Szacun Szacun
43
BLOG

Nadzieja narodu ;-)

Szacun Szacun Polityka Obserwuj notkę 3

Dziennikarz dziennika "Dziennik" (a jakże ;-) ) Mikołaj Wójcik, w swym salonowym wpisie zatytułowanym: "PiS jak Dukakis i ofermy z Platformy" (http://mikwojcik.salon24.pl/36893,index.html) , stawia ciekawe pytanie: 


"dlaczego PO, mającą do dyspozycji nie mniejsze (od PIS - przyp. Szacun) pieniądze i przedstawiającą się jako partia nowoczesna, partia ludzi młodych, ugrupowanie ludzi z inwencją (z tych co zostali, bo przecież jak mówi Donald Tusk - wszyscy fachowcy pojechali do Irlandii) nie potrafi godnie i na poziomie odpowiedzieć PiS-owi?"


„Partia Młodych wykształconych ludzi” :) Otóż to - w tych czterech wyrazach tkwi sedno zagadnienia. Rozgryźmy istotę tego „wytrychu” zmajstrowanego misternie z badań preferencji wyborczych, bezkrytycznie  i gładko (jak przystało na profesjonalnych cyrkowych połykaczy propagandowych noży) łykanego przez komentatorów życia publicznego i aplikowanego tzw. szerokim masom społecznym jako „oczywista oczywistość”.

Chcąc pokrótce i możliwie szybko odnieść się do tej kwestii, swoją opinię nakreślę w kilku zdaniach, proszę więc wybaczyć mi pewne uproszczenia, tudzież uogólnienia :) Zastrzegam, że moja opinia opiera się na własnych obserwacjach, nie zaś na twardych danych statystycznych, stąd raczej publicystyczny i względny charakter stwierdzeń typu „większość” czy „prawie wszyscy”...


Spójrzmy nieco bardziej wnikliwie na tkankę elektoratu, do którego słowa te się odnoszą.

 

Po roku 1989 dość szybko zaczął poszerzać się dostęp młodzieży do szkół wyższych. Tym samym z roku na rok studenci przestali być elita. Dziś większość młodych ludzi idzie na studia tak jak szli do szkoły średniej - z rozpędu, bo wszyscy idą, bo rodzice posyłają, bo nie chcą iść do wojska. Nieczęsto jest to świadoma decyzja osoby, która wie po co jest jej ten dyplom potrzebny.

Jednocześnie jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać uczelnie prywatne, a oferta programowa istniejących zaczęła intensywnie poszerzać się (przynajmniej z pozoru) o chwytliwie nazywane kierunki, mające zaspokoić popyt na uczelniany fastfood. Ta masowość siłą rzeczy wpłynęła na statystyczne znaczne obniżenie intelektualnego progu jaki do przekroczenia ma potencjalny student, potencjalny magister.

W PRL-u, z takich czy innych powodów, miliony zdolnych młodych ludzi nie mogły podjąć nauki na wyższych uczelniach. Dziś ich IQ nie wyparował, jednak formalnie pozostają oni osobami mniej wykształconymi (choć często znacznie kompletniej ukształtowanymi) niż zastępy seryjnie i bez specjalnej kontroli jakości produkowanych dziś magistrów.

Jakże zdewaluowały się u nas dyplomy!  

Osoby politycznie ukształtowane i świadomie podejmujące  decyzje wyborcze (często wbrew owczemu pędowi otoczenia) to chlubna mniejszość pośród studentów i świeżych absolwentów wyższych uczelni. Ci swe sympatie kierujący na PiS, bądź szerzej: na środowiska konserwatywnej prawicy to grupa obierająca niepopularną wśród rówieśników orientację polityczną, to nonkonformiści niepodążający za trendami środowiskowymi, zdający sobie sprawę, że w ich szeroko pojętym środowisku "wykształconych" są postrzegani niczym odszczepieńcy - jak nastoletni miłośnik muzyki poważnej na blokowisku pośród ziomali-blokersów bujających się pod klatkami w rytm taniego hip-hop'u.

Dziś nierzadko na publicznych uczelniach, do niedawna mogących pochwalić się przyzwoitym poziomem dyplomantów, by zostać wpisanym na listę studentów wystarcza uzyskanie 3 punktów przelicznikowych na 100 możliwych za oceny ze świadectwa maturalnego! Większość tych ludzi prędzej czy później ukończy studia i otrzyma dyplom... Część szkół prywatnych, nawet bez stawiania choćby i takich wymagań, sprzedaje dyplomy hurtowo, na niezbyt chyba dobrze rozumianych zasadach rynkowych: klient płaci - klient wymaga. Kilka milionów bakałarzy (czy raczej licencjatów?) i magistrów już w tym trybie permanentnego wyciągania za uszy (bo uczelniany biznes musi sie kręcić) dyplomy zdobyło. Wybaczcie, ale to nie jest ELITA. Dziś dyplom to stanowczo za mało by się do niej zaliczać. Jeszcze kilkanaście lat temu połowa z nich kończyłaby co najwyżej zawodówki. Jednak urodzili sie 10 lat później i dziś ani nie są dość wykwalifikowani, by uzupełnić niedobór (dobrze płatnych przecież) fachmanów od łopaty na budowach, ani dość dobrzy by walczyć o posady odpowiadające nominalnym kwalifikacjom dla dumnie wytłuszczonych na ich dyplomach tytułów...

To jeden z powodów dla których nasi świetnie wykształceni młodzi "fachowcy" swą karierę zawodowa na Wyspach często nie tylko zaczynają, ale i kończą na zmywaku bez perspektyw na awans.

Dla większości z nich polityka to tylko echa medialnego jazgotu mylnie skojarzone jako przyczyna ze skutkiem w postaci frustracji zrodzonej z własnych niepowodzeń. Zaś dla wielu tych, którym się wiedzie lepiej, polityka to raczej cos na kształt MTV TOP Twenty. Plebiscyt na walory audio-wizualne zgrabnie opakowanych i dobrze wypromowanych przez życzliwe media gładkich, obłych czarusiów. Oni wszyscy (ci „młodzi wykształceni ludzie”, nie czarusie) czy to bezrefleksyjnie i biernie zawieszeni w "międzyczasie" gdzieś pomiędzy wczoraj a jutrem młodziankowie, czy to drapieżne, żyjące chwilą młode szczury w wyścigu po kasę, nie bardzo dostrzegają szersze kontinuum czasowe. Nie chcą go dostrzegać. Nie czują potrzeby. Nikt nie nauczył ich zauważać związki między przesłankami z historycznej już przeszłości, a ich skutkami dla przyszłości. Bezmyślnie powtarzając w duchu doniośle brzmiące hasła "niezależnych ekspertów" (bądź „uznanych autorytetów”) i rozanieleni w odurzających oparach maksymy "wybierzmy przyszłość" kiwają głowami w jakże przecież rozumnej aprobacie dla jedynie słusznej abolicji dla błędów lat minionych. W poczuciu rozgrzeszenia i absolutnej wolności od odpowiedzialności (jak wolność, to wolność pełną gębą!) tanecznym krokiem, lekko podchmieleni niefrasobliwością niby idą do przodu, ale w tłumie jakby stali w miejscu, podczas gdy ich mózgi zatruwa wielkomiejski smog jakiejś "neo-tolerancji", zaś silnie zakorzenione przez wiodące media przywiązanie do wartości  świeckiej „neo-miłości bliźniego" sprawia, że pod nosem, niemal już bezwiednie, instynktownie psioczą wciąż na oszołomów, śmieszne durne mohery i obrzydliwe kaczki krzywonogie, kurduplaste, mrukowate, zakompleksione, wredne i głupie ;) Ot nasi wspaniali , ceniący pluralizm i wolność słowa, pozbawieni ksenofobicznych odruchów Wykształceni Młodzi Ludzie – przyszłość i samozwańcza nadzieja narodu ;-)


Kochane Babcie! Dla dobra Polski: schowajcie dowody swym rozkosznym głuptasom, wnusiom-studentom. Tak na wszelki wypadek - a nuż takiemu jednemu z drugim strzeli jednak do głowy by tak dla jaj udać się jednak do urny ;-)


Szacun


Szacun
O mnie Szacun

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka