Z cyklu pomeczowe wywiady. Dziś mikrofon wędruje w ręce Stefana.
Stefan Majewski [jeszcze panujący]: "Tak jest czasami, że jak człowiek bardzo chce, dobrze gra,strzela bramki i przegrywa mecz. (…) Mieliśmy dużo sytuacji, ale nie udało nam się wyrównać.Szczęście nam dziś nie dopisało. (…) Na naszą grę nie miał wpływu bojkot kibiców.Plany pokrzyżowała nam natomiastpogoda. (…) Tego,co sobie założyliśmy, nie udało się nam zrealizować -pogoda nam na to nie pozwoliła. (...) Słowacy się bronili, mystworzyliśmy mnóstwo sytuacji, ale nic nie chciało nam dzisiaj wpaść. (…) Zespół zagrał ze Słowacją dobre spotkanie. Strzelił bramkę i przegrał mecz. To trudne do zrozumienia." (?!)
Ja mam pytanie do trenera [wstukując na klawiaturze selekcjoner mój Word automatycznie zmienia na trener]: czy oglądaliśmy ten sam mecz? Bo na boisku widziałem dużo białego, coś pomarańczowego w kształcie kulki i 10-ciu ludków w białych koszulkach, którzy krążą jak elektrony wokół jąder tych w niebieskich.
Oratorskie pustosłowie, w pana wykonaniu, godne hańby. Szczęście nam dziś nie dopisało. A jak miało dopisać? Strzelając tak cudownego samobója? Dobrze, że spadł ten śnieg, bo nie byłoby się jak usprawiedliwić. Kibiców zostawił pan w spokoju i dobrze. Nie oni winni. Trzeba było grać, a nie dyszeć w pościgach za rywalami.
Jednakże związki wyrazowe typu: mieliśmy dużo sytuacji, stworzyliśmy ich mnóstwo, zagraliśmy ze Słowacją dobre spotkanie, są kompletnie bez sensu. To Słowacy zagrali z nami dobre spotkanie. Żenada, panie Stefanie, żenada. Czy tą wypowiedzią chciał pan się oczyścić przed rozmową z prezesem Lato? Pewnie po cichu liczy pan na objęcie reprezentacyjnego tronu. W dwóch meczach stan bramkowy 0-3. Cieniutko, trenerze, cieniutko. Ale może prezes Lato to łyknie tak łatwo jak setkę. Wcale się nie zdziwię.
Tylko niech się pan dobrze zastanowi, bo chciałbym, aby mój Word bez problemu wpisywał wymiennie trener i selekcjoner, a nie, dla przykładu, patałach.
P.S. Stefan Majewski: "Mogę ocenić zaangażowanie - było prawidłowe. (…) Jesteśmy chyba zgodni, że ten mecz był lepszy od poprzedniego [z Czechami w Pradze], a to napawa optymizmem."
No tak, na własnej ziemi, przy dopingu tysięcznej publiczności, straciliśmy tylko jednego, przepięknego i w dodatku samobójczego gola. Ale czym to napawa?
Człowiek, piłka nożna, kabaret i, w mniejszym stopniu, polityka - to moje życie.
Online:
All:
Zamieszczone na tej stronie wszystkie notki należą do autora tego bloga i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za jego zgodą.
Myśli Studenta
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości