Obecna ustawa jest zła, bo przetargi wygrywają najtańsi oferenci. Bardzo często nie mają odpowiedniego doświadczenia, a najniższa cena powoduje najgorszą jakość wykonania i niedotrzymywanie terminów...
Poważnie, tak tłumaczą. Trzeba być pożytecznym idiotą, żeby nie spróbować nawet zastanowić się co się wygaduje. Chyba, że efektem ich "przemyśleń" jest taka ustawa, która spowoduje trafny wybór najlepszego wykonawcy np w/g zasady: wybieramy trzecią najtańszą ofertę albo np czwartą spośród najdroższych. Prawda, jakie to logiczne? .
Teoria o złej jakości wynikającej z niskiej ceny jest po prostu kretyńska. Po pierwsze zamawiający może wykluczyć oferenta składającego ofertę z rażąco niską ceną, po drugie jest projekt i budowa zgodnie z projektem nie daje wykonawcy pola manewru w zakresie zmiany technologii i materiałów. Gdzie tu jest miejsce na obniżenie jakości??? Chyba, że zamawiający zgadza się na zmiany... ale to inna sprawa.
Niedotrzymanie terminów... no cóż. To delikatny temat. Po pierwsze zazwyczaj to na skutek błędów zamawiającego konieczne staje się jedno przeprojektować a w drugim zmienić technologię. Więc dlaczego wieszać wykonawcę? Ale jest też aspekt negocjacji samych kar. Negocjacje (wysokości) kar dotyczy realnych pieniędzy, a przepisów szczegółowych na to ni ma...Wykonawcę zawsze można "zmusić" do wykonania robót dodatkowych albo na budowie, albo.. powiedzmy, że gdzieś w pobliżu...
Zastanawiające jest tylko dlaczego polityczna czapa chroni prezesów, którzy działają w taki sposób?



Komentarze
Pokaż komentarze (3)