Temat podsycały media, które prześcigały się w wynajdywaniu argumentów za i przeciw. W rezultacie ta garstka społeczeństwa, której to zasadniczo nie powiewa i nie zwisa, podzieliła się na zwolenników tezy, że i owszem, był to przełom oraz resztę dowodzącą, że nic nowego z tych odwiedzin nie wynika. Upraszczając można stwierdzić, że z pierwszą wersją identyfikują się środowiska zbliżone do miłościwie nam panującego prezydenta oraz premiera z jego świtą; drudzy natomiast to ta lubiąca bardziej Kaczyńskiego grupa.
Po namyślę doszedłem do wniosku, że jeżeli za punkt wyjścia weźmiemy Polskę „kaczystowską”, a więc taką która drażniła Rosję swoimi pretensjami do bycia równoprawnym partnerem oraz próbowała załatwić sobie możliwie dużą swobodę w przynajmniej współdecydowaniu o sprawach, które bezpośrednio jej dotyczą, to wizyta ta była jednak przełomowa.
Więc chociaż tak naprawdę to tylko potwierdzenie trwającego już jakiś czas trendu, warto zapamiętać tę wizytę. W końcu po co się łudzić różnymi mrzonkami o współdecydowaniu i kreowaniu swojej pozycji w Europie, skoro od wczoraj oficjalnie wiadomo, że w miejscach gdzie dzieje się poważna polityka, Polska nie ma czego szukać.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)