Na zaliczenie przedmiotu Wstęp do dziennikarstwa prasowego, trzeba było napisać wywiad. Z kimkolwiek, byleby dać się rozmówcy wygadać.
Przeprowadziłem go z koleżanką, która pracuje w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie. Ania zgodziła się na umieszczenie całej rozmowy na moim blogu.
Musisz lubić pomagać ludziom, skoro pracujesz w Domu Samotnej Matki i Dziecka. A może był to po prostu przypadek?
Trochę przypadek, trochę nie. Bardzo chciałam pracować z człowiekiem. Jednak nigdy nie myślałam o pracy z ofiarami przemocy. Co prawda skończyłam kierunkowe studia, ale specjalizowałam się w pracy z osobami niepełnosprawnymi.
Jak zatem trafiłaś do Domu Samotnej Matki i Dziecka?
Zaraz po studiach podjęłam pracę z bezrobotnymi w Ośrodku Pomocy Społecznej. Byłam koordynatorką projektu, który wtedy powstał. Dotyczył aktywizacji społecznej i zawodowej ludzi wykluczonych społecznie. Projekt się zakończył i zostałam bez pracy. Po dwóch tygodniach, znajoma znalazła ogłoszenie w gazecie, że potrzebny jest pracownik do DSMiDZ. Wysłałam aplikację, choć w ogóle nie byłam przekonana. Zaproszono mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Jedną, drugą. Rekrutacja była dość wymagająca. Po tygodniu dyrekcja zaprosiła mnie do współpracy. Moja koleżanka cały czas powtarzała – Anka, ty jesteś do pracy w „Trójkącie” stworzona.
W „Trójkącie”?
„Trójkąt Bermudzki”. Tak Warszawiacy nazywają tę część Pragi [na jej terenie znajduje się DSMiDZ – przyp. aut.]. Po 18-tej lepiej się tu nie pokazywać. Z bram wychodzą ci, którzy tak naprawdę rządzą. „Trójkąt” to najbardziej bogata w patologię część Pragi.
Nie boisz się?
Na początku oczywiście się bałam. Teraz już nie. Tu, na Pradze, musisz być jednym z nich. Ale pokazując, że można żyć inaczej. Musisz też nauczyć się mówić ich językiem.
W końcu pomagasz ich znajomym.
I z takimi też pracuję. To również kobiety Pragi – praskie dziewczyny, które zbyt szybko poszły do łóżka, często pod wpływem alkoholu i narkotyków.
Przed Tobą ostatni semestr studiów. Osoby w Twoim wieku marzą o karierze, dobrze płatnej pracy. Ty wybrałaś pomoc bliźniemu. Czy wiążesz z tą praktyką swoją przyszłość?
Jak najbardziej. Zawsze czułam, że jestem powołana do pracy socjalnej. Dawanie siebie w jakimś stopniu to też pewnego rodzaju kariera. Pracuję też z alkoholiczkami, które swoim doświadczeniem jakie dało im życie, dają mi o wiele więcej niż mogłabym sobie wyobrazić. To kobiety, które walczyły o swoje dzieci – cios za cios.
Może założysz własną fundację?
W przyszłości chciałabym założyć. Fundację, która pomoże samotnym matkom. Dziewczynom, które „miały pod górkę” już od dziecka. Takie są właśnie matki, z którymi obecnie pracuję. Wszystkie wychowały się w domach dziecka, a jeśli nie – to w rodzinach, w których rządziły przemoc, seks i alkohol.
Każdego dnia spotykasz się z ludzkim cierpieniem. Można powiedzieć, że jest to dla Ciebie codzienność. Czy pamiętasz sytuację, którą mogłabyś uznać za najcięższy przypadek, i którą zapamiętasz do końca życia?
Wiele jest wydarzeń, które pozostają w pamięci i sercu. Ich charakter jest bardzo różny. Z uwagi na to, że pracuję z tymi kobietami i ich dziećmi – praktycznie codziennie i pod jednym dachem – widzę sytuacje, które z pozoru są prozaiczne. Tak naprawdę to spuścizna tego, co wydarzyło się w ich przeszłości. Pamiętam jedno wydarzenie, które szczególnie zapadło w mojej pamięci. Pewnego wieczoru przyszła do mnie zapłakana Natalia,10-letnia córka 28-letniej Edyty. Natalia ma FAS. Jest to Zespół Alkoholowy Płodu. To choroba, która jest stwierdzana u niektórych matek, spożywających alkohol w okresie ciąży. Alkohol przenika przez łożysko i jest wchłaniany w całości przez dziecko, uszkadzając nieodwracalnie płód. Przyszła więc Natalka i powiedziała, że jest jej bardzo smutno. Kiedy zapytałam dlaczego, odpowiedziała, że nigdy nie będzie miała taty. Jej młodsza siostra – Weronika, ma innego ojca. Tata Weroniki jest w zakładzie karnym i po sześciu latach zapomnienia zaczął pisać listy do małej. Edyta uznała, że powinna czytać je córce, skoro są od ojca. Szkoda tylko, że na to wszystko patrzyła z boku Natalia. Natalia nie ma ojca, to znaczy jest gangsterem
i nigdy się córką nie interesował. Serce mi pękło, bo nie mogłam powiedzieć, że tata Weroniki jest też Twoim tatą, bo tak nie jest i wyczarować się nie uda. Wrażliwa dziewczynka, która tęskni za ojcem, którego nigdy nie zobaczyła i pewnie nie zobaczy.
Co czujesz, kiedy widzisz, że Twoja praca i zaangażowanie „rysują” uśmiech na dziecięcych twarzach?
Co czuję? [Po chwili milczenia] Dziękuję, że pytasz. Zachwyt, radość, szczęście. Czuję, że ten uśmiech to wdzięczność, której od nikogo nigdy nie otrzymałam. To prawdziwość. Coś, co dodaje mi skrzydeł – do życia, pracy. Do zauważenia wszystkiego, czego do tej pory nie zauważyłam. Przepraszam, wzruszyłam się. Wiele się uczę od tych dzieci. Przebywając z nimi widzę, które z moich najpiękniejszych cech się ujawniają. Prawdziwość, spontaniczność, czułość, optymizm – to jest zawsze obecne podczas przebywania z nimi. Chcę mieć jak najszybciej swoje dzieci – to piękny dar! Ale nie mam z kim! [Śmiech]
Spokojnie, jesteś młodą i piękną kobietą. Może jeden z Twoich wychowanków? Zdarzyło się, że któryś z chłopców wyznał Ci miłość?
Nie, nie zdarzyło się. Ale mogę przytoczyć anegdotę. Pewien uroczy, inteligentny i czarnoskóry – bo i tacy tu bywają – trzynastolatek powiedział kiedyś do swojej mamy – Ja bardzo lubię, kiedy pani Ania ma dyżur, bo jest fajna i bardzo ładna. – Niestety, nie wiedział, że stałam tuż za jego plecami. Kiedy się odwrócił, powiedziałam – Piotrze, ja Ciebie też bardzo lubię. A najbardziej uwielbiam grać z Tobą w szachy, zawsze mnie ogrywasz.
Zawstydził się?
Absolutnie, nie. Był asertywny i inteligentnie odpowiedział, że wygrywa pod warunkiem, że dam mu zwyciężyć.
Często zdarzają się szczere rozmowy z samotnymi matkami?
Tak, bardzo często. Zazwyczaj wieczorami, kiedy dzieci już śpią. Przychodzą wtedy i wyrzucają z siebie toksyny. Czasem są bardzo głębokie i terapeutyczne, ale rozmawiamy też o rzeczach mniej ważnych. Ważne jest to, żeby wyrzucić z siebie zgorzknienie. Kobiety potrzebują i 30 minut, a niekiedy nawet 3-4 godziny. Bardzo często mam dyżury nocne, więc nie ma z tym problemu.
Czy pomimo młodego wieku, czujesz się spełniona zawodowo i życiowo?
Cieszę się, że mogę być w tym miejscu i w tym czasie. Wiem, że jestem tu w jakimś określonym celu – dla siebie i dla kogoś. To jest tak, że czujesz się potrzebny – by dziecko wypłakało się w twój rękaw, żeby kobieta powiedziała o przeżytym piekle, kiedy zabito jej matkę. O tym, że ją pogrzebała na zawsze i o tym, że wybaczyła swojemu ojcu. Jesteś tam, by widzieć, że spektakl spodobał się św. Mikołajowi, a dzieci zostały nagrodzone za swoje aktorstwo. Żyjesz tym życiem w końcu po to, żeby usłyszeć – pani Aniu, nic pani nie wie o życiu. Ono się dopiero dla pani zaczyna. – Moi przyjaciele widzą, ile siły daje mi ta praca, ona kształtuje mój charakter. Nie jest łatwo – czasami jest bardzo ciężko. Ale przebywanie z tymi ludźmi daje cholernie dużo satysfakcji.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Ja również dziękuję.
adpmg
Człowiek, piłka nożna, kabaret i, w mniejszym stopniu, polityka - to moje życie.
Online:
All:
Zamieszczone na tej stronie wszystkie notki należą do autora tego bloga i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za jego zgodą.
Myśli Studenta
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości