Tuska nie szanuję. Za niszczenie Polski, za swoistą zdradę narodu, za niedotrzymane obietnice, za wstyd, kiedy na niego patrzę i słucham.
Teraz jednak za Mistrzostwa Świata, w których to Polska gra po mistrzowsku, ale to, co miało być wielkim świętem sportu tak uwielbianego w Polsce przez kibiców, stało się powodem do wstydu za decyzje dotyczące kodowania.
Po raz kolejny bowiem Tusk wydaje się niszczyć wszystko, co polskie. Gdy biało-czerwoni grają świetnie – i właśnie to jest powodem do dumy, najlepszym sposobem zniszczenia tego wrażenia, przyćmienia uczuć i przygaszenia dumy jest kod braku dostępu.
Nie wszystkich stać na wyjazd do Łodzi i koszty biletów. Nie wszystkich stać na płatną telewizję. Są tacy, którzy w sklepach zastanawiają się, co dziś kupić, żeby starczyło jeszcze na jutro. Jest ich wielu.
Pamiętam mecz siatkówki w katowickim Spodku. Polska – Niemcy. Wygraliśmy w ostatnim secie. Mecz był niesamowity. Również z innego powodu. Tuż przy reprezentacji Polski, tuż za nią usiadły dzieci cudem wyrwane nowotworowi. Często słabiutkie, z chustkami na główkach, bez brwi i rzęs… po chemii. Ale silne wiarą w zwycięstwo Polaków. Klaszczące, krzyczące „Pol-ska!”, uśmiechnięte i dumne, i szczęśliwe, z wypiekami na twarzach po wygranej, z wiarą, że będzie dobrze.
Byłam tam z nimi. Czułam to, co one. Byłam tam z dzieckiem… moim. Wiara w Polaków przenosiła góry. Usłyszałam: „Mamo, niech żyje Polska!” Dzisiaj tego nie słyszę.
Bo Tusk odbiera tym, o kilka lat starszym już dzieciom, to, na co tak długo czekały. Na podobne chwile. Bo dzisiaj siedziałyby przed telewizorami z biało-czerwonymi wypiekami na twarzach i krzyczały: „Pol-ska!”
Nie tylko one.
Dziś krzyknę ja za nie: „Pol-ska… bez Tuska!”


Komentarze
Pokaż komentarze (30)