Ogromne pieniądze, jakie idą na promocję, a wręcz wdrażanie czasem bez pytania rozwiązań ekologicznych czy energooszczędnych nie są wyrzucane w błoto. I nie chodzi tu tylko o relatywne zmniejszenie naszego złego wpływu na środowisko. Ma to również wymiar czysto ekonomiczny. W odnawialnych źródłach energii, technologiach proekologicznych, energooszczędności i tym podobnych branżach oraz dziedzinach drzemią ogromne pieniądze. Ogromne pieniądze inwestowane w budowę farm wiatrowych czy elektrowni słonecznych muszą się przecież zwrócić.
Nie chodzi tu, więc tylko i wyłącznie o to by pomóc naturze, środowisku, by uczynić nasz świat lepszym i zdrowszym. Dużo jest w tym również rachunku biznesowego, który naturalnie musi się zgadzać. Każda inwestycja będzie dawać konkretne zyski. Kto stanie za ich realizacją? Z jednej strony zyskamy my. Mowa tu na przykład o osobach, które skuszą się na energooszczędne domy. W dłuższej perspektywie zaoszczędzą. Z drugiej strony zarobią inwestorzy, którzy będą czerpać zyski z przeprowadzonych wielomiliardowych inwestycji. Kto na tym może stracić? Również my.
Jeżeli energia z źródeł odnawialnych będzie droższa od tej z węgla czy ropy to prędzej czy później my za to zapłacimy. Należy mieć nadzieję, że energia ta będzie coraz tańsza. Straszą nas przecież rosnącymi cenami paliw, gdy zasoby tych zaczną się wyczerpywać. Ale czy na pewno zacznie się to dziać tak jak to przedstawiają ekolodzy? W tym też jest sporo marketingu. Jak mówi stare porzekadło: pożyjemy, zobaczymy.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)