Czytając komentarze pod wczorajszą notką a także później pod notką Galopującego Majora zauważyłem, że część czytelników nie zauważa sedna problemu.
Jeśli bowiem zakładamy, że rodzice mają wolność wychowywania własnych dzieci to zakładamy tym samym, że mają też wolność ZŁEGO WYCHOWANIA WŁASNYCH DZIECI. Na tym to polega. Jeśli Bóg dał nam wolną wolę to m.in. po to, żebyśmy mogli - o ile chcemy - łamać jego przykazania. Owszem, on to później oceni ale wolno nam być złymi, bezbożnymi ludźmi.
Podobnie rzecz się ma z wychowaniem. Wolność wychowywania polega m.in. na tym, że rodzice mogą przekazać dzieciom takie wzorce kulturowe, jakie uznają za stosowne, w tym - pozwolenie na uprawianie seksu przed ślubem i brak moralnego sprzeciwu wobec aborcji. Jeśli więc uważamy, że rodzice mają prawo wychowywać dzieci jak uznają za stosowne to mają równe prawo wychowywania dzieci na bogobojnych katolików, bogobojnych muzułmanów, narodowych socjalistów, walczących feministów, złodziei i pijaków czy też jakiekolwiek inne mniej lub bardziej popularne w Polsce sposoby, o ile nie łamią przy tym prawa. W szczególności wolno rodzicom sprzedawać dzieciom pogląd, że aborcja jest ok o ile jest zgodna z prawem.
Matka ma więc prawo iść do córki i przekonywać ją, że aborcja jest ok, ma nawet prawo poprosić o pomoc psychologów z Manify czy innej organizacji i NIKOMU NIC DO TEGO. To jej prawo jako matki.
Chyba że ktoś uzna, że dzieci mogą być wychowywane w dowolnym duchu o ile będzie to duch katolicki. Tylko że wtedy w kwestii wychowania niczym się nie różni od lewaków. I tyle.
e.99145
ps. polecam kolejne info Marutiego, który monitoruje sprawę czternastolatki.


Komentarze
Pokaż komentarze (34)