk, który zawsze wie dobrze co można i co trzeba powiedzieć). Ale w awarię nie wierzy ani MAK (bo certyfikował sprzęt - pewnie dlatego), ani Klich (pytanie skąd to wie - bo mu tak Rosjanie powiedzieli zapewne...). Czy Polacy to przebadali na podstawie ATM-QTR - nie wiem.
Mogł też nawalić opcja uchod (chyba, że działa tylko przy ILS ale tego nikt nie jest w stanie powiedzieć - będą testować "102" na tą okazję). Ale awaria to awaria.
Druga sprawa to oczywiście dalej błąd ludzki, ale podejrzewać, że załoga nie potrafiła zwiać znad lotniska z wysokości 100 m.... Coś słabo (ale oczywiście wszystko można wymyśleć - jak kpt. Gruszczyk i jego brak reakcji na TAWS, który wyłby nawet gdyby lądowali w słoneczne popołudnie na środku pasa - Siewiernyj po prostu nie znajduję się w mapach systemu). Chyba, że kłamią polscy specjaliści z Krakowa - ale po co i na czyje zlecenie - wszak w spiski nie wierzymy, bo to oszołomskie? ;-)
A jak wykluczy się awarię i załogę to co pozostaje?
***


Komentarze
Pokaż komentarze (9)