Partia Baracka Obamy przerżnęła wybory do Kongresu.
I chociaż można przypuszczać, że także dla Polski jest to dobra wiadomość, faktem jest również, że przynajmniej na razie nie możemy stwierdzić tego z całą pewnością. Niewątpliwie jednak już to wystarczy, by żywić pewne nadzieje, że skoro w Ameryce ludzie mogą się obudzić, również nasi rodacy mają na to jakieś niezerowe szanse. W końcu "merytoryczne" podobieństwa między tamtejszym obiecywaczem zmian, a naszym specem od cudów są aż nazbyt wyraźne. Może więc już niedługo, w jakiejś nieodległej przyszłości, i u nas elektorat powie „sprawdzam” i po otrząśnięciu się z szoku zaczniemy przynajmniej próbować szukać normalności?
Tak pomyślałem w pierwszej chwili.
Po zastanowieniu doszedłem jednak do wniosku, że chyba trochę za bardzo się rozpędziłem. W końcu Amerykanie nie mają aż tylu lat doświadczeń z tego kalibru „
mężami stanu”, więc stosunkowo łatwo i szybko mogli zauważyć, że ten akurat odbiega dość mocno od dotychczasowych standardów normalności. Natomiast stwierdzenie, że aktualny
premier RP nr 3 jest jakoś specjalnie gorszy od swoich poprzedników, budzić musi spore wątpliwości. W końcu dla nas normą, a nie wyjątkiem jest sytuacja, gdy rządzą tego sortu Bieleccy, Pawlaki, Buzki, Cimoszewicze czy Oleksy.
To po pierwsze.
Po drugie Stany Zjednoczone dysponują jeszcze wolnymi mediami, a przynajmniej takimi, których priorytetem nie jest walenie w opozycję i schlebianie władzy oraz udwanie, że takie właśnie proporcje są czymś normalnym. Tym samym Amerykanie nie tylko odczuwają, ale też słyszą, że te „
changes” bynajmniej nie są na lepsze. W przypadku Polski, gdzie tonu nadają
zaprzyjaźnione z rządem
stacje telewizyjne i gazety, również ta przesłanka do optymizmu to tylko mrzonki.
Po trzecie obywatelom Stanów Zjednoczonych nikt raczej nie wmówił, że z racji głosowania na Obamę stali się częścią jakiejś
elitarnej inteligencji i chcąc utrzymać tę wyjątkową i nobilitującą pozycję muszą szczerzyć zęby i cmokając z zachwytu oklaskiwać go w każdym momencie. Jak to wygląda w euroregionie nadwiślańskim wie chyba każdy, kto nie jest kompleksem wielkomiejskiego
wannabe inteligenta dotknięty.
Po czwarte…
Nie, to wystarczy.
Przypuszczenia, że ze Stanów powiało optymizmem wkładam jednak między bajki.
Komentarze
Pokaż komentarze (8)