Tomasz Arabski. Fot. Wojciech Grzedzinski
Tomasz Arabski. Fot. Wojciech Grzedzinski
dzida dzida
609
BLOG

Arabski musi zostać?

dzida dzida Polityka Obserwuj notkę 3

Jaki sygnał wysłałby w swoje chwiejące się szeregi Donald Tusk dymisjonując ministra Arabskiego, który z taką determinacją bronił swojego superiora na konferencji w Izraelu? Pewnie taki, że "szef za lojalność wywala z roboty". A takich zawiedzionych polityką premiera chętnie przygarnie Grześ Schetyna, potwornie upokorzony historią z listami do parlamentu, które są być albo nie być dla tych co obecnie rządzą (a nie jakieś tam reformy i jakieś tam dobro kraju).

Tusk ma kłopot z Tomaszem Arabskim.

Z jednej strony jest to jeden z najwierniejszych żołnierzy Donalda, można powiedzieć - jego przedramię, i to zapatrzone w swojego pryncypała jak zakochana nastolatka. Mało już takich w Platformie ma premier, bo część jest w obozie Marszałka sejmu, część przygarnął do spółdzielni Grabarczyk, który co prawda gra na razie w drużynie Tuska, ale ile będzie to trwało?

Z drugiej strony Arabski najzwyczajniej w świecie przedobrzył. I nie dlatego, że wziął za twarz namolnego dziennikarza, ale dlatego że zrobił to w sposób tak idiotycznie nieroztropny, nie liczący się z konsekwencjami. A wiadomo, że na dworze Tuska rządzi "prawo PR-u", czyli można robić rzeczy wątpliwe, ale tylko wtedy gdy nie ucierpi na tym wizerunek szefa, który jest posłańcem tylko dobrych wiadomości (dlatego zresztą tak mało go ostatnio w TV - odnalazł się w Norwegii, gdzie chciał się ogrzać trochę w blasku sukcesów Małysza i Kowalczyk).

Z trzeciej strony minister Arabski odpowiadający za flotę rządową, ponosi odpowiedzialność za to co wydarzyło się 10 kwietnia. I - jesli miałbym prognozować komu prokuratura może postawić zarzuty - to obok Klicha jest to właśnie on (o ile oczywiście TA prokuratura jest w stanie strzelić w kogokolwiek powyżej jakiegoś Dyrektora czy Podsekretarza Stanu). Jego dymisji bardzo mocno domaga się PIS. A skoro (póki co) obroniliśmy Klicha to dlaczego mamy poświęcić Arabskiego? Przecież Tusk sam mówił, że opozycja nie będzie mu dyktować składu współpracowników...

***

Kłopot polega na tym, że Arabski - właśnie jako szef Kancelarii - uczestniczył w wielu dość poufnych naradach (jak choćby ta po katastrofie smoleńskiej) i zna sporo tajemnic gabinetowych ruchów. A jak to w każdej quasi-feudalnej organizacji bywa - za wierność i lojalność wasal wymaga od feudała ochrony i protekcji.

Jak zachowa się Arabski, gdyby Tusk go przekreślił? Czy zacznie wysyłać synały, że on sporo wie i broniąc się będzie chciał się podzielić tą wiedzą? Innymi słowy czy zachowa się jak pokerzysta-szantażysta, a gdyby Tusk się nie przeląkł - przejdzie na pozycję porzuconej nastolatki, która swoją dawną, zawiedzioną miłość będzie darzyła teraz niekłamaną nienawiścią?

A może będzie siedział cicho, czekając na to, że szef znów go podholuję - może na mniej eksponowane stanowisko, ale pozwalające nieźle żyć? Pod warunkiem, że nie będzie to stanowisku w celi więzienia.

Tak czy inaczej - jeśli premier zabrnie w obronę swojego ministra, to choć zachowa się zgodnie ze swoją aktualną zasadą "bronimy swoich" (to jedna z nielicznych których stara się Tusk pilnować ostatnio, choć też nie z dobroci serca ale z politycznego wyrachowania) - to może popełnić błąd kosztowny PR-owo.

I tak źle i tak niedobrze. Ale tylko takie wybory zostały, bo ucieczki do przodu już słabo działają. Może rzeczywiście ktoś tam przestawił wajchę i chcę spuścić nie tyle PO co premiera do ... nazwijmy to - politycznego sedesu.

Ciekawa sytuacja - bo w wajchy centralnie sterowane to wierzyły do tej pory oszołomy z PIS-u, nazywając to układem albo układami.

dzida
O mnie dzida

Staram się pisać krótko. Nie zawsze wychodzi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka