Ponieważ nie tylko nie dane mi było znajdować intelektualną przyjemność w wymianie zdań z Januszem Palikotem, a wręcz myśl, że mógłbym takową odczuwać w przypadku rozmowy z tym osobnikiem wydaje mi się kuriozalna, łatwiej niż redaktorowi Terlikowskiemu przychodzi mi stwierdzić, że mam gdzieś akt apostazji szefa partii własnego nazwiska oraz jego czeladki „zabawnej”.
Z tego też powodu czytając wczorajszy list naczelnego „Frondy” do formalnie byłego pomagiera Platformy, nie odczułem ani odrobiny empatii lub chociaż troski o dusze Rozenka i całej reszty, która postanowiła lansować się na tę modłę.
Być może będąc katolikiem tak dobrym, jak ojciec dzieciom i mąż żonie Terlikowski martwiłbym się o ich zbawienie podobnie, ale niestety nie jestem i wskrzeszenie w sobie takiego uczucia jest poza moim zasięgiem. Co więcej świadomość, że akt apostazji nie jest nieodwracalny sprawia, że pisząc ten tekst nie mam nawet wyrzutów sumienia. Będą chcieli – wrócą do Kościoła, nic tu po mnie.
Teraz jednak, skoro czują, że dobrze jest podlizać się swojemu elektoratowi pokazując, jacy to z nich nieprzejednani i nonkonformistyczni antyklerykałowie – niech idą w... hen daleko „apostazjując się” dowolnie. Po drodze proponuję pozbierać wszystkich, którzy myślą podobnie.
Tak więc, jeżeli jeszcze takiej nie ma, koniecznie załóżcie na Facebooku grupę: „Apostazja, to lubię!” i zliczając kliknięcia pokażcie Milionom PolakówTM jacy jesteście liczni i odważni. Ode mnie macie krzyżyk na drogę. Bawcie się dobrze!




Komentarze
Pokaż komentarze (5)