Kto ma wejść do tunelu? Profesor zza biurka, artysta, influencer czy rezolucja na papierze?
Ludzie, którzy dziś najgłośniej krytykują Izrael, rzadko odpowiadają na najprostsze pytanie: co konkretnie ma zrobić państwo, którego obywateli mordowano w domach, szkołach, autobusach, restauracjach i na festiwalu muzycznym? Jak ma rozbroić organizację terrorystyczną ukrywającą się wśród cywilów? Jak ma odzyskać zakładników? Jak ma zniszczyć tunele, wyrzutnie, składy broni i dowództwo Hamasu? Na to zwykle nie ma odpowiedzi. Jest tylko refren: Izrael nie może, Izrael przesadza, Izrael ma być humanitarny.
Oczywiście państwo musi ważyć środki, minimalizować ofiary wśród cywilów i odpowiadać za popełnione błędy. Ale moralne hasła nie są strategią wojenną. „Nie wolno zabijać cywilów” to zasada, nie plan działania. Humanitaryzm jest konieczny jako granica. Nie wystarcza jako metoda obrony przed przeciwnikiem, który własnych cywilów traktuje jak osłonę, a cudzych jak cel.
Żeby zrozumieć izraelską doktrynę bezpieczeństwa, trzeba pamiętać o faktach. Ma’alot w 1974 roku: terroryści wzięli dzieci w szkole jako zakładników i zamordowali uczniów oraz cywilów. Coastal Road w 1978: porwany autobus, dziesiątki zabitych, w tym dzieci. Naharijja w 1979: mord na rodzinie Haran, w tym na małym dziecku. Sbarro w 2001: zamach w pizzerii pełnej rodzin. Hotel Park w Netanji w 2002: masakra podczas sederu Pesach. Itamar w 2011: zamordowano całą rodzinę, w tym niemowlę. A potem 7 października 2023 roku: kibuce, domy, festiwal Nova, około 1200 zamordowanych i ponad 250 porwanych do Gazy.
To nie są przypisy do eseju ideologicznego. To jest źródło izraelskiego lęku i izraelskiej determinacji. Kto tego nie rozumie, ten nie analizuje rzeczywistości, tylko pisze akt oskarżenia z pominięciem najważniejszych stron.
Izrael nie jest państwem idealnym. Żadne nie jest. Można i trzeba krytykować jego rządy, błędy, nadużycia, politykę wobec osadnictwa, zaniedbania i brutalność. Ale czym innym jest krytyka państwa demokratycznego, a czym innym odbieranie mu prawa do skutecznej samoobrony. To nie jest uczciwa analiza. To coraz częściej podwójny standard, stosowany akurat wobec państwa żydowskiego.
Nie ma symetrii między państwem walczącym z organizacją terrorystyczną a organizacją, która świadomie wybiera cywilów jako cel i buduje swoją strategię na ich śmierć. Hamas najpierw morduje izraelskich cywilów, potem chowa się między własnymi cywilami, a następnie pokazuje światu skutki wojny jako propagandowy dowód winy Izraela. To jest cyniczne, skuteczne i od lat działa na opinię publiczną na Zachodzie.
Właśnie dlatego tak drażni ton wielu ludzi opinii: profesorów, aktywistów, artystów, komentatorów, sprawozdawców ONZ i autorów listów otwartych. Świetnie wiedzą, czego Izraelowi nie wolno. Nie potrafią powiedzieć, kto ma wejść do tuneli, kto ma odbić zakładników, kto ma zatrzymać Hezbollah, kto ma powstrzymać Iran i kto ma wziąć odpowiedzialność za izraelskie dzieci, jeśli Izrael zostanie sparaliżowany cudzym moralizowaniem.
Ten język brzmi szlachetnie, bo mówi o prawach człowieka, dzieciach i cierpieniu. I słusznie: każda śmierć cywila jest tragedią. Ale jeśli za tym językiem nie stoi żadna odpowiedź na pytanie, jak pokonać terrorystów, to zostaje tylko wygodna ucieczka. Łatwo pisać eseje o humanizmie z bezpiecznego mieszkania, z uniwersytetu albo ze studia telewizyjnego. Znacznie trudniej jest odpowiedzieć, co ma zrobić państwo po masakrze swoich obywateli.
Izrael nie ma obowiązku popełnić samobójstwa, żeby zadowolić europejskie salony opinii. Ma obowiązek chronić swoich obywateli. Nie ma obowiązku być idealną ofiarą cudzej wrażliwości. Nie ma obowiązku udawać, że tunele są metaforą, rakiety desperacją, a zakładnicy tylko „komplikacją negocjacyjną”.
Dlatego pytanie pozostaje proste. Skoro tak wielu ludzi wie, czego Izraelowi nie wolno, niech wreszcie powiedzą, czego wolno. Jak konkretnie rozbroić Hamas? Jak zatrzymać Hezbollah? Jak odpowiedzieć Iranowi? Jak zniszczyć infrastrukturę terroru ukrytą wśród cywilów, nie narazając przy tym żadnego niewinnego człowieka? Nie zrobi się tego rezolucją. Nie da się tego zrobić listem otwartym. Nie da się tego zrobić hasłem z transparentu.
Niech więc ci, którzy tak łatwo oskarżają Izrael, odpowiedzą uczciwie: jak państwo po Ma’alot, Coastal Road, Naharijji, Sbarro, Netanji, Itamar i 7 października ma obronić swoich ludzi przed następną masakrą, następną rakietą, następnym tunelem i następnym porwaniem?
Jak mnie znacie, odpowiadam na większość komentarzy. Ale warunkiem jest zgoda na kulturalną dyskusję, opartą na źródłach i faktach, a nie na obrzydliwym antysemityzmie.
To spór nie tylko o bezpieczeństwo Izraela, ale także o przyszłość świata zachodniego, który coraz częściej nie potrafi bronić własnych wartości. Jeśli wolne społeczeństwa nie umieją odróżnić demokratycznego państwa broniącego swoich obywateli od fanatycznych organizacji terrorystycznych, to problem wykracza daleko poza Bliski Wschód. Dotyczy samego fundamentu cywilizacji opartej na wolności sumienia, odpowiedzialności państwa i prawie do życia bez terroru.
Z dyskusji na FB. Anne Goldschmid. Edit Eternity z podanymi komentarzami.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)