Gdyby sie zastanowić nad przyczyną zarzutów, które tak żarliwie przedstawiają nowemu papieżowi jego gorliwi i oczywiście wiarygodni, bo w telewizji pokazywani krytycy, można dojść do jednego wniosku. Takiego mianowicie, ze nie jest on tak dobry, skromny i prawy, jak sie wydaje (to wersja light) albo nie jest tak dobry, skromny i prawy na jakiego sie kreuje.
Obojętnie która z tych dwóch interpretacji przyjmiemy, wyjdzie na to, że uznając te podejrzenia za wiarygodne należałoby przynajmniej zachować ostrożność i czujność, bo zachwyt lub po prostu sympatia, która to od początku pontyfikatu papież Franciszek jest tak hojnie obdarowywany, mogą okazać się mocno na wyrost i przesadzone.
Widać zatem, że w ten sposób jego autorytet jest zwyczajnie podkopywany. Tak więc zamiarem osób przedstawiających takie wywody musi być chęć zasiania wątpliwości, podkopanie wiary. Pokazanie, że Franciszek być może nie jest kimś specjalnym, dającym nadzieje na pozytywne zmiany.
I zupełnie nieważne jest w tym momencie, czy to wszystko jest prawdą i papież faktycznie ma się czego wstydzić i tym samym nie jest taki bez skazy, jak sie wydaje. Przecież oczywiste jest, że wyszukujący na niego haków nie robią tego z troski o katolików, by uchronić ich w przed skutkami pokładania zbytniej wiary w kimś, kto na to nie zasługuje. Odwrotnie, ludzie ci są przecież katolikom nieprzychylni. Stroją się jednak w szaty zatroskanych przyjaciół. Do takich, bardziej nawet niż do jawnych wrogów, wypada mieć bardzo ograniczone zaufanie.




Komentarze
Pokaż komentarze (6)