ejaj
ejaj
empiryk empiryk
30
BLOG

Logika systemu czyli po co nam Trybunał Konstytucyjny.

empiryk empiryk Rozmaitości Obserwuj notkę 5
Kilka uwag na marginesie sprawy pana Berka

Polski ustrój jak każdy inny ma swoją wewnętrzną logikę, a jej zrozumienie przychodzi wielu komentatorom z niejakim trudem.
Wszystko wynika z tego, że udaje on ustrój z trójpodziałem władzy, ale tak naprawdę z trójpodziałem władzy ma niewiele wspólnego. Co zresztą jest wyraźnie zaznaczone w tekście konstytucji, ale mało kto na to zwraca uwagę. Otóż w art. 10 w ustępie pierwszym jest wyraźnie napisane: Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej.
Podziale i równowadze! Klasyczna zmyłka niby podział, ale równowaga. Czyli co to jest ta równowaga. Wszystkie władze mają mieć taką samą wagę? Obrazowo mówiąc władza to taki tort, który ma być podzielony na trzy równe części, żeby ważyły tyle samo? Monteskiuszowi nie o to chodziło. U niego władza ma być podzielona, ale nie na równo między trzy. Ma być rozdzielona władza wykonawcza od ustawodawczej, a sądownicza ma jedynie rozstrzygać między nimi spory. 
No właśnie rozdzielona możliwie jak najbardziej. Czy ktoś przeczytał, ze chodzi o trójpodział? Przecież tam nic takiego nie ma! Tam jest podział, a nie trójpodział. Nie przeszkadza to komentatorom konstytucji, autorom podręczników i zwykłym zjadaczom chleba twierdzić, że w Polsce mamy trójpodział władzy. 

Nie mamy moi drodzy!

Wyjaśnia to zresztą następny ustęp, który mówi wyraźnie, że: Władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały

Innymi słowy władza ustawodawcza podzielona jest na dwa ośrodki, władza wykonawcza na dwa ośrodki. A władza sądownicza? To już w ogóle trudno zliczyć, bo sądach na wokandzie sędzia równy jest chyba tylko samemu Panu Bogu. Albo przynajmniej jest pierwszy po Bogu.

Ten punkt konstytucji skłamany jest zresztą w wielu więcej aspektach. 

Faktycznie władzę ustawodawczą w Polsce pełnią: Sejm, Senat, prezydent i Trybunał Konstytucyjny. Jeśli chcesz rządzić, to musisz mieć kontrolę nad tworzonymi przepisami, a to oznacza kontrolę nad procesem w sejmie, pałacu prezydenckim i TK. Inaczej rządzenie zamienia się w swoją parodię. Logika tego systemu wymusza na politykach przejęcie wszystkich tych ośrodków władzy. Jako pierwszy zrozumiał to Jarosław Kaczyński, dlatego z jego punktu widzenia nie opłacało się wygrywać wyborów w 2011 roku, bo to zwycięstwo nic by mu nie dało. Dopiero w 2015 roku miało to większy sens. Zresztą ten strategiczny błąd popełnił Tusk, który zdecydował się wygrać wybory parlamentarne w 2023 roku. Przez to nie wygrał wyborów prezydenckich. Gdyby w 2025 roku Trzasku startował jako kandydat opozycji wygrał by łatwo z każdym kandydatem PiS-u, a później spokojne blokowałby Kaczyńskiego i jego rząd, żeby wziąć pełną pulę w wyborach 2027 (a może udałoby się doprowadzić do wcześniejszych wyborów?). Tuskowi (i jego oficerom prowadzącym) bardzo się śpieszyło i dlatego są teraz w takiej sytuacji jakiej są. Taka jest logika tego systemu

Następnie podział władzy wykonawczej na dwa ośrodki o niejasnych kompetencjach i wiecznie sobie wchodzących w drogę w przypadku polityków z różnych obozów politycznych wymusza dokładnie takie same zachowanie jak w przypadku władzy ustawodawczej. Polityk, który chce realnie rządzić nie może kandydować na któryś z najwyższych urzędów władzy wykonawczej (premiera lub prezydenta), bo w ten sposób sam się ogranicza i nie ma pełnej swobody ruchów. Prezes Kaczyński zrozumiał to w 2006-2007 roku, kiedy był premierem, a jego bart bliźniak prezydentem. Mimo tak bliskich relacji między oboma politykami i tak dochodziło do tarć między dużym, a małym pałacem. Bo taka jest logika tego systemu. Dlatego J. Kaczyński nie ma zamiaru zostać ani premierem, ani prezydentem (chyba, że w sytuacji wyższej konieczności jak w 2010 roku.). Zarzuty o to, że stworzył 2 latach 2015-2023 pozakonstytucyjny ośrodek władzy z tego punktu widzenia są zupełnie absurdalne. Są one formułowane w ramach bieżącej propagandy lub wynikają z niezrozumienia systemu.

Na koniec spójrzmy jeszcze na rodzaj ordynacji wyborczej. Zapisana w konstytucji ordynacja proporcjonalna do Sejmu daje ogromną władzę liderowi partii o wysokich sondażach. Może on dowolnie kształtować skład swojego klubu parlamentarnego, czyli tworzyć partię w istocie widzowską o nieograniczonej niczym władzy. Jeśli jest to partia, która samodzielnie wygra wybory daje to liderowi partii nieograniczoną prawie władzę w kraju. Jedynym ośrodkiem, który może go powstrzymać i ograniczyć są nieprzychylne mu, ale wpływowe media.
Z drugiej jednak strony ordynacja ta daje możliwość tworzenia jednosezonowych partyjek opartych na popularności jednego tylko polityka. Wystarczy zdobyć 5%+ w wyborach i już się jest jak to panisko na włościach. Stąd rozłamy i mnożenie politycznych bytów ponad potrzebę. Taka jest logika systemu. W wyborach do Senatu mamy praktycznie rzecz biorąc dwie opcje i następnych wyborach wszystkie te rozdrobnione partyjki będą musiały wejść pod jakiś parasol: KO lub PiS. Bo taka jest logika systemu.

Na koniec odpowiedzmy sobie na tytułowe pytanie po co nam trybunał konstytucyjny? Przy okazji potencjalnej nominacji Berka podniosły się wzmożone moralnie głosy, ze tak nie uchodzi. W świetle tego co napisałem wyżej polityk dzierżący władzę nie ma innej opcji. Musi wsadzić tam ludzi absolutnie pewnych, żeby mu trybunał nie wkładał kija w szprychy. Logika systemu tego od niego wymaga. Jeśli chcemy uniknąć takich dwuznacznych moralnie sytuacji należałoby zlikwidować TK, a całość jego kompetencji przenieść do Sądu Najwyższego. Tam o niebo trudniej byłoby wcisnąć byłych polityków, a może wtedy ten mityczny postulat równowagi miałby większą szansę realizacji.

empiryk
O mnie empiryk

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Rozmaitości