Jakie to sugestywne: odsunął pilota, żeby odsłonić kamerę. A gdybyś to Ty, Drogi Lemingu nagrywał - czy nie wyciąłbyś tego fragmentu, żeby uniknąć posądzeń? Podobnie oczywiście z końcówką nagrania.
Ale wielu Lemingów przy wsparciu Pożytecznych Idiotów wierzy tylko w to, co widzi. Na szczęście nie mam pojęcia jak to działa. Czyli kto i kiedy nagrywa spotkania. Jednak nie wierzę w to, że komuś, raptem, wpadło do głowy nagrać pojedyńczą rozmowę. Do tego potrzeba mieć albo specyficzny charakter, albo... rozkaz. Oba czynniki wykluczają pojedyńcze działanie "autora" nagrań.
Natomiast oddzielną sprawą jest decyzja o przekazaniu konkretnego nagrania. Szczególnie jak ma się tego kilkadziesiąt godzin. Oczywiście decyzja o przekazaniu, łącznie z decyzją komu oddać i w jakim terminie.
I jeszcze drobiazg. Nie wierzę, że decyzja redakcji gazety o opublikowaniu jest taka oczywista. Bez sensu natomiast byłoby przekazywanie taśmy komuś, kto ją zadekuje zamiast opublikować.
Zbyt wiele elementów, żeby potrafił je powiązać jakiś amator. Czy ktokolwiek mógł to zrobić lepiej niż służby zajmujące się nagrywaniem zawodowo?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)