Weekend z książką
Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika...
3 obserwujących
370 notek
61k odsłon
186 odsłon

ZAPOMNIANY BRAT JEZUSA - PREMIERA "LUCYFERY"

Lucyfera - wydawnictwo Psychoskok
Lucyfera - wydawnictwo Psychoskok
Wykop Skomentuj6

Polscy autorzy – badacze Nowego Testamentu i tropiciele herezji wysunęli hipotezę, która może zachwiać podstawami chrześcijaństwa. Po latach zgłębiania pism, podań i legend doszli do wniosku, że Maryja powiła w Betlejem… bliźnięta.

Jerzy Andrzej Masłowski (poeta, prozaik, dziennikarz) i Wojciech Michał Cegielski (psycholog) tę niezwykłą hipotezę opublikowali w niedawno wydanej powieści pt. „Lucyfera”. Co prawda, książka jest psychologicznym thrillerem rozgrywającym się we współczesnej Prowansji, to jednak fakty, które znajdujemy na kolejnych stronicach, odkrywają przed nami alternatywną wersję życia Jezusa Chrystusa. I choć książka reklamowana jest jako polska odpowiedź na „Kod Leonarda da Vinci”, niemniej, wydaje się, że wydawca nie docenia swych autorów, bowiem „Lucyfera”, zarówno w warstwie fabularnej, jak też faktograficznej jest daleko bardziej pomysłowa, odważna i nieporównanie silniej przesycona metafizyką niż bestseller Dona Browna. Bo, o ile autor „Kodu…” w lwiej części posiłkował się nie swoimi hipotezami, wcześniej znanymi i publikowanymi, m.in. w książce „Święty Graal, święta krew”, o tyle Masłowski i Cegielski, opierając się na historycznych źródłach, stworzyli swe własne, nigdzie wcześniej nie publikowane hipotezy, które, o wiele bardziej niż u Browna, podważają prawdy zawarte w Nowym Testamencie i Pismach Apostolskich.


Dwa oblicza Jezusa

Autorzy książki, ustami bohaterów, zadają jedno z najważniejszych pytań, na które do dziś nie potrafią jednoznacznie odpowiedzieć chrześcijanie: Jak to możliwe, że Jezus został w ewangeliach tak różnie przedstawiony. Z jednej strony, jak chce Kościół, jest on łagodnym, natchnionym mistykiem miłującym bliźniego i każącym nadstawiać drugi policzek, z drugiej zaś strony mówi: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę żeby on już zapłonął” (Ewangelia wg św. Łukasza 12,49.). Niepokój budzą także inne jego słowa: „Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy” (Ewangelia wg świętego Mateusza 10. 35-36). Jednak najbardziej szokuje zdanie, które wypowiada do swych apostołów: „Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach” (Ewangelia wg św. Łukasza 19,11-28). Tę drugą, zwykle pomijaną w niedzielnych kazaniach twarz Jezusa można odnaleźć także w pismach nie włączonych przez Watykan do kanonu świętych ksiąg, np.: w Ewangelii Dzieciństwa Jezusa Chrystusa – apokryfie powstałym ok. II w. n.e., gdzie syn Maryi został przedstawiony jako wspaniałe, ale na wskroś ludzkie dziecko, czasami gwałtowne, skore do gniewu i robiące niewłaściwy użytek ze swej siły: Ponoć pewnego razu, jednym uderzeniem zabił chłopca, który go obraził.

image


Te dwie sprzeczne osobowości Jezusa można, zdaniem autorów „Lucyfery”, wytłumaczyć tylko w jeden sposób: Maryja urodziła bliźnięta. Jezus, mający łagodny charakter, został kaznodzieją, jego brat-bliźniak – rewolucjonistą, który wstąpił, później zaś stał się przywódcą zelotów – nacjonalistycznego ugrupowania planującego wyzwolić Żydów spod rzymskiej okupacji. Jeśli to prawda, to jak nazywał się brat Jezusa i czy jest o nim jakakolwiek wzmianka? Otóż – zdaniem polskich pisarzy – nazywano go Barabasz: imię to wielokrotnie pojawia się w ewangeliach, jednak za każdym razem w innym kontekście: np. w Ewangelii wg świętego Mateusza występuje jako Jezus Barabasz. Dzisiejsi uczeni nie są pewni pochodzenia tego imienia i niektórzy twierdzą, że prawdopodobnie był to młodszy brat Jezusa, zaś inni, bardziej rozmiłowani w herezjach dowodzą, iż był to jego syn. Jedno wydaje się pewne: celowo zniekształcono i zafałszowano tożsamość Barabasza; wg świętego Marka i świętego Łukasza, Barabasz był buntownikiem i więźniem politycznym oskarżonym o wywołanie rozruchów, zaś św. Mateusz nazywa go „osławionym więźniem” (Ewangelia wg św. Mateusza 27,16). Można przypuszczać, że Barabasz, po wygnaniu Rzymian zamierzał zasiąść na tronie, co nie wydaje się dziwne, bo, przyjmując hipotezę o bliźniakach, obaj z Jezusem pochodzili od samego króla Dawida.


