Ci, którzy wybrali Nawrockiego, twierdzili, że to „dobra wizytówka Polski”. Dziś raczej zastanawiają się, jak wytłumaczyć tę wizytówkę każdemu, kto widział jego ostatnie wystąpienie.
Ja prezydenta Polski, pana Nawrockiego, nie wybierałem i za niego nie odpowiadam. Jednak stanowczo nie życzę sobie, aby znowu powstawały nowe „Polish jokes”. To, co ten człowiek wyprawia, jest skandaliczne. Nie ma zielonego pojęcia o polityce, a wszystkie jego przemówienia piszą mu pomocnicy. To są zdrajcy narodu, którzy współpracują i wykonują rozkazy Jarosława Kaczyńskiego. Ludzie, opanujcie się.
To wystąpienie Nawrockiego wyglądało jak nieudana próba matury ustnej, a nie jak przemówienie wysokiego urzędnika państwowego. Tekst miał przed sobą, a mimo to brzmiało to tak, jakby czytał coś pierwszy raz w życiu – niepewnie, chaotycznie, bez zrozumienia.
Kulminacją była wpadka z „decade”, które zabrzmiało jak „dick-aid”. Efekt? Sala najwyraźniej nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy współczuć, ale jedno było jasne: to nie było poważne wystąpienie reprezentanta państwa, tylko materiał na memy.
Zamiast zbudować szacunek, Nawrocki idealnie wpisał się w ciąg „Polish jokes”, tym razem na żywo i na własne życzenie. Jeśli ktoś po takim popisie twierdzi, że to wzmocniło wizerunek Polski, to chyba oglądał zupełnie inne nagranie.
Wiecie, dlaczego jego doradca Bogucki jest „najbliższym przyjacielem Kaczyńskiego”? Bo ktoś musi podpowiadać prezydentowi, co myśleć i mówić. Wszystko, co wychodzi z ust Nawrockiego, przepuszczone jest przez filtr Nowogrodzkiej – on sam jest w polityce od kilku miesięcy i wcześniej zajmował się zupełnie innymi rzeczami. Nagle ma udawać męża stanu, choć nie zna ani mechanizmów dyplomacji ani realiów międzynarodowej polityki bezpieczeństwa.

To prosty człowiek z robotniczej rodziny – i samo to nie jest żadnym zarzutem. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś bez przygotowania, bez wiedzy i bez własnego zdania zostaje wrzucony na szczyt państwa tylko dlatego, że jest lojalny wobec jednej partii i jej prezesa. W starciu z ludźmi pokroju Sikorskiego wygląda na zagubionego statystę, który powtarza cudze kwestie.
Tragedia polega na tym, że to nie jest już tylko jego osobisty problem. Ponad 10 milionów Polaków, którzy na niego zagłosowali – często w dobrej wierze – płaci dziś cenę za eksperyment, w którym najwyższy urząd w państwie stał się elementem partyjnej układanki. I tę cenę będziemy wszyscy spłacać nie w memach, tylko w realnej polityce zagranicznej i bezpieczeństwie państwa.

Wiecie, dlaczego spora część ludzi w Salonie24 popiera Nawrockiego? Ponieważ jest do nich podobny. Pochodzi z robotniczej rodziny. Nie miał ciekawego dzieciństwa ani dobrych wzorców. Stąd popierają takiego drania, nie zdając sobie sprawy, kim on jest – on jest podobny do nich.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)