Wczoraj w mediach pokazywano często Pawła Deresza,który stał się twarzą pomysłu wyjazdu rodzin 28 ofiar katastrofy smoleńskiej na miejsce tragedii.
Zarówno w samym pomyśle nie byłoby nic dziwnego i sam Paweł Deresz nie wzbudziłby mojego zainteresowania gdyby nie fakt mówienia w kontekście wyjazdu o pielgrzymce,co dla zadeklarowanego lewicowca jest okresleniem co najmniej niecodziennym.
Po wnikliwszym wsłuchaniu się w przekaz medialny dotarło do mnie jego sedno,czyli propozycja zabrania krzyża z Krakowskiego Przedmieścia w podróż,z której zapewne nie miałby na swoje pierwotne miejsce powrócić.
Moje przypuszczenia wzmocnił pokazany w tym samym przekazie B.Komorowski,który z typowym dla sibie entuzjazmem i znany z przywiązania do tegoż krzyża poparł inicjatywę i nawet zaplanował dla swojej małżonki jakąś funkcję patrona dla pielgrzymki pana Deresza i innych przedstawicieli rodzin tragicznie zmarłych.
Czy doszło w tej kwestii do targu czyli np. wy pokryjecie koszty,a ja,lub my spróbujemy ,,załatwić,, wam problem krzyża?
Entuzjazm Komorowskiego wskazywałby na to,ale jest to oczywiście tylko spekulacja.
Nasuwa się też inne pytanie o chęć rozbicia rodzin ofiar na grupę konstruktywna i grupę dajmy na to radykalną.Dlaczegoż by nie,w końcu podobne praktyki miały mieć miejsce przed ,,okrągłym stołem,, i obecnie stosuje się podmianę legend(Krzywonos za Walentynowicz).
Rzecznikiem tych pierwszych staje się powoli Paweł Deresz,na co wskazuje jego coraz ostrzejszy język przezeń stosowany,o czym pisał wczoraj Marek Migalski.
Obserwujmy sprawę uważnie,bo pokusa rozegrania ,,rodzin,, jest duża,a jak pokazuje casus Solidarności marginalizacja jednych przez promowanie innych jest skuteczną metodą.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)