Consolamentum zastanawia się, czemu pod Olkuszem nie mają prądu i czemu nikogo w TVN to nie interesuje. Wydawałoby się, że to są w końcu też wyborcy, którzy mają swoje głosy i widzowie, którzy mają swoje portfele.
A sprawa jest dość prosta. Człowiek zajmuje się tym, co jest dla niego ważne. Ma oczywiście ograniczone możliwości percepcji, zajmuje się więc kilkoma, kilkunastoma najważniejszymi sprawami.
Jeśli mieszka w Warszawie i zarządza dużą partią to najważniejsze są sprawy warszawskie i sprawy partii. Najważniejsze jest co o nim powiedzą w TV, czy podwładny nie dał z czymś dupy i czy ustawa, którą chce zablokować przejdzie czy nie przejdzie. Dla polityka w sejmie prąd w Olkuszu nie ma większego znaczenia, nawet jeśli racjonalnie zdaje sobie sprawę, że to ważne.
Sytuacja mogłaby być lepsza, gdyby sprawa podlegała administracji lokalnej. Gdyby ew. pieniądze do wydania miał lokalny polityk, który w Warszawie nie bywa - ale taka sytuacja znowu nie jest na rękę partyjnym bossom bo co oni z tego mają, że coś się dzieje lokalnie? Czy Kaczyński albo Tusk coś może na tym zyskać? Nic, tylko kłopoty. Jeśli wszystko jest ok, to nikt poza ową wsią się o tym nie dowie. Jeśli jest źle, dowie się cała Polska. W dodatku nie ma kontroli nad kasą czyli - władzy.
Zupełnie inna sytuacja jest przy silnej centralizacji, takiej jaką forsuje PiS. Wtedy działacz lokalny jest całkowicie zależny od władzy centralnej. Kiedy więc coś trzeba zrobić we wsi pod Olkuszem to co robi lokalny działacz? Lokalny działacz dzwoni do Warszawy. A w Warszawie jak wiadomo nikogo to co ma do powiedzenia nie interesuje, bo dlaczego ma interesować? Kaczyński ma do wygrania wybory prezydenckie i żaden prąd we wsi pod Olkuszem go nie interesuje, jego pomagierzy też mieszkają w Warszawie i też mają ważniejsze sprawy na głowie.
Jest oczywiście pewien rodzaj ludzi, którzy chętnie np. Tuskowi pomogą w rozdysponowywaniu pieniędzy nawet w tej wsi pod Olkuszem ale tu się zaczyna paradoks - ludzie gotowi sprawnie i bez szemrania wykonywać niewdzięczne zadania gdzieś tam na prowincji są zwykle pozbawieni politycznych ambicji, mają za to w nadmiarze albo chciwość albo brak kompetencji. Z samej swojej natury nie będą w stanie zrealizować celów, które przed nimi postawiono.
Stąd stara i dobra zasada dysponowania groszem publicznym - pieniądze powinny być wydawane tak nisko w hierarchii jak się da. Wszystkie pieniądze, które może sprawnie wydać sołtys powinien wydawać sołtys, bo on jest najbliżej wyborców i on najlepiej wie co kiedy i jak wydać. Podobnie nieco wyżej - w powiecie.
Ale to oczywiście jest nie do zniesienia dla szefów wielkich partii bo przeniesienie wydatków i kompetencji daleko od ich rączek pozbawia ich władzy, osłabia podwójnie - raz że tracą możliwość dysponowania pieniędzmi i dwa, że tracą kontrolę nad lokalnymi działaczami, dla których ważniejsze stają się sprawy lokalne a nie zadowolenie szefa z Warszawki.
Przeniesienie kompetencji i pieniędzy "w dół" wywołuje więc u polityków z centrali wysypkę i inne groźne reakcje alergiczne. Bronią się przed tym jak potrafią. Ostatnio najpopularniejszym argumentem jest "lokalny układ". Nie można dać sołtysowi kasy do ręki, bo jak się da to się w ten sposób spetryfikuje lokalny układ, w którym ten sołtys jest umoczony. Trzeba więc zastąpić go układem centralnym, w którym co prawda są zazwyczaj ci sami ludzie ale na górze jest dobry car, który w razie czego pogrozi palcem i wszystko naprawi.
Jak dobrze ten mechanizm działa opisywał nam swego czasu pan Kisiel więc się nie będę rozwodził. Ale to że nie działa nie jest przeszkodą do jego popierania bo przecież najważniejszy jest wódz i jego potrzeby i problemy. A lokalnie zawsze jest szansa, że z okazji wyborów coś z pańskiego stołu skapnie...
System zdecentralizowany ma jeszcze jedną wielką zaletę. Miejsca z dobrymi gospodarzami, którzy wydają pieniądze racjonalnie a nie kradną czy wspomagają swojaków - rozwijają się lepiej, szybciej, są bardziej zadbane a osoby w nich mieszkające mają lepsze perspektywy. Mamy więc mechanizm konkurencji, pewną wersję doboru naturalnego, gdzie zwycięża lepiej zorganizowany, uczciwszy i bardziej zaradny. W przypadku zarządzania centralnego jedyne wartości, które są premiowane to siła przebicia i umiejętność włażenia w ... prezesowi.
e.198907


Komentarze
Pokaż komentarze (32)