Nie otwierać działu "Nauka" w Salonie 24. Obaj przestają wtedy istnieć!
Z drugiej strony, trudno sie oprzeć pokusie, bo te "świrujące kaszkiety elektrin" są zwyczajnie pocieszne! Komuś najwyraźniej świruje pod kaszkietem. Inaczej chyba by takich "baśniowych teorii" nie był w stanie wymyśleć.
A propos, prąd elektryczny będący ruchem świrowym kaszkietów elektrin dopłynie do pierwszego transformatora, i dalej co? Wsiąknie jak strumień wody na Saharze. Waldi zatem udaje, że transformatorów nie ma.
A wzmacniacz magnertyczny? Waldi w ogóle nie wie, że takie urządzenie istnieje. Fakt, od czasu pojawienia się tyrystorów i MOS FET-ów zdolnych do sterowania ogromnymi prądami, wzmaczniacze magnetyczne utraciły swoje znaczenie. Ale takie urządzenia niewątpliwie istnieją i funkcjonują. Np. cała "elektronika" pocisku V-2 z II WŚ to się opierała głównie na wzmacniaczach magnetycznych! Później, były ważną częścia lokomotyw dieslowsko-elekktrycznych (a może sie pisze dizlowsko-elektrycznych?). Do dziś dnia może takie ze wzmacniaczami magnetycznymi jeszcze gdzieś jeżdżą. A wracjaąc do II WŚ, to taki układ przeniesienia napędu: silnik spalinowy-wzmacniacz magnetyczny-silnik elektryczny był lansowany przez niejakiego Ferdynanda Porsche jako idealny dla projektowanego czołgu T-VI, czyli "Tygrysa". No, ale w Niemczech nie starczyłoby miedzi na tyle uzwojeń, ile byłoby potrzeba, więc "Tygrys" dostał mechaniczną przekładnię, a sto z czyms prototypowych podwozi zrobionych pod wodzą Porsche-go użyto do zbudowania niszczycieli czołgów, powszecnie potem nazywanych "Ferdynandami". Nie była to specjalnie udana konstrukcja.
Wracając zaś do ruchu świrowego kaszkietów elektrin: a jak działają, w świetle baśni o "elektrinowej naturze prądu elektrycznego", takie np. JFET-y lub MOS FET-y, czyli elementy będęce podstawą dzisiejszej elektroniki -- a niewątpliwe takie elementy istnieją i działają -- tego nawet Waldi wespół z Bazylim i Kanarkiem nie zdoła wyjaśnic, choć by każdy zjadł tysiąc kotletów i każdy nie wiem jak sie wytężał. Dlatego tez dla Waldi JFET-y i MOS FET-y po prostu nie istnieją, a komputer liczy, bo tam w środku siedzi duch Bazijewa i przesuwa paciorki na liczydle.
O wytłumaczenie działania bipolarnego tranzystora złączowego (BJT) przy pmocy modelu "świrujacych pikiet elektrino" nie będe już pytał. Z czystej litości!
BJT-ty zresztą, choć nadal używane, to jednak straciły na znaczeniu. Ale w sumie stanowiły niezwykle ważny "szczebel przejsciowy" pomiedzy elektroniką lampową, a dzisiejszą. A poprawnie wytłumaczyć to, co sie dzieje w BJT, jest dużo trudniej, niż to, co się dzieje w JFET-cie,


Komentarze
Pokaż komentarze (11)