Skłamałbym twierdząc, że swoim felietonem na temat niemieckiego serialu "Nasze matki, nasi ojcowie" Piotr Zaremba mnie zasmucił. Nie wzbudził też mojego politowania, niedowierzania, ani tym bardziej złości. Żadnej z tych reakcji nie wywołał bynajmniej dlatego, że mam o nim ogólnie złe zdanie lub po prostu go nie lubię. Tak naprawdę zastanawiam się tylko, o co tak panu Zarembie chodzi. Czy rzeczywiście uważa, że Telewizja Publiczna powinna emitować niemiecki film propagandowy pokazujący, że ci cali faszyści to w gruncie rzeczy były wrażliwe chłopaki? Że „kluczem do oceny decyzji TVP jest oprawa” i to „czy debata ostatniego dnia po trzecim odcinku będzie przywracała pokazywanych zjawiskom należyte proporcje?”. Że niby jak jakieś etatowe mądre głowy do wynajęcia powiedzą po emisji, że w serialu tym proporcje były zachwiane, to niby wystarczy, by owe proporcje przywrócić? Serio można być tak naiwnym mając lat więcej niż dwadzieścia i posiadając jakieś tam medialne obycie?





Komentarze
Pokaż komentarze (6)