Jest takie niemieckie słowo, którego nie pomnę gdyż jak prawdziwy Polak brzydzę się językiem Hitlera - ale wiem, że to słowo jest i w cudownie ścisły sposób opisuje stan w jakim się znajduję czytając ostatnio salon24.
Bo czyż nie jest uroczym przejawem bożej sprawiedliwości, że Ludwik Dorn, który kształtował naszą scenę polityczną dając m.in. szefowi PiS klucze do sejfu z publiczną kasą - teraz, dzięki własnej przezorności zostanie dostępu do tej kasy pozbawiony? Albo czy to nie zabawne, że autor takich politycznych bonmotów jak "wykształciuhy" czy "bure suki" i "kamasze" - jest obecnie na własnym blogu (bo innej politycznej trybuny już właściwie nie posiada) gnojony przez bandę frustratów, których sam przecież wyhodował?
Albo nasz sympatyczny ornitolog, który wydawałoby się ma w swojej brukselskiej klatce wszelkie wygody - i nic. Zgrzyta zębami. Zgrzyta zwłaszcza kiedy patrzy na inne kolorowe ptaszki, którego miejsce mógłby zajmować obecnie - gdyby nie sprzedał się tak łatwo i to innemu panu. Widać wygrana w licytacji przestaje cieszyć jeśli sąsiad na kolejnej zapłaci połowę mniej.
Jednych bogów strącają do tartaru a innych wynoszą na sam szczyt - ale czyż nie jest on niebezpiecznie blisko Kaukazu, gdzie starożytne kajdany wciąż rdzewieją a mądre, poskręcane starością ptaszysko czeka cierpliwie na kolejny posiłek, który przecież pojawi się w nich wcześniej czy później? Ptaszysko, które mogłoby być dzisiaj godłem wszystkich polityków - nieważne, czy byli ornitologami nim zaczęli fruwać, czy wręcz przeciwnie.
e.


Komentarze
Pokaż komentarze (24)