82 obserwujących
3027 notek
1701k odsłon
1794 odsłony

George'a Friedmana wizje przyszłości

Wykop Skomentuj16

 Pod koniec zeszłego roku ukazał sie polski przekład książki George'a Friedmana "Następne sto lat - prognoza na XXI wiek" /wyd AMF, 2009/, który właśnie przeczytałam.  Autor jest znanym politologiem amerykańskim, szefem Stratforu w Teksasie.  Tezy Friedmana były już kilkakrotnie omawiane w Salonie24.  W maju 2009 /17.05.2009/ w Fakt Opinie ukazał sie wywiad z Georgem Friedmanem.  We wrześniu /13.09.2009/ ukazały sie dwie notki:  michała wiśniewskiego "Czy będziemy europejskim mocarstwem" i Chevaliera "Głaskanie polieznych idiotów".  W publikacjach tych omówiono wywiad Friedmana w "Rzeczypospolitej", koncentrując sie na sprawach polskich.  W listopadzie Marek Mojsiewicz zamiescił wpis "Czy Polska może być mocarstwem"  Na uwagę zasłużyły zwłaszcza dwa komentarze do tej notki.  Paweł Krawczyk zauważył, że Friedman ignoruje Unię Europejską, a Czarna Limuzyna zastanawiał sie nad rolą Wielkiej Brytanii.  Wreszcie 28.12.2009 Pietaszek w publikacji "Nastepne sto lat" streścił w siedmiu punktach główne tezy książki Friedmana.

  Przejdę teraz do moich wrażeń z lektury.  Musze powiedzieć, że najbardziej podobał mi się początek tego dzieła w którym autor omówił krótko historię XX wieku, pokazując, iż nigdy właściwie nie można było przewidzieć tego, co zdarzy sie za 20 lat.  Niezrażony tym, zabrał się on jednak raźnie do prognozowania.  Dopóki opisywał on ogólne założenia swojej metody, to wszystko było w porządku.  Słusznie podkreślał obecną potęgę USA i prognozował, że nie zmniejszy się ona przez większość XXI w. , a dopiero pod koniec tego stulecia może jej zagrozić konflikt z Meksykiem i niedobór siły roboczej.  Zbagatelizował też znaczenie obecnych konfliktów ze światem islamu stwierdzając, że "Dopóki muzułmanie walczą między sobą, Stany Zjednoczone wygrały swoją wojnę."  Widać też wyraźnie, iż Friedman uznaje tylko państwa narodowe jako podmioty historii.  Decydującą rolę przypisuje on zmianom demograficznym, a mianowicie końcowi eksplozji demograficznej i zastapieniu jej przez implozję , czyli zmniejszanie sie , a w najlepszym razie stabilizację liczby ludności w wiekszości krajów świata.

  Ogólne uwagi Friedmana na temat geopolityki, omówienie sytuacji w rejonach możliwych obecnych i przyszłych konfliktów /t.zw. linie uskokowe/ sa ciekawe i na ogól trafne.  Słusznie zauważa on, że USA panują nad morzami, a zwłaszcza nad Pacyfikiem i w związku z tym Chiny sa bardziej zależne od USA, niż USA od Chin.  Prorokuje też, iż szybki wzrost Chin wkrótce skończy sie potężnym kryzysem, podobnie jak stało się to w Japonii.  Zauważa tez dość oczywisty fakt, że Rosja próbuje odzyskac dawne wpływy na Kaukazie i w Europie Wschodniej, oraz nie dopuścić do przejścia Ukrainy na stronę NATO

  Gdy jednak przychodzi do kreślenia bardziej szczegółowych scenariuszy przyszłych wydarzeń, to wychodzi na jaw coraz wiecej dowolnie przyjętych założeń, chciejstwa i pomijania ważnych czynników rozwoju.  Autor podkreśla kryzys demograficzny w Rosji i Europie Zachodniej, a zupełnie nie zauważa go w krajach postkomunistycznych Europy Środkowo-Wschodniej i w Japonii.  Nie docenia roli Francji i Niemiec i nie widzi tego, że Niemcy od prawie 30-tu lat prowadza bardzo konsekwentną politykę, odnosząc, jak na razie, same sukcesy.  Miliardowe Indie dla niego właściwie wcale nie istnieją, podobnie, jak Afryka i Brazylia.  Zakłada dość arbitralnie, że około roku 2020 Rosja sie załamie i rozpadnie, a Chiny w wyniku kryzysu, albo także ulegną rozpadowi, albo popadna w izolację.  Może więc nie brać ich pod uwagę przy snuciu swoich opowieści.  Sojusz z USA może być korzystny dla Polski, ale chyba nie aż tak bardzo, jak się wydaje Friedmanowi.  Wygląda na to, że autor z góry założył, że najważniejszymi krajami XXI wieku, mają być, obok USA, Japonia, Turcja i Polska, a potem wytrwale dopasowywał wszystko do tej tezy.

  Druga połowa książki poświecona jest opisowi wojny światowej, która ma zdaniem autora, wybuchnąć ma około 2050 r., a toczyć się pomiędzy USA i Polską przewodzacą blokowi państw środkowoeuropejskich z jednej strony, a Turcją, Japonią i Niemcami z drugiej.  Uważa on oczywiście, że wojnę te wygrają Stany Zjednoczone razem z Polską.  Opisy tych zmagan militatnych oraz lat powojennych to już czyste science-fiction i należy je traktować raczej jako rozrywkę.

  Pomimo wszystkich powyższych zastrzeżeń, książkę Friedmana warto przeczytać, choćby po to, by uświadomić sobie, czym powinna być geopolityka i strategiczne myślenie.  Myśmy zupełnie odzwyczaili sie od szerszej perspektywy, zarówno przestrzennej, jak i czasowej.  Dlatego zdumiewa nas, gdy ktoś postrzega Polskę jako duży kraj posiadajacy spory potencjał.  Scenariusze nakreślone przez Friedmana prawdopodobnie się nie spełnią, lecz pozwalają spojrzeć w nowy sposób na rolę Polski w świecie.

 

 

Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale