„Nowy zastępca naczelnego dziennika „Rzeczpospolita” nazywa się Bartosz Węglarczyk i jest cierpiącym na lekką nadwagę, wąsatym celebrytą.”
W powyższy sposób mógłby przedstawić go ktoś małostkowy, zawistny i w gruncie rzeczy prymitywny. Owszem, pan Bartosz do szczupłych nie należy, jego górną wargę zdobi czasem kojarząca się z kierowcą amerykańskiej ciężarówki szczotka, a udział w kultowych w inteligenckich środowiskach widzów Zaprzyjaźnionych Stacji programach „Top Model. Zostań Modelką” czy „Dzień Dobry TVN” sprawił, że jest prawie tak znany, jak nie przymierzając matka małej Madzi z Sosnowca, jednak nie to przecież czyni z niego godnego tego stanowiska fachowca.
Zdecydowanie ważniejsze jest, że ów wychowanek Wyborczej nie tylko zna się bardzo dobrze na sprawach międzynarodowych, ale także na nowoczesnych technologiach w ujęciu głęboko praktycznym i ludzkim.
Pytając kiedyś retorycznie: „Jak to nie wymyślono robotów, które sprzątają w domu?” i odpowiadając sobie szybko, że „są takie, nazywają się Ukrainki” udowodnił bowiem dobitnie, że wie, jak fachowo powinno się robić porządki. A to wszak może być najprzydatniejsza umiejętność w wymagającej gruntownych zmian po trotylowej aferze z Cezarym Gmyzem Rzeczpospolitej.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)