„Krzyż ma łączyć, a nie dzielić.”
Odkąd
prezydent-elekt rozpoczął wdrażanie
budującej zgody stwierdzeniem, że krzyż spod Pałacu Prezydenckiego powinien być przeniesiony w inne, bardziej odpowiednie miejsce, wariacje na temat tezy z pierwszego zdania słyszę co chwilę. Gdy więc tylko media relacjonują zamieszanie związane z realizacją woli nowego Pierwszego, różnej maści autorytety i zwykli dziennikarze od
stand-up’ów prześcigają się w prezentowaniu owej prawdy objawionej: „Krzyż ma łączyć, a nie dzielić”.
Ja oczywiście mam pewne pojęcie o prawdach mojej wiary, ale jednak wolałbym nie wypowiadać się na temat roli krzyża. Niech wystarczy, że bynajmniej nie neguję łączącej funkcji tego symbolu. Nie rozumiem tylko w jaki sposób i kogo konkretnie ten akurat krzyż miałby łączyć.
Czyżby chodziło o połączenie zwolenników postawienia w tym miejscu przynajmniej tablicy upamiętniającej smoleńską tragedię z przeciwnikami tego pomysłu? Albo o połączenie twierdzących, że sprawa katastrofy jest niewyjaśniona z utrzymującymi, że zawinili piloci, stało się, trudno i nie ma o czym gadać? A może chodzi o połączenie ateistów z wierzącymi?
Czy może, bez wdawania się w szczegóły, krzyż ten miałby łączyć wszystkich Polaków tak generalnie? Jak nie przymierzając śmieć Jana Pawła II czy katastrofa smoleńska? Ale to już przecież było i całkiem szybko i skutecznie udało się to spostponować.
Jakkolwiek, w jaki sposób krzyż miałby tego dokonać?
Niestety nie potrafię znaleźć odpowiedzi na to pytanie.
Jednak ze słów najgłośniej krzyczących o budującej zgodzie nie trudno wywnioskować, że krzyż i owszem, może wspalniale łączyć. Pod warunkiem oczywiście, że go nie ma.
Komentarze
Pokaż komentarze (8)