0 obserwujących
6 notek
11k odsłon
  3278   3

"Mili sąsiedzi" czy kiedy MSZ zacznie chronić Polaków?

Jako większość obywateli, wolałbym żyć w pokoju i przyjaźni z sąsiadami. Czy chociażby nie bardzo się z nimi kłócić. Dlatego nie ma oczywiście nic dziwnego, gdy do tego samego celu dąży państwo. Nawiązywać dobre relacje z sąsiedźmi - dlaczego nie?

Jednak w przeciwieństwie do człowieka, który odpowiada tylko bezpośrednio za samego siebie (tak, czasami też za własnych dzieci, małżonka czy rodziców, ale to generalnie już wszystko), na państwie leży odpowiedzialność za miliony losów. W przypadku Chin - za miliardy (szczęście, że nie jesteśmy chińczykami). I jeżeli tak się dzieje, że część obywateli kraju znajduje się za jego granicami - władze tego kraju muszą podejmować jakieś środki, by tych obywateli chronić, gdy zagraża im niebezpieczeństwo. 

Troska państwa o swoich obywateli jest pierwotna. Ona wynika z samego sensu istnienia takiej formacji, jak "państwo". Żadnych emocji, tylko pragmatyzm ekonomiczny. Obywatel - to płatnik podatków. "Agent wpływu" państwa w przypadku gdy mieszka za granicą. Razem obywateli stanowią fundament państwa. I jeżeli temu "fundamentowi" grozi niebezpieczeństwo - państwo natychmiast musi zareagować, bez względu na to, jakich środków to będzie potrzebowało. Zanotujmy: ochrona własnych obywateli - to pierwszorzędny obowiązek władz. Nawiązywanie dobrych stosunków z sąsiedźmi - w lepszym przypadku drugorzędny.

Nie można powiedzieć, że Polska nie chroni własnych obywateli. Raczej naodwrót - czasami troska ta jest nawet zbyt widoczna. Mówię o "Kartach Polaka", które ma, jak czasem się wydaje, co trzeci obywatel Białorusi i co drugi obywatel Ukrainy, nie mając jednocześnie żadnych rzeczywistych polskich korzeni i żadnych sympatii do naszego kraju. Jednak to drobiazg. Gorzej jest, kiedy nasze państwo, dążąc do zachowania dobrych relacji z Ukrainą, zapomina o tym, jak w tym kraju traktują mieszkających tam Polaków. Spoiler: źle.

Nie jestem ksenofobem. Mam przyjaciół (chodzi nie o Facebooku!) z Ukrainy, Białorusi a nawet z Rosji. Jednak każdy raz, kiedy słyszę, co czasami robią Ukraińcy wobec Polskiej mniejszości Narodowej - zaczynam zastanawiać się: co się dzieje? Dlaczego nasze państwo (przynajmniej MSZ) nie reaguje? W lepszym przypadku reakcja składa się z dyplomatycznych oświadczeń i wyrażenia "zaniepokojenia". W czasie kiedy Polacy na Ukrainie mogą przebywać w prawdziwym niebezpieczeństwie.

Mam przyjaciół mieszkających we Lwowie. Wczoraj wysłali mi bardzo piękne zdjęcia: ulotki, które nagle się pojawiły w tym mieście w bardzo dużej ilości (chodzi o setki czy nawet tysięcy papierów). Ulotki rozpowszechniane przez skrajnie prawicowe organizacje „UNA-UNSO” i „Sektor Prawicowy” skierowane są do Polaków. "Spadkobiercy Chmielnickiego, Mazepy i Bandery" (tak w tekście) wysuwają nam roszczenia i żądają byśmy "nie ingerowali w sprawy wewnętrzne" Ukrainy. W przeciwnym razie grożą "przejściem do działania". Nie precyzują jednak do jakiego dokładnie. Zdjęcia oczywiście załączam.

"Jako Polak mieszkający we Lwowie" - pisze mi jeden ze znajomych - "przyzwyczaiłem się już do niemał codziennych przejawów nienawiści i wrogości ze strony nacjonalistów. Coś podobnego jednak widzę po raz pierwszy. Po znalezieniu kilku ulotek rozmawiałem ze znajomymi. Dowiedziałem się, że ktoś zbezczeszczył dziś nadgrobki naszych poległych żołnierzy! Zostawili tam swoje nacjonalistyczne hasła. W ulotkach zarzucono nam, że "ingerujemy w sprawy ukraińskie" i "krytykujemy ukraińskich bohaterów". Ukraińskie media z kolei zaczęły pisać, że to „patrioci odpowiedzieli” na październikowe oświadczenie naszego wiceministra spraw zagranicznych."

Specjalnie zacząłem szukać, o jakie oświadczenie chodzi. Znalazłem. Wiceszef naszego MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk na końcu września powiedział, że "Polacy na Ukrainie są dyskryminowani w zakresie swobody wyznania, dostępu do nauki w języku ojczystym i wolności słowa". Przypomniał też o ukraińskiej "ustawie o języku", gloryfikowaniu osób związanych z ludobójstwem na Polakach w latach 1943-44 i wstrzymaniu ekshumacji polskich ofiar. Jednak żadnych działań oprócz oświadczenia się faktycznie nie pojawiło. Otóż, to teraz nam za to oświadczenie grożą odwetem!

Przypominam, że Lwów jest historycznie polskim miastem. Teraz mieszka tam polska mniejszość. Do pomnika Bandery ta mniejszość już jakoś się przyzwyczaiła. Do marszy nacjonalistów pod banderami Dywizji SS "Galizien" też. Jednak w tych ulotkach chodzi już wprost o stosowaniu przemocy. Przynajmniej, takie wrażenie one sprawiają. A lokalne media i społeczeństwo to popierają.

Przy czym moi znajomi w ciągu ostatniego roku regularnie alarmują, że sytuacja z nacjonalistami staje się coraz bardziej napięta. Jednego ze znajomych po tym, jak usłyszeli jego polski akcent, spróbowali pobić. Około trzech tygodni temu. Na szczęście, mimo tego, że ma 168 cm wzrostu, jest bardzo niezłym kickboxerem (czwiczyliśmy kiedyś razem). Potrafił wyrwać się i uciec. Ale każdy raz przypominając tą historię myślę, że prawdopodobnie ktoś z Polaków z podobną sytuacją sobie nie poradził.

To taki długi tekst napisałem właśnie po to, by zadać jedno pytanie: kiedy nasze władze zaczną nas chronić? Nie wyrażać "zaniepokojenie", a podejmować jakieś środki? Po co w ogóle pomagamy Ukrainie? Po to, żeby gdy napadnie Putin, mieliśmy sojusznika? A jeżeli nie napadnie - to będziemy wiecznie znosić podobne traktowanie Polaków przez ukraińskich nazistów? Bądźmy pragmatykami. Chrońmy naszych rodaków za granicą. Nie jest nas 1,5 miliardy, jak Chińczyków. Dlatego życie każdego, w kim jest polska krew, powinno mieć dla nas znaczenie. 

Zobacz galerię zdjęć:

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka