Paru ochroniarzy bodajże z Parku (warszawska dyskoteka) nie chciało wpuścić do środka dwóch "czarnuchów". Czarni odwrócili się grzecznie i odeszli.
To też się panom ochroniarzom nie spodobało, bo za łatwo poszło. Zebrali więc mocną grupę pięciu czy sześciu i poszli na polowanie. Pozostali na bramce koledzy po pół godzinie zaczęli się niepokoić. Poszli i szybko odnaleźli swoich kumpli - pobitych w krzakach. Wezwali policję.
Traf chciał, że policja zadziałała szybko i dopadła podejrzanych po drugiej stronie Pól mokotowskich. Nie udało się ich jednak aresztować. Otóż podejrzani mieli paszporty dyplomatyczne, byli bowiem członkami piechoty morskiej z ochrony ambasady amerykańskiej.
Nie wiem, na ile ta historia jest prawdziwa - podobno jest prawdziwa. Ale wczorajsza rozróba powinna znowu na jakiś czas przypomnieć różnym sk..synkom bonmot mistrza Qiu-Gon Jinna:



Komentarze
Pokaż komentarze (26)