Zagadkowe płótno

Czy można znaleźć jakiekolwiek dowody broniące tej hipotezy? Św. Jan Chrzciciel, niedługo przed swoją śmiercią, mówi:„Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” (Ewangelia wg św. Mateusza, 11,3). Naturalnie, zdanie to mogli zniekształcić kolejni kopiści, ale jego sens pozostał: Jan Chrzciciel nie był pewien, czy Jezus jest Mesjaszem. Czy zatem powiedział to, bo nie mógł rozpoznać bliźniaków? To prawdopodobne, bo Jan nie przebywał z apostołami non-stop, mógł więc mieć wątpliwości. Ale są też inne, bardziej współczesne dowody. Autorzy „Lucyfery” dowodzą, że prawdę o bliźniakach znali wtajemniczeni, jednak, w obawie, by nie posądzono ich o herezję, nie ujawniali swej wiedzy, a jeśli już to robili – posługiwali się alegoriami. Jednym z wtajemniczonych był, a jakże, Leonardo da Vinci, który, wśród swych licznych dzieł namalował tajemniczy obraz pt. „Madonna wśród skał”, a którego to malowidła do dziś nie potrafiono jednoznacznie zinterpretować. Według historyków, obraz przedstawia apokryficzną legendę mówiącą o spotkaniu małego Jezusa i równie małoletniego Jana Chrzciciela; do spotkania miało dojść w grocie, w której schroniła się uciekająca do Egiptu Święta Rodzina. To słynne dzieło namalował Leonardo na zamówienie zakonników z Bractwa Niepokalanego Poczęcia do kościoła San Francesco. Jednak, gdy ojcowie zobaczyli ukończoną pracę, natychmiast ją odrzucili i stwierdzili, że obrazu nie wolno pokazywać wiernym. Cóż tak zaniepokoiło zakonników? Otóż chłopcy, z których jeden błogosławi drugiego zostali przedstawieni niemalże identycznie (podobieństwo rysów rzuca się w oczy!) – trudno wskazać, który z nich jest Jezusem, a który Janem. Według odważnej, heretyckiej hipotezy (którą powielił Don Brown), Leonardowi chodziło o zaznaczenie, że prawdziwym Mesjaszem był Jan Chrzciciel i to on udziela błogosławieństwa Jezusowi. Aby jednak nie pokazać tego wprost, malarz ukrył to przedstawiając chłopców identycznie, by nie można było określić, który z nich jest Jezusem. Jednak, zdaniem autorów „Lucyfery” hipoteza ta jest chybiona. Albowiem Leonardo przedstawił na obrazie nie Jana Chrzciciela, ale bliźniaka Jezusa – Barabasza. To dlatego zakonnicy polecili malarzowi wykonać drugą wersję, co zresztą uczynił. Choć z drugiej wersji wciąż nie wynika jednoznacznie, kto komu udziela błogosławieństwa, to jednak drugi obraz został zaakceptowany, co wydaje się dziwne. Dlaczego pytanie, który z chłopców udziela błogosławieństwa nagle przestało niepokoić zakonników? Czyżby, tym razem, uznali oni za oczywiste, że błogosławić mógł wyłącznie Jezus? Zdaniem polskich autorów, druga wersja została dopuszczona dlatego, że obaj chłopcy zasadniczo różnią się od siebie wyglądem. (Obie wersje przetrwały do dziś: pierwszą można oglądać w Luwrze, drugą – w londyńskiej National Gallery.)

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale