Ujawnione dokumenty z przebiegu dochodzenia w sprawie Smoleńska (głównie "raport" MAK i działania polskiej strony) pozwalają trochę pełniej spojrzeć na pojawiające się teorie tzw. udziału osób trzecich w wydarzeniach z 10 kwietnia 2010 r. A tych teorii - bardziej lub mniej wiarygodnych - pojawiło się w sieci kilka.
Dla niektórych samo dopuszczenie myśli o zamachu (spisku) jest nie do przyjęcia i powoduję skowyt lub w najlepszej sytuacji odesłanie do specjalisty psychiatry. Trochę to dziwne, bo są to często ci sami ludzie, którzy bez mrugnięcia okiem łykali inne dość spiskowe teorie (np. samobójstwie pilotów pod naciskiem śp. Prezydenta) - co do których potwierdzenia było jeszcze mniej twardych dowodów.
Nie wiem skąd się bieże ta niemożność choćby teoretycznych rozważań (domyślam się, że jest to mix kilku czynników - fascynacji obecną obsadą Kremla, słabości charakteru i jakimś resecie pamięci, który każe nie pamiętać Czeczenii, Politkowskiej, Litwinienki czy Juszczenki), ale generalnie coś takiego można zaobserwować okiem nieuzbrojonym.
Chciałbym powtórzyć jeszcze raz - dla mnie osobiście wersja świadomego udziału osób trzecich jest prawdopodobna tj. dopuszczam taką możliwość. Po pierwsze - dlatego, że są ku niej potencjalne przesłanki i motywy, po drugie - że nie została wykluczona, po trzecie - bo mamy doczynienia z Rosją, która do takich spraw podchodzi trochę inaczej niż Zachód (tj. traktuję je jako pewien element uprawiania polityki), po czwarte - na dzień dzisiejszy nie wiemy nawet w jaki sposób bada się tą teorię, skoro większość dowodów jest w rękach tych, którzy mogą być potencjalnie podejrzani, po piąte - zachowanie Rosjan (tj. zabetonowanie sporej części dowodów i położenie łapy na źródłach), wskazuję na to że nie są zainteresowani, aby pewne okoliczności dotarły do opinii publicznej.
Nie mam ambicji, aby roztrząsać niuanse każdej z teorii zamachu, ale pewną systematykę i oszacować spójność (subiektywnie) każdej z nich mogę. I spróbuję.
Generalnie teorię, które spotkałem można podzielić po pierwsze na to, kto mógłby być potencjalnym sprawcą. W grę wchodzą:
a/ spisek polski
b/spisek rosyjski
c/ spisek polsko-rosyjski (czy rosyjsko-polski).
Nie spotkałem się z teorią, która mówiłaby o potencjalnym sprawcy innym niż ci wymieniemi wyżej. Proszę się też nie oburzać, gdy używam słowa spisek, gdyż całkiem niemało wydarzeń i przewrotów politycznych na świecie to efekt zmowy lub innych niezbyt eleganckich czy legalnych działań (i nie mówię tutaj o zamierzchłych czasach). Później, po latach oczywiście nie jest łatwo tego dowieść, bo istotą inteligentnego spisku/zamachu jest to, że nosi on znamiona wydarzenia pospolitego (no chyba, że ktoś strzela lub podkłada bombę). Rzeczą oczywistą jest, że w interesie spiskowców jest odwrócenie uwagi i zdjęcie podejrzeń.
HIPOTEZY I TEORIE:
1. AWARIA-SABOTAŻ
Teoria ta zakłada, że w trakcie remontu Tu-154M nr 101 w Samarze (lub też na lotnisku w Polsce - przy opcji spisku polskiego) zamontowano urządzenie (mechanizm), który uruchomiony w odpowiednim momencie spowodował katastrofalną w skutkach awarię. Może to być zarówno wadliwe urządzenie nawigacyjne, blokada steru, blokada przycisku "uchod" lub cokolwiek bardziej wymyślnego (z naciskiem właśnie na to czego nie napisałem).
Moja ocena: teoria ta jest z technicznego punktu wiedzenia możliwa, niemniej conajmniej skomplikowana. Zamocowanie urządzenia w samolocie typu "101" wiąże się z ryzykiem, że w trakcie kontroli kontwywiadowczej taki sprzęt zostanie wykryty. Zresztą trzeba by dość poważnie pomyśleć o tym, w jaki sposób taka "awaria" nie odciśnie swojego śladu na rejestratorze crashowym. A nawet gdyby udało się w jakiś sposób wymazać ten parametr (albo po prostu tak skalibrować rejestrator, aby akurat tego parametru nie zarejestrował) to pozostają jeszcze rejestratory tzw. szybkiego dostępu (eksploatacyjne). Ale znów - można liczyć, że zostaną one zniszczone - co przy katastrofie lotniczej jest założeniem "na dwoje babka wróżyła". Innymi słowy - trochę ryzykowne. Ale niewykluczone i nie pozbawione sensu.
2. UPROWADZENIE NR 101 I WIELKA INSCENIZACJA
Teoria ta zakłada, żę lot PFL 101 został uprowadzony, załoga wraz z pasażerami uprowadzona, a na lotnisku w Smoleńsku rozbito nr 102 (lub nie tyle rozbito, co przetransportowano pod osłoną mgły trochę wcześniej). Tymczasem pasażerowie zostali zgładzeni w innym miejscu, a potem ich zwłoki podrzucone na miejscu pobojowiska. W myśl Autorów tej teorii obecnie w siłach PSP lata przemalowana 101. Głównymi dowodami na potwierdzenie tej hipotezy jest tzw. film Koli oraz trudne do zweryfikowania wypowiedzi (np. o samolocie polskiego Prezydenta stojącego bez kół na pasie) albo zaginiony czas na stenogramach z CVR-a. Więcej szczegółów na blogu @El Ohido Silduro.
Moja ocena: nie wchodząć w szczególy - teoria ta ma wg mnie kardynalną wadę. Jest po prostu ... zbyt skomplikowana.
Zaczynając od najłatwiejszego czyli transportu szczątków nr 102 - dokonywania takiej operacji pod osłoną nocy (mgły) nie może po prostu obejść się bez ryzyka niepotrzebnych świadków. Nr 102 trzeba by gdzieś zachomikować do czasu przylotu delegacji Prezydenta RP, a przecież 3 dni wcześniej było niezłe zamieszanie.
Ale to i tak nie najłatwiejsze zadanie. Trudniejsze jest uprowadzenie maszyny Prezydenta. Tutaj wiele rzeczy może pójść nie tak - od monitoringu takiej przez służby w Polsce, poprzez fizyczną eliminacje np. ochrony osobistej (dla specnazu to drobiazg, ale zostawia ślady - a co jak co ale, ani "Alfa" ani "Wympieł" do bardzo chirurgicznych operacji chyba się nie nadają - i nie wiadomo czy 101 po takiej operacji nie wymagałaby gruntownego remontu).
Potem kłopotów jest co nie miara. Trzeba zmasakrować ciała pasażerów, aby upozorować wypadek (no bo raczej nie da się tego zrobić kolbami), przewieść je na miejsce katastrofy. A co jak uprowadzenie się nie uda a na lotnisku pod Smoleńskiem będą już znoszone resztki 102? No i jakiś ciekawski znudzony członek delegacji zabłądzi? Innymi słowy - teoria nie na rosyjskie standardy.
Zbyt duże ryzyko, za dużo fatygi, niemożliwe rozrysowanie szczegółowego scenariusza ze względu na mnogość niewiadomych, za dużo osób zaangażowanych w spisek - czyli potencjalnych przecieków.
3. ROSYJSKA RULETKA
Teoria ta polega na tym, że specjalnie wywołano słabe warunki atmosferyczne (lub wykorzystano okazję, że takowe rzeczywiście były) a następnie dopuszczono do lądowania Tu-154M, podając im fałszywe namiary w myśl zasady rządzącej "rosyjską ruletką" czyli "a nuż się uda".
Moja ocena: teoria ta ma bardzo zasadniczą zaletę i dość zasadniczą wadę. Zaletą jest prostota rozwiązania, praktycznie nie do wykrycia - zawsze można powiedzieć, że bano się skandalu dyplomatycznego, ale ci piloci złamali wszelkie zasady. O planie spisku wiedziało by raptem kilka osób, więc możliwość przecieku byłaby marna.
Co więcej - w spisku nie musieli by brać udziału nawet kontrolerzy ze Smoleńska (wystarczyło wyskalować im sprzęt w taki sposób, że nawet by nie wiedzieli, że uczestniczą w jakiejś operacji - a jak nie to wydać rozkaz i koniec pieśni). Innymi słowy chodzi o to by stworzyć warunki, aby maksymalnie uprawdopodobnić możliwość nieszczęścia, a potem liczyć, że się uda.
I tu dochodzimy do wady tego rozwiązania - po prostu szansa, że nic z tego nie wyjdzie są równie duże, a więc nie ma 100% gwarancji. Trzeba by wtedy zdjąć maszynę za pomocą dodatkowego środka np. ręcznego zestawu plot albo bomby umieszczonej na pokładzie. To czyni operację bardziej ryzykowną, nie tylko ze względu na wykrycie środków wybuchowych, ale i konieczność "zaproszenia" do przedsięwzięcia innych osób (w tym ekipy z Polski - w przypadku umieszczenia ładunku na pokładzie, choć i tutaj można umieścić niewielki ładunek np. w gaśnicy pokładowej i konia z rzędem czy znajdzie ktoś tak skonstruowaną bombę - jeśli nie będzie specjalnie szukał).
4. FAŁSZYWE NAPROWADZANIE ZA POMOCĄ DODATKOWYCH RADIOLATARNII
Teoria podobna jest nieco do hipotezy opisanej powyżej. Dodatkowym elementem jest umieszczenie mobilnych środków radiolokacyjnych, połączone z zakłócaniem pokładowych przyrządów nawigacyjnych (GPS).
Moja ocena: o teori tej bardzo dużo pisał @ndn2010 i muszę powiedzieć, że jest to najbardzej spójna pod względem technicznym, dowodowym i zdroworozsądkowym hipoteza. Kto chciałby poznać szczegóły - zapraszam na bloga ndb2010. Ja mogę ją ocenić z trochę innego punktu wiedzenia.
Otóż - taka hipoteza ma sporo zalet. Po pierwsze - zakłócenia przyrządów pokładowych nie tak łatwo wykryć (trzeba wiedzieć czego szukać), a w połączeniu z założeniem że dochodzenie będzie prowadzić na źródłach strona rosyjska - staje się to podwójnie trudne.
Po drugie - ilość dokumentów, których Rosjanie nie przekazali stranie polskiej (mówimy tutaj o materiale źródłowym a nie jakiś kopiach) jak np. odczyty pracy radaru lotniskowego, czy brak informacji o różnicach w wyposażeniu lotniska pomiędzy 7 kwietnia a 10 kwietnia może być spowodowany np. tym że potencjalnie dodatkowe środki naprowadzania z 7 kwietnia mogły wystąpić 3 dni później w zupełnie innej roli. Nie wiadomo też czy kontrolerzy naprowadzali samolot błędnie czy radar lotniska również był w jakiś sposób zakłócony a załoga wieży podawała informacje w miarę prawdziwe. Po prostu brak podstawowych źródeł informacji.
Dodatkowo jest coś dziwnego nie tylko w stenogramach z kokpitu (nie zgadza się wysokość maszyny z długością sygnału bliższego markera), ale nie wyjaśniona jest również sprawa awarii sieci energetycznej, niestabilnej pracy NDB o czym mówił również i Wosztyl. "Rzetelny" raport MAK jest w tej sprawie wyjątkowo ... dyskretny. Poza tym takią operacje można przeprowadzić relatywnie szybko i w sposób dyskretny.
A że wojsko posiada możliwości mylenia radarów to rzecz bezsporna - inaczej w jaki sposób bronić się przed pociskami sterującymi np. do niszczenia naziemnych środków radiolokacyjnych. Przecież lotnisko to nie samolot i uniki niewchodzą w grę.
5. BOMBA TERMOBARYCZNA
Teoria ta mówi o tym, że na pokładzie maszyny zamontowany był miniaturowy ładunek paliwowo-powietrzny (w jakimś niewzbudzającym podejrzenia elemencie wyposażenia np. we wspomnianej gaśnicy), który został odpalony w odpowiednim czasie z odpowiednim skutkiem.
Moja ocena: teoria ta została postawiono w momencie, gdy świat obiegły zdjęcia i relacje świadków (tych których można założyć, że są w miarę wiarygodni - nie łapie się pod to raczej strażak-meloman), którzy widzieli stopień zniszczenia Tupolewa po przyziemieniu.
Pojawiły się wątpliwości, czy tak koszmarne zniszczenia mogły powstać po uderzeniu maszyny z tak małej wysokości i relatywnie niewielkiej prędkości. Podejrzenia wzmocnione zostały jeszcze po publikacjach wstępnego raportu MAK, w którym napisano, że na ciała ofiar działały przeciążenia rzędu 100g, co specjaliści od dynamiki uznają za dane conajmniej przesadzone. Gdy doda się do tego sposób potraktowania zwłok pasażerów (brak dokumentacji sekcyjnej, zamknięte trumny), podejrzenia te zostały spotęgowane obawami czy przypadkiem Rosjanie nie są zainteresowani, aby ktoś nie wpadł na pomysł badania zwłok pod kontem wybuchu ładunku termobarycznego (obecność "efektu motyla" w płucach - kto nie wie o co chodzi zapraszam na blog @Starego Wiarusa). Ktoś inny jeszcze wypatrzył krater na zdjęciach satelitarnych i całość nabrała (pod względem technicznym) wiarygodności na tyle, że wg mnie warto sprawę przebadać.
Potem wyciągnięte zostały zdjęcia innych maszyn które "lądowały" w lesie (ostatnio - @zagłoba) i porównane z tym co zostało z naszej "tutki" oraz brzozą, której wielkość Jan Osiecki mierzył laserem firmy Bosch. No i wątpliwości pozostały.
Co do tej teorii - mam tak zwane mieszane uczucia. Rzeczywiście, demolka maszyny jest makabryczna. Z drugiej strony argumenty strony przeciwnej (nie tyle MAK co dyżurni eksperci - niektórzy nawet trochę mniej wiarygodni niż sami Rosjanie), że lądowanie na plecach to zupełnie co innego jak "normalne" przyziemienie. Zresztą ostatnie sekundy lotu zostały w prezentacji MAK potraktowane w sposób niezwykle oszczędny (co jest dość interesujące). Mi osobiście trudno się wypowiedzieć, gdyż nie znam żadnego modelu niszczenia maszyny w locie odwróconym - te które widziałem, testujące sposoby rozwiązania problemu zagrożenia jakie niesie dla pasażerów pożar paliwa - kończyły się kontolowanymi crashami, ale w pozycji do lądowania.
Nie rozstrzygam sprawy, czekam (chyba trochę naiwnie) na wynik pracy specjalistów (strona polska radzi się w tej sprawie m.in. FBI).
***
Na koniec dodam, że najbardziej bezsensowne są hipotezy zamachu, nad którymi w prześmiewczy sposób znęcają się redaktorzy z "Wyborczej" czy "TOK FM". Nie występują one jednak często samoistnie w przyrodzie, ale są nieraz elementem wyobraźni redaktorów (np. zestrzelenie samolotu rakietą z ziemi - to akurat Tomasz Nałęcz ale zrezonowany przez "GW").


Komentarze
Pokaż komentarze (46)