Po dośrodkowaniu Naniego z lewej strony, w 44.min Owen z główki. Do przerwy 1-0 dla Anglików. Bardzo się cieszę, gdyż fanem ManU jestem od finałowego meczu z Bayernem w 1999 na Camp Nou. Ale nie chcę się w tej notce rozwodzić nad Czerwonymi Diabłami.
Mecz oglądam w necie, z angielskiej TV. Komentatorzy spokojni, nie ekscytują się. Padł gol - "O, gol." Niczym Borek z Kołtoniem w PES'ie [dla tych, którzy nie wiedzą - komputerowa gra piłkarska].
A w Polsce? Reprezentacja gra, na ten przykład, z San Marino. Szpakowski drze się jak stare radio. Patriota - żaden dziw. Też się podniecam kiedy nasi grają.
Ligowe zespoły walczą o LM i LE. Wielka ekscytacja, podniecenie. Na końcu - jak to tradycyjnie już bywa - zawód. Zjawisko również normalne, bo jak polskie drużyny walczą w Europie - powszechnie wiadomo. Ale skoro sami "otwieramy" sobie furtkę odpadnięcia w przedbiegach...
Pędzę na II. połowę. ManU!!!
P.S. A słuchaliście kiedyś francuskiego komentarza? Albo hiszpańskiego? "Goooooooooooo(o)l!" Przepiękne.
Człowiek, piłka nożna, kabaret i, w mniejszym stopniu, polityka - to moje życie.
Online:
All:
Zamieszczone na tej stronie wszystkie notki należą do autora tego bloga i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za jego zgodą.
Myśli Studenta
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości