szanować ludzi, bo szybko odchodzą....
Zawsze w takich momentach coś ściska moje serce i puścić nie chce. Przychodzi chwila zadumy, refleksji nad ludzkim życiem. Dziś żałuję, że relacje z Nim nie były najlepsze.
Jestem ministrantem w swojej parafii, od 1999 roku. Nasz pierwszy proboszcz zmarł w 2001 roku i na Jego miejsce przyszedł nowy. Parafianie nie byli przyzwyczajeni - był cholerykiem i krzyczał. Na ludzi, na ministrantów. Mało kto z Nas miał z Nim dobre relacje. Ja do tych osób nie należałem. Później już nawet nie było uścisku ręki na przywitanie przed mszą. Czułem, że chce zapytać o studia, ale ani ja ani On, nie odważyliśmy się na pierwszy krok.
Dzisiaj żałuję. Proboszczował u nas prawie 9 lat, a to kupa czasu. Był, jaki był, ale przyzwyczajenie zostało. Przypomina mi się, kiedy spał podczas homilii głoszonych przez naszych wikariuszy. Ile wtedy było śmiechu...
Był mądrym człowiekiem. Miał ciekawe i wartościowe pomysły na Grób Pański każdej Wielkanocy, Boże Ciało, czy Pasterkę. Bardzo lubił dzieci - był zdrowy umysłowo, spokojnie. Kilka razy pomógł też mojej rodzinie. Został odznaczony za jednego z najbardziej zasłużonych działaczy płockiej "Solidarności".
Niestety, nie spał prawie w ogóle. Sam mówił, że śpi w fotelu z pilotem, bo mógłby się udusić. Często ironicznie żartowaliśmy, że kazania, których sam nie głosił, były jedyną okazją, by kimać. Do tego był otyły, palił 5 paczek dziennie czerwonych Marlboro. Miał cukrzycę. I kawa - w 2005 roku był u nas na kolędzie. Poprosił o kawę: w filiżance - dużo kawy mało wody.
Moja mama udziela się w parafii i z Nią się dogadywał. W środę, 13 stycznia zadzwonił do Niej i pocieszał przed operacją.
W czwartek, 14 stycznia, gospodyni znalazła Go nieprzytomnego w pokoju. Został przewieziony do Warszawy. Wylew krwi do mózgu. Przeszedł skomplikowaną operację, trepanację czaszki. Pozostawał w śpiączce farmakologicznej. Jego stan był bardzo ciężki. Później oddychał już samodzielnie, ale nadal pozostawał w śpiączce. 2 lutego został przewieziony do innej w warszawskiej placówki - zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych.
Zmarł wczoraj ok. 22:00, co oznajmiły płońskie dzwony kościelne. Miał 55 lat. Śmiał się, że prawie żaden z mężczyzn z jego rodziny nie dożywa 60-tki...
Zastanawiałem się długo, jak ubrać w słowa to, co chcę tym wpisem przekazać. Ale chyba trzeba powiedzieć krótko. Spieszmy się szanować samych siebie, najbliższych, przyjaciół, znajomych. Każdego człowieka, który stoi na naszej drodze. Nawet wroga. Życie jest zbyt krótkie i szybko się kończy. Głęboko w sercu pozostają nie wyjaśnione sprawy, waśnie. I cisną się sówa: "A mogłem pierwszy wyciągnąć rękę do zgody..."
Odpoczywaj w pokoju.
Ostatnio: 29125 odwiedzin
Człowiek, piłka nożna, kabaret i, w mniejszym stopniu, polityka - to moje życie.
Online:
All:
Zamieszczone na tej stronie wszystkie notki należą do autora tego bloga i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za jego zgodą.
Myśli Studenta
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości