41 obserwujących
266 notek
330k odsłon
  431   1

Smoleńsk, czas zakończyć to błazeństwo…Czy coś się zmieniło?

Wrak prezydenckiego tupolewa w Smoleńsku, 11 kwietnia 2010 r. (SERGEY PONOMAREV/ASSOCIATED PRESS)
Wrak prezydenckiego tupolewa w Smoleńsku, 11 kwietnia 2010 r. (SERGEY PONOMAREV/ASSOCIATED PRESS)

Tekst ten napisałem w 2013 r. Czy coś się zmieniło? W/g mnie tak, na gorsze…
 
Smoleńsk, It's Enough to Make You Sick…

Załoga tupolewa mogła lądować na 2 innych lotniskach - w Witebsku (130 km od Smoleńska) i Mińsku. Lot na te lotniska zająłby Tu154M odpowiednio 19 i 26 minut.
Załoga Tu-154 podczas lotu połączyła się z pilotami rządowego samolotu Jak-40, który wiózł na miejsce dziennikarzy. Rozmowę pilotów Jaka-40 z załogą Tu-154 odczytano z czarnych skrzynek rozbitego samolotu.
Pierwsza rozmowa odbyła się o godzinie 8.25:

- No witamy Ciebie serdecznie. Wiesz co, ogólnie rzecz biorąc, to piz.. tutaj jest. Widać jakieś 400 metrów około i na nasz gust podstawy są poniżej 50 metrów grubo - mówi jeden z pilotów Jaka-40.
- (...) Jeśli można to spróbujemy podejścia, ale jeśli nie będzie pogody, to odejdziemy na drugi krąg - mówi dowódca Tu-154. - A wyście wylądowali już? - pyta drugi pilot Tu-154.
- No, nam się udało tak w ostatniej chwili wylądować. No, natomiast powiem szczerze, że możecie spróbować, jak najbardziej. Dwa APM-y są, bramkę zrobili, tak że możecie spróbować, ale.... Jeżeli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć na przykład do Moskwy albo gdzieś - odpowiedział pilot Jaka. Najprawdopodobniej to słowa por. Artura Wojsztyla, dowódcy Jaka-40, który wcześniej w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" mówił, że poinformował załogę Tu-154 o tym, że im udało się wylądować oraz ostrzegał, że warunki są trudne.
"Grube są te chmury?"

Chwilę później, o godzinie 8.27 znów połączono się z załogą Jaka.

- Remuś, spytaj Artura, czy grube są te chmury - prosi drugi pilot Tu-154 członka załogi Jaka. Po chwili jest odpowiedź: - Jakieś 400-500 metrów.
- Ale grubość tych chmur to 400-500 metrów? - dopytuje drugi pilot. Odpowiedź załogi Jaka: - Z tego, co pamiętamy na 500 metrach jeszcze byliśmy nad chmurami. Drugi pilot Tu-154: - A... Na 500 metrach nad chmurami... Dobra, dobra, dzięki. Załoga Jaka: - A... Jeszcze jedno... APM-y są oddalone od progu pasa jakieś 200 metrów.
- APM-y rozstawili. Od progu pasa 2100 metrów - przekazuje swojej załodze drugi pilot. Dowódca poleca, by spytać, czy na miejscu są już Rosjanie. Chodzi o rosyjskiego Iła-76, który wcześniej podejmował próby lądowania.
- A Rosjanie już są? - pyta drugi pilot. Załoga Jaka: Ił dwa razy podchodził i chyba gdzieś odlecieli.
- No rozumiem, dzięki - odpowiada drugi pilot.

Przeczyny katastrofy smoleńskiej są już od dawna znane. Odpowiedzialność za tego rodzaju wypadek jest jednoosobowa. Kapitan w czasie lotu jest 1-szym po Bogu. Nikt, nawet prezydent nie może mu rozkazywać. Natomiast, czy spory sztab ludzi odpowiedzialnych m.in. za: usuniecie w latach 2005 – 07 znakomitych, doświadczonych pilotów wojskowych, powinien być poddany przesłuchaniu prokuratorskim? Zmian politycznych, które doprowadziły do znamiennych wypadków samolotowych w armii. Brak adekwatnego sprzętu i potrzebnych szkoleń m.in. zagranicznych. Wybrani piloci do zadań najważniejszych, czyli przewózki głów państwa i najwyższych urzędników państwowych, byli najlepszymi z możliwych. Niestety, sami posiadali bardzo kiepskie doświadczenie, praktykę, szkolenia etc. Najlepsi szkolili się nadal w „Locie” marząc, aby zostać pilotami. Zaciąg na studia oficerskie i późniejsze upodlająco niskie pensje nie były zachęcającymi to tego rodzaju służby. Polska armia, lotnictwo w Wielkiej Brytanii zostało - z wiadomych powodów – w 1947 r. zlikwidowane. I tak dobra sprawę, nigdy nawet po 1990 r. nie uzyskało miana godności tradycji Wojska Polskiego.

Załączona rozmowa pilotów – „śmietany” naszego lotnictwa, to wstyd i hańba dla polskich oficerów, bohaterów a także, gentelmen’ow z RAF’u. Ludzi, którzy swoja postawa, walecznością, wiedza, doświadczeniem rozsławili nasz kraj na całym świecie. Niestety, rozmowa pomiędzy pilotami Tu-154 a Jaka-40 to wstyd i zażenowanie. Język robotnika, małolata z okolicznego baru czy dresowego kibica.
No cóż, nadal stare powiedzenia ma się znakomicie. Ojciec miał dwóch synów. Jeden był w wojsku, drugi był mądry.
Niedawno ukazała sie znakomita książka autorstwa Lynne Olson i Stanley Cloud. Co za paradoks, Amerykanie dla Polaków? Dlaczego nie pielęgnujemy własnej historii??
Bo może domorośli historycy jak Sławomir Cenckiewicz, czy małolat Paweł Zyzak zajmują się polityczną propagandą wynajętych sługaczy z partii opozycyjnej?

Kapitan wyjaśnia, że potrzebuje ciśnienie i temperaturę.

08:24:49 044 No witamy Ciebie serdecznie. Wiesz co, ogólnie rzecz biorąc, to pi..a tutaj jest. Widać jakieś 400 metrów około i na nasz gust podstawy są poniżej 50 metrów, grubo.
08:24:51 D Temperatura plus 2, ciśnienie 7-45, 7-4-5, warunków do lądowania nie ma.
    Kontrola podaje ciśnienie i temperaturę. Bardzo wyraźnie zaznacza, że warunków do lądowania nie ma.
08:25:01 KBC Dziękuję, no jeśli można, to spróbujemy podejścia, ale jeśli nie, nie będzie pogody, to odejdziemy na drugi krąg.
    Kapitan prosi jednak o pozwolenie na zniżanie do wysokości decyzji.
08:25:04 2P A wyście wylądowali już?
08:25:05 044 No, nam się udało tak w ostatniej chwili wylądować. No, natomiast powiem szczerze, że możecie spróbować, jak najbardziej. Dwa APM-y są, bramkę zrobili, tak, że możecie spróbować, ale... Jeżeli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć na przykład do Moskwy albo gdzieś.
    Artur Wosztyl proponuje załodze Tu-154M spróbować podejścia do lądowania, choć zaznacza, że warunki są złe.
08:25:12 D 1-0-1, po próbnym podejściu wystarczy wam paliwa na zapasowe?
    Kontroler upewnia się, że załodze wystarczy paliwa na lot na lotnisko zapasowe, po "próbnym podejściu".Tego określenia używa kontroler.
08:25:18 KBC Wystarczy.
08:25:19 D Zrozumiałem.
08:25:22 KBC Proszę o pozwolenie na dalsze zniżanie.
08:25:24 2P Dobra, przekażę to Arkowi, na razie, heja.
Przeczytajmy fragmenty stenogramu czarnej skrzynki:
10:24:49,7 - Pilot Jaka 40 - No witamy Ciebie serdecznie. Wiesz co, ogólnie rzecz biorąc, to pizda tutaj jest. Widać jakieś 400 metrów około i na nasz gust podstawy są poniżej 50 metrów grubo.
10:25:04,3 - Drugi pilot - A wyście wylądowali już?
10:25:05,8 - Pilot Jaka 40 - No, nam się udało tak w ostatniej chwili wylądować. No, natomiast powiem szczerze, że możecie spróbować, jak najbardziej. Dwa APM-y są, bramkę zrobili, tak że możecie spróbować, ale.... Jeżeli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć na przykład do Moskwy albo gdzieś.
10:25:24,8 - Drugi pilot - Dobra, przekażę to Arkowi, na razie, heja.
10:25:55,1 - Drugi pilot - Na ich oko jakieś 400 widać, 50 metrów podstawy
10:37;01- Pilot Jaka 40 - Arek, teraz widać 200

A więc na długo przed zejściem na krąg nad lotniskiem, pilot Tupolewa wiedział już od kolegów pilotów Jaka 40, że podstawa chmur w Smoleńsku jest na wysokości 50 metrów nad ziemią, a widoczność pod podstawą chmur wynosi 400 metrów (później pogorszyła się do 200 metrów według relacji pilotów Jaka 40). Według karty podejścia, minima dla Smoleńska wynoszą 100/1000 metrów.
Pierwsza liczba oznacza wysokość podstawy chmur, druga, widoczność pod podstawą. Oznacza to, że jeśli na 100 metrach wysokości na ścieżce podejścia nie nastąpi wizualny kontakt z pasem lub jego światłami, należy zaprzestać lądowania i odejść. Pilot zdecydował się jednak rozpocząć procedurę lądowania pomimo wiadomych mu aktualnych warunków będących poniżej minimum, co wkazuje na jego determinację dokonania ladowania w Smoleńsku.
Powód tej determinacji - to osobny temat. Robiąc to wiedział już, że na wysokości 100 m nie uzyska kontaku z pasem lub jego światłami, gdyż będzie leciał w chmurach, a w chmurach nic nie widać. Zdecydował się zatem zejść pod podstawę chmur i zrobił to jeszcze przed markerem bliższej radiolatarni, który jest w odległości 1100 m od progu pasa - ponieważ według karty podejścia na ścieżce nad markerem powinien być na 70 metrach, czyli byłby w chmurach, a więc bez widoczności. Natomiast odległość 1100 m od markera do progu, lub bliżej (jeśliby schodził po ściezce do 50-ciu metrów) nie wystarczy mu żeby zrobić korektę kursu o niewiadomej wielkości na oś pasa takim kolosem jak Tupolew.
Procedura podejścia na dwie radiolatarnie i PAR, która była wykonywana w Smoleńsku, nie jest bowiem podejściem precyzyjnym, tak jak na ILS. Zawsze wychodzi się z boku osi pasa i korekta kursu musi być wykonana wystarczająco wcześnie na kontakt wzrokowy ze światłami pasa (w Smoleńsku dodatkowo ustawiono APM-y) lub samym pasem. Pilot zatem próbował zejść pod podstawę chmur wynoszącą 50 metrów nad ziemią wystarczająco wcześnie, tylko że znalazł się w wąwozie. Z 50 metrów szybko
zrobiło się 20 metrów za sprawa wznoszącego się zbocza wąwozu przed samolotem.

http://johnkowalski.salon24.pl/247411,lex-parsimoniae

Cyt:
No witamy Ciebie serdecznie. Wiesz co, ogólnie rzecz biorąc, to pizda tutaj jest.
II pilot: Dobra, przekażę to Arkowi, na razie, heja.
Oto forma rozmowy pomiędzy polskimi oficerami. Język prymitywa zastąpił najlepsze tradycje polskiego lotnictwa. Teatr znakomitej rozrywki ma się w najlepsze. W salonie podobnie, cyt:*
... uwielbiam patrzec jak miernoty tlumacza "oczywiste oczywistosci", a panienki, ktorych najwiekszym zyciowym zmartwieniem jest dopasowanie torebki do sukienki, żądają dowodów na wylot prezydenta Kaczynskiego z Polski...
*L.L.Leming


Marta Kaczyńska: Wiemy jakie jest nastawienie społeczne do katastrofy smoleńskiej. Niektórzy mają jej dosyć. Jeżeli ja miałaby o tym decydować, skoncentrowałabym się na przygotowaniu rzetelnego dokumentu. A dywagowanie o nie do końca potwierdzonych okolicznościach jest po prostu szkodliwe - powiedziała o katastrofie smoleńskiej Marta Kaczyńska.

Zobacz galerię zdjęć:

http://pressmania.pl/katasrofa-smolenska-wraca-do-gry/
http://pressmania.pl/katasrofa-smolenska-wraca-do-gry/
Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale