12.10.2007
Portowa dzielnica Gdyni. Późne godziny wieczorne. Przejmująca chłodem jesienna aura; tonące we mgle składy kontenerów wzdłuż niemal zupełnie wyludnionej uliczki. W bladym świetle ulicznej latarni dają się dostrzec kontury mrocznych sylwetek. Dwóch rosłych, krótko ogolonych drabów z czymś się mocuje. Ten nieco niższy robiąc krok w tył na moment pozwala dostrzec trzecia sylwetkę - odrobina światła wystarczy, by rozpoznać znajomą twarz. To wiceminister kultury. Ciasno przywiązany do słupa, lekko pochylony ku trotuarowi, przytrzymywany w żelaznym uścisku wyższego draba. Druciane pęta zaciągane mięsistymi dłońmi drugiego osiłka wrzynają się w dobrze skrojony garnitur urzędnika. Drut chrobocze po żelbetonowym słupie latarni.
Niższy szorstkim półszeptem: "Trzeba naprostować tego Sellina."
Energiczny ruch masywnego ramienia. Druciane więzy wydały przejmujący jęk, ale nie puściły. Więcej już nie drgnął. Na twarzy zastygnięty nieczytelny grymas. Osiłek wydaje się być ukontentowany efektem - pisowski wiceminister skutecznie postawiony do pionu. Nie trzeba poprawiać. Z ziemi podnosi zwój drutu. Drugi na ramię zarzuca spory pakunek. Zlecenie trzeba wykonać przed świtem, a dykty zostało jeszcze sporo. Ruszają w kierunku kolejnej latarni drutować następnego Sellina.
...
Powyższa notka to zapis wrażeniowy z wieczornej przeprawy przez portowe zakamarki Gdyni w okolicach ul. Rotterdamskiej w gorącym czasie plakatowania ulicznych latarni wizerunkami uczestników parlamentarnej kampanii wyborczej. Prezentuje prawdziwe postaci i wydarzenia ;)


Komentarze
Pokaż komentarze (4)