Dlaczego w telewizjach tzw. głównego nurtu (TVN, Polsat i odzyskana TVP) prawie wogóle nie dochodzi do prawdziwej debaty ekspertów na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej? I nie mam na myśli tylko dyskusji tzw. dyżurnych ekspertów, którzy mają akurat takie samo zdania i nie ma między nimi sporu tylko wzajemne nakręcanie się i potakiwanie.
Pamiętam pierwsze dni po katastrofie, gdy do programów telewizyjnych zapraszali byli ludzie, którzy coś tam z lotnictwem kiedykolwiek mieli doczynienia. Popyt na specjalistów i specjalistów od lotnictwa był wtedy tak duży, że trudno było o to, by się z kimś umówić. W takich sytuacjach dziennikarze dzwonią wtedy do tych, których namiary mają i zapraszają. Nic nadzwyczajnego ani odkrywczego.
Nie inaczej było i tym razem. W TV brylowali ci co zawsze - Łuczak, Sobczak, Zalewski (ten pan do czasu...), Hypki (w tezach swoich szybki - jak mówią złośliwi z branży), Czempiński (ma licencję pilota, więc się nadaję), kilku pilotów cywilnych o dość strawnej aparycji. No i oczywiście trwało wielkie polowanie na pilotów Tu-154. Zanim więc odkryto kpt. Gruszczyka (prywatnie członek rodziny Justyny Pochanke - który stał się dyżurnym ekspertem TVN24) zdażyło się, że u Rymanowskiego wystąpił kpt. Janusz Więckowski, który miał conajmniej inne zdanie niż pozostali. Teraz już nie przychodzi. Wcięło też kpt. Pietrzaka, po tym jak zaczął mieć chyba wątpliwości czy pakowana do głów narracja TVN i GW jest aby w 100% prawdziwa.
Zastanawiające jest to, jak szybko zaniechano debaty na temat tej katastrofy - tej debaty której i tak prawie nie było. Czy ktoś pamięta program w TV, w której wystapiłoby dwóch ekspertów o różnym poglądzie na sprawę 10 kwietnia? A przecież środowisko lotnicze jest w sprawie Smoleńska podzielone (jako modelarz lotniczy oraz amator awiacji, posiadający kilku znajomych tu i tam - np. w PANSIE - coś na ten temat wiem).
Tymczasem stworzono cieplarniane warunki dla tzw. "dyżurnych ekspertów". Taki gość zaproszony w charakterze specjalisty (wraz ze swoim kolegą o tej samej wizji) może wcisnąć każdy kit, postawić każdą tezę, gdyż znajduję się w komfortowej sytuacji - nie skontruję go ani dziennikarz ani współrozmówca. No bo kto podskoczy ekspertowi? Jest to bardzo wygodna sytuacja, bo daje możliwość budowania wizerunku takiego człowieka (rozpoznawalność w mediach), co może mieć później przełożenie na konkretną sprzedaż tego lub owego periodyku. Wszystko to bez weryfikacji prawdziwości jego tez.
Nie spotkałem też (prawie) żadnego dziennikarza TV, który dokonałby wobec takiego eksperta na wizji prostego zabiegu (którego nie szczędzi politykom) - tj. zestawił jego słowa z różnych okresów, z tym co wiemy dzisiaj lub co taki ekspert mówi dzisiaj (a ekspert zawsze mówi w tonie graniczącym z pewnością, choć - jak ma trochę oleju w głowie - powinien zawsze zostawić sobie furtkę, aby się potem móc bezpiecznie wycofać).
A kilku ekspertów wypowiadających się zaraz po katastrofie grzeszyło ciężko nadmierną gadatliwością i pochopnością formułowanych wniosków, na których poparcie mieli tylko to co mówili Rosjanie na spółkę z MAK. A to trochę słabo - choćby w temacie tzw. krytycznej analizy wiarygodności źródeł.
Nie ma co - ekspert lotniczy to ma klawe życie. W telewizji przynajmniej.
Cóż się więc dziwić, że brak polemiki ekspertów zastępuję naparzanie się w tym temacie polityków, którego czasem ciężko słuchać? Skoro w TV króluję propaganda, a życie nie znosi pustki - to skąd te zdziwienie?
***
Autor również jest ekspertem, ale w trochę innej branży.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)